Lista blogów » Mademoiselle Emnilda
Zimowy spacer, czyli o cieple w XIX wieku
Zobacz oryginał sob., 31/01/2015 - 10:23Że zimową porą trzaska mrozem wszyscy wiemy. Chociaż jest to trochę upierdliwe, to jakoś tam człowiek sobie zawsze poradzi - nieraz wystarczy włożyć wełniane skarpety lub podkręcić ogrzewanie. Niestety, 150 lat temu tak fajnie nie było. Właściwie przez długi czas nawet nie zastanawiałam się, jak sobie wówczas radzono. Dopiero kiedy przeczytałam, że zadowalającą temperaturą w domu było ówcześnie 12 stopni Celsjusza, dotarło do mnie, jak dobrze mamy w dzisiejszych czasach.
Podstawą radzenia sobie z niskimi temperaturami był oczywiście strój. Ubierano się więc ciepło, pod strój codzienny wkładając kaftaniki wykonane z flaneli lub dziergane na drutach - z wełny. (Takie kaftaniki ówczesne poradniki zalecały też wkładać pod koszule nocne. Natomiast same koszule były szyte ze śnieżnobiałej bawełny, gdyż takie uważano za najbardziej eleganckie). Zimowe suknie, podobnie jak kaftaniki, szyte były z ciepłych tkanin, takich jak flanela czy różne rodzaje wełny (kaszmir, cheviot, merynosy), a dodatkowo watowane, dzięki czemu właścicielce było w nich względnie ciepło, choć zapewne trochę niewygodnie i ciężko. Z kolei suknie balowe szyte były z grubych aksamitów i atłasów. XIX-wieczne poradniki odradzały przykrywanie się szalami, które wg ich autorów były niefunkcjonalne, ponieważ utrudniały wykonywanie codziennych obowiązków.
O ile można przyjąć, że zimowe suknie były w miarę ciepłe, o tyle ochrona stóp przed mrozem pozostawiała wiele do życzenia. Chociaż bawełniane pończochy zastępowano na czas chłodów wełnianymi, buty noszono zbyt lekkie. Z reguły były to półbuty z cienkiej skóry, które tylko podczas wielkich śniegów zastępowano ciepłymi walonkami lub kaloszami. Zupełnie skrajnie podszedł do tematu jeden z ówczesnych poradników dotyczących wychowania, który zalecał, aby hartować dzieci każąc im chodzić boso przynajmniej po domu!
Niezbędnym odzieniem w zimowej garderobie, były oczywiście futra (w garderobie ziemiaństwa i burżuazji rzecz jasna, bo niestety chłopi i ubogie warstwy miejskie rzadko mogły pozwolić sobie na taki wydatek). Rozróżniano futra codzienne do których należały barany, lisy, rysie, bobry, zające oraz futra wyjściowe czyli karakuły i wszelkie rasy o mniej popularnym umaszczeniu, jak np. białe lisy. Na naprawdę srogie mrozy zarówno kobiety jak i mężczyźni odziewali się w dachy - długie do kostek peleryny z kołnierzem, szyte z dwóch warstw futra, z czego wierzchnią stanowiło futro renifera lub źrebaka, doskonale izolujące przez zimnym wiatrem. Były one popularne jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym, później zostały wyparte przez dużo tańsze kożuchy baranie.
Dachy stosowane były również podczas zimowych podróży saniami, dodatkowo okrywano się wówczas jeszcze futrzanymi kocami, natomiast dzieci przewożono w specjalnych workach szytych z króliczej sierści, które wiązano pod szyją aby do środka nie dostało się mroźne powietrze.
XIX wiek to okres, w którym najpopularniejszą metodą grzewczą były kominki i piece kaflowe. Niestety, kominki dawały względne ciepło tylko w ich pobliżu, dlatego nie była to skuteczna metoda ogrzewania ogromnych nieraz i wysoko sklepionych pomieszczeń. W takich miejscach kominki były oczywiście większe, niż np. w łazience, mimo to - mówiąc kolokwialnie - nie dawały rady. Kolejnym minusem tego ogrzewania była potrzeba stałego dostępu do drewna, co sprawiało, że dla ludzi mieszkających daleko od lasów i innych źródeł taniego opału, utrzymanie ciepła w kominku wiązało się z wysoką ceną.
Drugą metodą na utrzymanie ciepła w domu było palenie w piecach kaflowych, które były praktyczniejsze, szczególnie, że w II poł. XIX wieku ogromnie rozwinęło się wydobycie węgla kamiennego, dzięki czemu stał się on najpopularniejszym i przystępnym cenowo materiałem opałowym. Piece były budowane na granicy ścian, tak ażeby jeden mógł ogrzewać dwa pokoje. Dodatkowo wykańczano je zdobionymi kaflami, a nawet rzeźbami oraz budowano w różnych kształtach, dlatego bywały ozdobą pomieszczenia. Przez cały XIX wiek udoskonalano technikę stawiania pieców, więc dzięki nowatorskim rozwiązaniom mogły one utrzymywać ciepło przez wiele godzin.
Poza ogrzewaniem, stosowano także różne patenty, które miały zatrzymać ciepło w domu. Przede wszystkim już w czasie samej budowy myślano o tym, aby mury były grube i podwójne tzn. budowano dwie ściany, pomiędzy którymi zostawiano odstęp. Taka izolacja sprawiała, że latem w domu było chłodno, zimą zaś dom nie wychładzał się. Drzwi wejściowe obijano słomą, stosowano również podwójne okna z okiennicami, a przestrzeń między szybami używano, jako podręczną lodówkę. Niekiedy jednak (podobno była to częsta praktyka), zalepiano okna na całą zimę papierem, co oznaczało, że wcale ich nie otwierano i nie wietrzono izb!
W dużych dworkach, w któych było wiele pomieszczeń, część z nich na zimę po prostu zamykano, prowadząc życie rodzinne na mniejszej przestrzeni, którą łatwiej było ogrzać. W oknach i przy drzwiach wejściowych zawieszano ciężkie zasłony, które zatrzymywały napór zimnego powietrza, a na podłogach rozkładano dywany, które w rogach pomieszczeń przybijano gwoździami lub zawieszano na specjalnych kółkach. Po sezonie zimowym dywany wietrzono, skrapiano terpentyną i chowano w suchym miejscu, gdzie czekały na kolejne przymrozki.
(zdjęcia: Włóczykij)
/Tekst wpisu w oparciu o książkę "W ziemiańskim dworze" Mai Łozińskiej/
/Tekst wpisu w oparciu o książkę "W ziemiańskim dworze" Mai Łozińskiej/
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



