zlot krynoliny - dzień pierwszy
Zobacz oryginał pon., 29/07/2013 - 13:48Pewnie oglądaliście te zdjęcia już milion razy, i znacie na pamięć "plan wydarzeń" minionego weekendu. Mimo to ja również spróbuję sklecić relację z naszego krakowskiego zlotu, podzieloną na dwa dni, żeby was nie zanudzić. Niedługo powinien pojawić się również pewien ubogi filmik.
Sama nie wiem, od czego zacząć! Może od tego, że w te dwa dni zdarzyło się więcej, niż przez całe moje wakacje do tej pory.
Dwa dni wyjęte z życiorysu i wepchnięte w przedziwną osiemnasto-dziewiętnasto-dwudziestowieczną mieszankę, wszystko okraszone ponad 30-stopniowym upałem, tłumem entuzjastycznych turystów i krakusów, trzepotem wachlarzy i niezliczonymi warstwami halek, pończoch, pantalonów i metalowych fiszbin - pewnie zastanawiacie się, jak było i czy mi się podobało, ale odpowiedź jest chyba oczywista.
Nie myślałam, że po dwudziestu latach mieszkania w Krakowie mogę poczuć się w tym mieście niezwykle, ale stroje i towarzystwo robią swoje. Nawet, jeśli regencyjne panny rozmawiają z koleżanką pana Gatsby'ego, a kobiety w krynolinach mijają rokokową księżną.
Może po kolei. Zebrałyśmy się, z lekkim poślizgiem, na Rynku, po czym doczołgałyśmy się do muzeum. (Gdyby ktoś miał chętkę pełnić rolę naszego tragarza, prosimy zgłaszać się przy okazji następnych zlotów.). Wystawa jak wystawa, eksponaty jak eksponaty - oczywiście zachwytom nie było końca, zwłaszcza, kiedy odkryłyśmy, że jedna z wystawionych sukni to dzieło samego Charlesa Fredericka Wortha. Przymierzanie butków :D Zdjęć z muzeum wam oszczędzę, wszystko jest już tutajW głębi duszy każdy jednak myślami był już w muzealnej toalecie, gdzie niedługo potem odbyło się grupowe ściskanie gorsetów, zapinanie guzików, odrywanie uporczywych nitek czy ostatnie poprawki fryzur.
Pierwsze pogaduchy w strojach. Od lewej Ania, Agata, Nelly, Fobmroweczka i Dorfi.
Zdjęcie grupowe centralnie pod słońce. Od lewej z przodu: ja, Nelly, Agata, Ada, Ania, z tyłu: Dorfi, Porcelana, Fanturia, Fobmroweczka i Daisy.W pełnym rynsztunku, wyposażone w wachlarze, kapelusze i parasolki udałyśmy się do Parku Jordana. Tam po raz pierwszy poproszono nas o pozowanie do zdjęć - takie prośby towarzyszyły nam nieustannie przez oba dni zlotu, jednak apogeum przypadło na drugi dzień (o tym za chwilę). Po dostojnym przemarszu przez park dotarłyśmy do kocyków piknikowych, na których czekała na nas Szkoła Tańca Jane Austen. Rozpoczęliśmy piknik, beztroskie rozmowy przeplatając dobrym jedzeniem i narzekaniem na gorąco. W pewnym momencie przestaliśmy się już tym przejmować i w iście tropikalnych warunkach, w których większość dam minionych wieków by pomdlała, (o ile nie wyzionęła ducha), zaczęliśmy zabawę. Były angielskie tańce, wolant, i gra ciesząca się chyba największym powodzeniem - game of graces.
Z prawej strony Ada, jedna z młodszych uczestniczek, która zawstydziła nas
(przynajmniej mnie) swoimi umiejętnościami krawieckimi. Ja w jej wieku byłam w stanie co najwyżej przyszyć guzik. Ado! Zakładaj bloga, szybko!Fotografia i robótki :) Z lewej Fanturia we wspaniałej kreacji z połowy XIX wieku i wachlarzem - prawdopodobnie baardzo starym cackiem, na widok którego pozieleniałyśmy z zazdrości.
...i wyyykrok. Gra w wolanta
I game of graces, czyli patyczki i kółko - i kto by się spodziewał, że daje tyle radości?
Nelly zaraziła nas wszystkie swoją cudną rokokową suknią!
... I z futrzanym uczestnikiem zlotu ;) Zaplątał się nam także jakiś Szkot!Epoki razem:I samotne przedstawicielki innych epok:
Regencyjna dama i bliski omdlenia (z nadmiaru koronek?) dżentelmen :D
Paluszek, żeby nie było nieelegancko...Po dłuugiej i ciężkiej - w moim przypadku - podróży tramwajem (krynolina + wózek dziecięcy, inwalidzki, rower i walizka to średnie połączenie) dotarłyśmy na Rynek. I tu zaczął się dylemat - jechać, czy nie jechać? Wydać miliony na przejażdżkę dorożką czy zrezygnować i żałować?
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



