Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Zimowy look - biel, dżins i nowy melonik
Zobacz oryginał ndz., 24/01/2016 - 12:00Przyznaję się bez bicia - bardzo długo zwlekałam z pozowaniem do jakichkolwiek zdjęć na zimnie i wśród śniegu, bo zwyczajnie nie lubię marznąć, a że coraz starsza jestem, to i coraz też trudniej namówić mnie na zrezygnowanie z moich przyzwyczajeń ;)
Ale zawstydziłyście mnie - wszystkie tyle pięknych, zimowych fot pokazujecie, że i ja nie chciałam być od Was gorsza ;P
No, to są.
Mam chyba stosunkowo dużo szczęścia (taki przywilej głupiego - jemu podobno szczęście sprzyja ;P), bo akurat w dniu, w którym postanowiliśmy się z Lechem na zdjęć robienie wybrać śnieg nie sypał (generalnie, to od trzech tygodni w Łodzi sypie i sypie - nie ma dnia, żeby to białe paskudztwo z nieba nie leciało), a i mrozu zbyt dużego nie było.
Mogłam więc wykorzystać ten fakt na pozowanie we względnym rozchełstaniu.
I bardzo dobrze - gdyby przyszło mi fotografować się w moim "outficie" na mrozy (znaczy się - w starej, puchowej kurtce i w lekko nadprutej już czapie z pomponami), to już nigdy więcej nikt by tu nie zajrzał :P
Dzisiejszy post jest w pewnym sensie nie tylko prezentacją tegorocznego zimowego wydania Mar, ale i przeglądem nowości, jakie w ostatnim czasie do szafy Mar trafiły.
Nie wszystko tu jest nowe - znacie już na przykład płaszcz (o, tu był pokazywany) i dżinsy.
Aczkolwiek w dżinsy ubrana na blogu i na żywo bywam rzadko, więc i one można za nowość uznać ;)
Bezapelacyjnie nowe jednak są tu buty, melonik, szal, sweter i torebka.
Zabawne - kupując nowe rzeczy i tak rzadko kiedy wychodzę poza moje ramy stylowe.
Owszem, chętnie przygarniam do szafy pewne elementy sezonowych trendów (jeśli jakiś ciuch mi się spodoba, to szczerze powiedziawszy guzik mnie obchodzi to, do jakiego on właściwie stylu przynależy - chcę, to biorę ;P), jednakże przy okazji większych zakupów i wymiany tych rzeczy, które nieco się już zużyły najchętniej sięgam po ubrania i dodatki o takich fasonach, kolorach lub krojach, jakie lubię.
Stąd też nikogo chyba, kto mnie (wirtualnie lub realnie) zna nie dziwi już fakt, że część moich torebek jest do siebie podobna, że buty od kilku lat noszę niemal takie same i że ciężko jest zostać przeze mnie w kwestii ciuchów czymś zaskoczonym - no trudno, taka jestem ;)
Na tegorocznych wyprzedażach także obkupiłam się w ciuchy i akcesoria całkowicie "moje".
Choć wiele inności mnie mocno skusić próbowało ;)
Czasami trochę wkurza mnie ta moja wierność sobie i to, że mijają lata, a ja ciągle cierpię na tę samą przypadłość - jak już odkryję, że coś mi pasuje, to trzymam się tego rękami i nogami.
Na eksperymenty decyduję się rzadko - i to w każdej dziedzinie swojego życia.
W kwestii ubioru dostrzegam jednak wiele plusów takiej sytuacji - przynajmniej niemal każdą rzecz w swojej szafie mam obcykaną i wiem, z czym ją połączyć ;)
Chociaż - nie kupuję przecież tych rzeczy zawsze identycznych.
O, na przykład ten sweter spod płaszcza mi wystający jest przecież biały - a przecież jeszcze tak niedawno temu pisałam Wam, że bieli nie noszę, bo nie podobam się w niej sobie.
A jednak udało mi się przekonać siebie samą do jasności :)
Trochę za sprawą nowej pracy, którą z początkiem stycznia rozpoczęłam - nie obowiązuje mnie w niej żaden dress code, ale chciałam sprawić sobie kilka takich ubrań, które na nieco bardziej eleganckie wyglądać będą.
Ponieważ mamy zimę, a nie lato, to doszłam do wniosku, że najlepiej będzie sprawić sobie jakieś ciepłe ciuchy - wybór swetra był najprostszym rozwiązaniem ;)
Wymyśliłam, że do pracy będę nosić go do czarnych spodni, oficerek i mojej długiej kamizelki.
Chyba zmyślnie to wykoncypowałam, bo w takim wydaniu sweter prezentuje się naprawdę wyjściowo, a przy tym w stu procentach po mojemu :)
Ale - jak widać na zdjęciach - w codziennych, zwykłych i luźnych połączeniach też wygląda fajnie :)
Tak się sobie w tej bieli spodobałam, że sprawiłam sobie jeszcze dwa inne, białe (no dobra - jeden właściwie jest beżowy) swetry ;)
Wreszcie mam ich w szafie odpowiednio dużo!
Przy okazji odkryłam też, że biel fajnie wygląda z dżinsem - dlatego też dziś zamiast w zwyczajowo już czarnych spodniach prezentuję się Wam w dżinsach :)
Melonik w sumie też dość znacznie różni się od tego, który miałam do tej pory - po pierwsze ma "normalne", melonikowe rondo.
Temu, w którym Wam się do tej pory prezentowałam już w momencie zakupu rondo odwinęłam.
Bo niby ładniej mi było w odwiniętym ;)
Na żywo wygląda, jakby był zamszowy - nie jest.
Na pewno jednak jest bardziej czarny.
Wypatrzyłam go w salonie Reserved w łódzkiej Sukcesji (to jest chyba jedyna galeria handlowa w Polsce, w której nie ma ludzi - słuchajcie, żywej duszy: w sklepach sami sprzedawcy i ani jednego klienta... nie wiem, o co chodzi, bo galeria ma lokalizację tuż przy Politechnice Łódzkiej i obok niej przebiega jedna z ważniejszych łódzkich ulic...), za śmieszne pieniądze - niecałe 30 złotych.
Leżał tak sobie na półce, smutny - to co miałam zrobić?
Przygarnęłam.
Wśród mojej małej kapeluszowej kolekcji na pewno nie będzie mu więcej smutno :)
Torebka - bo o niej też Wam wyżej wspomniałam, że nowa.
Otóż w sumie nie taka nowa, bo z listopada.
Specjalnie na FashionWeek'a kupiona.
W ubiegłym roku odkryłam, że całkiem fajnie wyglądam, gdy zamiast wielkiego worka przerzucę przez ramię listonoszkę.
Czy dużą, czy małą - bez różnicy.
Nabyłam więc dwa modele - jeden średni, drugi bardzo mały.
Ta mała listonoszka, którą jesienią upolowałam w Deichmannie (o, ta - klik!) ma jednak złote okucia - a ja mam takiego fioła, że gdy zakładam buty z jakimiś srebrnymi zdobieniami, to torebkę również muszę mieć okuciami dopasowaną.
Żeby móc mieć jakąś małą, dość elegancko mogącą wyglądać torebkę pasującą do posrebrzanymi elementami zdobionych butów dokupiłam więc inny model - z odpowiednimi wykończeniami.
I nieco większą, bo do tej malutkiej z trudem mieści mi się mój e-papieros ;P
Długo takiej torebki szukałam, wybór padł na ten model - pochodzi z Sinsay'a.
I podobnie jak melonik kosztował niecałe 30 złotych :)
Szal - szal w sumie najbardziej na tych zdjęciach chyba uwagę Waszą przyciąga, prawda ;)?
Szal to prezent od firmy Lokaah.
W początkach jesieni otrzymałam od nich i ten szalik i dwie inne, równie kraciaste chusty.
Jedną już widzieliście - tu występowała :)
Szalik czekał na pokazanie go Wam nieco dłużej, ale było to z mojej strony zagranie celowe - jakoś wcale a wcale nie pasował mi do żadnej jesiennej "stylizacji". Jak dla mnie, to on ma barwy typowo zimowe ;)
Jest bardzo długi, dość gruby i dwustronny - ale specjalnie nie pokazałam Wam dziś drugiej jego strony.
Nie zdradzę, póki co, jak ona wygląda.
Będziecie mieć niespodziankę ;) Powiem tylko, że ma na sobie o wiele więcej bieli ;)
Nie zrobiliśmy żadnych zdjęć butom - ale to dlatego, że śniegu miałam na nich mnóstwo.
A moim zdaniem buty na śniegu fotografowane nie wyglądają dobrze.
Na pewno jednak będzie jeszcze ku zrobieniu im zdjęć okazja.
Buty to również nowość - bardzo podobne do moich oficerek, które na wielu blogowych zdjęciach gościły.
Także skórzane i kupione w CCC. Proste, na płaskim obcasie, z dopasowaną do łydki cholewką.
Takie, jakie najbardziej lubię. Bo pasują do wszystkiego.
Można je nosić i do spódnicy i do spodni. A nawet i do sukienki.
Taki fason jest moim zdaniem najbardziej uniwersalnym, jeśli o kozaki chodzi - póki się nie zniszczą (a jak się o nie zadba, to nieduże są na to szanse), to da się je nosić latami.
Raczej nigdy nie wyjdą z mody.
Muszę Wam powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z tych zdjęć - cieszę się, że już za pierwszym podejściem udało nam się je zrobić ;)
Początek roku przyniósł pewne zmiany w moim trybie życia i zabrał mi sporo wolnego czasu - obecnie w weekendy nie bardzo mam ochotę na chodzenie na zdjęcia.
Od poniedziałku do piątku zrywam się do pracy bladym świtem i wracam z niej, kiedy jest już dość późno.
Chociaż do pracy mam bardzo blisko, to dojazd do niej i z niej zajmuje mi trochę czasu (pracuję w środku lasu, raczej nie będę ryzykowała pieszych spacerów - może latem, ale też średnia przyjemność łazić samej po lesie ;P).
Ponieważ nie potrafię położyć się spać wcześniej, niż o pierwszej lub drugiej, to ciągle chodzę niewyspana.
Odbijam to sobie w weekendy - w które jeśli tylko nie muszę, to nie ruszam się z domu.
Może kiedy jakoś się do tych zmian przyzwyczaję, to wygospodaruję więcej chwil na kolejne ciuchowe zdjęcia, ale póki co nie chcę na siłę zmuszać się do niczego.
Jeśli zacznę czuć presję na prowadzenie bloga, to szybko znielubię to zajęcie.
Bądźcie więc wyrozumiałe. I wyrozumiali.
I w sumie, to wiecie - pewnie skończy się tak, jak zwykle się kończyło, kiedy pisałam tu, że przez jakiś czas zdjęć nie będzie.
Za tydzień już będę sama Leszka przekonywać, że nie ma, że mu się nie chce: idziemy na foty ;P
Ja chyba nie umiem po prostu za długo tu niczego nie pisać ;)
Melonik - Georgia May Jagger dla Reserved
Szal - Lokaah
Płaszcz - F&F
Sweter - Reserved
Rękawiczki - Massimo Dutti
Listonoszka - Sinsay
Dżinsy - Bershka
Skórzane oficerki - Lasocki (dla CCC)
Żeby nie było, że niby jakoś marudzę czy narzekam i żadnej we mnie radości w początkach tego roku nie ma, to proszę - kiedyś tam udało nam się zrobić podobną fotę jesienią, zimową też już mam ;)
Jak widać - stosunkowo szczęśliwa ze mnie istota pomimo tego mojego chronicznego ostatnio zmęczenia ;)
A w każdym razie - bywało gorzej.
Pozdrawiam Was i ściskam mocno - Wasza Mar!
Czasami trochę wkurza mnie ta moja wierność sobie i to, że mijają lata, a ja ciągle cierpię na tę samą przypadłość - jak już odkryję, że coś mi pasuje, to trzymam się tego rękami i nogami.
Na eksperymenty decyduję się rzadko - i to w każdej dziedzinie swojego życia.
W kwestii ubioru dostrzegam jednak wiele plusów takiej sytuacji - przynajmniej niemal każdą rzecz w swojej szafie mam obcykaną i wiem, z czym ją połączyć ;)
Chociaż - nie kupuję przecież tych rzeczy zawsze identycznych.
O, na przykład ten sweter spod płaszcza mi wystający jest przecież biały - a przecież jeszcze tak niedawno temu pisałam Wam, że bieli nie noszę, bo nie podobam się w niej sobie.
A jednak udało mi się przekonać siebie samą do jasności :)
Trochę za sprawą nowej pracy, którą z początkiem stycznia rozpoczęłam - nie obowiązuje mnie w niej żaden dress code, ale chciałam sprawić sobie kilka takich ubrań, które na nieco bardziej eleganckie wyglądać będą.
Ponieważ mamy zimę, a nie lato, to doszłam do wniosku, że najlepiej będzie sprawić sobie jakieś ciepłe ciuchy - wybór swetra był najprostszym rozwiązaniem ;)
Wymyśliłam, że do pracy będę nosić go do czarnych spodni, oficerek i mojej długiej kamizelki.
Chyba zmyślnie to wykoncypowałam, bo w takim wydaniu sweter prezentuje się naprawdę wyjściowo, a przy tym w stu procentach po mojemu :)
Ale - jak widać na zdjęciach - w codziennych, zwykłych i luźnych połączeniach też wygląda fajnie :)
Tak się sobie w tej bieli spodobałam, że sprawiłam sobie jeszcze dwa inne, białe (no dobra - jeden właściwie jest beżowy) swetry ;)
Wreszcie mam ich w szafie odpowiednio dużo!
Przy okazji odkryłam też, że biel fajnie wygląda z dżinsem - dlatego też dziś zamiast w zwyczajowo już czarnych spodniach prezentuję się Wam w dżinsach :)
Melonik w sumie też dość znacznie różni się od tego, który miałam do tej pory - po pierwsze ma "normalne", melonikowe rondo.
Temu, w którym Wam się do tej pory prezentowałam już w momencie zakupu rondo odwinęłam.
Bo niby ładniej mi było w odwiniętym ;)
Na żywo wygląda, jakby był zamszowy - nie jest.
Na pewno jednak jest bardziej czarny.
Wypatrzyłam go w salonie Reserved w łódzkiej Sukcesji (to jest chyba jedyna galeria handlowa w Polsce, w której nie ma ludzi - słuchajcie, żywej duszy: w sklepach sami sprzedawcy i ani jednego klienta... nie wiem, o co chodzi, bo galeria ma lokalizację tuż przy Politechnice Łódzkiej i obok niej przebiega jedna z ważniejszych łódzkich ulic...), za śmieszne pieniądze - niecałe 30 złotych.
Leżał tak sobie na półce, smutny - to co miałam zrobić?
Przygarnęłam.
Wśród mojej małej kapeluszowej kolekcji na pewno nie będzie mu więcej smutno :)
Torebka - bo o niej też Wam wyżej wspomniałam, że nowa.
Otóż w sumie nie taka nowa, bo z listopada.
Specjalnie na FashionWeek'a kupiona.
W ubiegłym roku odkryłam, że całkiem fajnie wyglądam, gdy zamiast wielkiego worka przerzucę przez ramię listonoszkę.
Czy dużą, czy małą - bez różnicy.
Nabyłam więc dwa modele - jeden średni, drugi bardzo mały.
Ta mała listonoszka, którą jesienią upolowałam w Deichmannie (o, ta - klik!) ma jednak złote okucia - a ja mam takiego fioła, że gdy zakładam buty z jakimiś srebrnymi zdobieniami, to torebkę również muszę mieć okuciami dopasowaną.
Żeby móc mieć jakąś małą, dość elegancko mogącą wyglądać torebkę pasującą do posrebrzanymi elementami zdobionych butów dokupiłam więc inny model - z odpowiednimi wykończeniami.
I nieco większą, bo do tej malutkiej z trudem mieści mi się mój e-papieros ;P
Długo takiej torebki szukałam, wybór padł na ten model - pochodzi z Sinsay'a.
I podobnie jak melonik kosztował niecałe 30 złotych :)
Szal - szal w sumie najbardziej na tych zdjęciach chyba uwagę Waszą przyciąga, prawda ;)?
Szal to prezent od firmy Lokaah.
W początkach jesieni otrzymałam od nich i ten szalik i dwie inne, równie kraciaste chusty.
Jedną już widzieliście - tu występowała :)
Szalik czekał na pokazanie go Wam nieco dłużej, ale było to z mojej strony zagranie celowe - jakoś wcale a wcale nie pasował mi do żadnej jesiennej "stylizacji". Jak dla mnie, to on ma barwy typowo zimowe ;)
Jest bardzo długi, dość gruby i dwustronny - ale specjalnie nie pokazałam Wam dziś drugiej jego strony.
Nie zdradzę, póki co, jak ona wygląda.
Będziecie mieć niespodziankę ;) Powiem tylko, że ma na sobie o wiele więcej bieli ;)
Nie zrobiliśmy żadnych zdjęć butom - ale to dlatego, że śniegu miałam na nich mnóstwo.
A moim zdaniem buty na śniegu fotografowane nie wyglądają dobrze.
Na pewno jednak będzie jeszcze ku zrobieniu im zdjęć okazja.
Buty to również nowość - bardzo podobne do moich oficerek, które na wielu blogowych zdjęciach gościły.
Także skórzane i kupione w CCC. Proste, na płaskim obcasie, z dopasowaną do łydki cholewką.
Takie, jakie najbardziej lubię. Bo pasują do wszystkiego.
Można je nosić i do spódnicy i do spodni. A nawet i do sukienki.
Taki fason jest moim zdaniem najbardziej uniwersalnym, jeśli o kozaki chodzi - póki się nie zniszczą (a jak się o nie zadba, to nieduże są na to szanse), to da się je nosić latami.
Raczej nigdy nie wyjdą z mody.
Muszę Wam powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z tych zdjęć - cieszę się, że już za pierwszym podejściem udało nam się je zrobić ;)
Początek roku przyniósł pewne zmiany w moim trybie życia i zabrał mi sporo wolnego czasu - obecnie w weekendy nie bardzo mam ochotę na chodzenie na zdjęcia.
Od poniedziałku do piątku zrywam się do pracy bladym świtem i wracam z niej, kiedy jest już dość późno.
Chociaż do pracy mam bardzo blisko, to dojazd do niej i z niej zajmuje mi trochę czasu (pracuję w środku lasu, raczej nie będę ryzykowała pieszych spacerów - może latem, ale też średnia przyjemność łazić samej po lesie ;P).
Ponieważ nie potrafię położyć się spać wcześniej, niż o pierwszej lub drugiej, to ciągle chodzę niewyspana.
Odbijam to sobie w weekendy - w które jeśli tylko nie muszę, to nie ruszam się z domu.
Może kiedy jakoś się do tych zmian przyzwyczaję, to wygospodaruję więcej chwil na kolejne ciuchowe zdjęcia, ale póki co nie chcę na siłę zmuszać się do niczego.
Jeśli zacznę czuć presję na prowadzenie bloga, to szybko znielubię to zajęcie.
Bądźcie więc wyrozumiałe. I wyrozumiali.
I w sumie, to wiecie - pewnie skończy się tak, jak zwykle się kończyło, kiedy pisałam tu, że przez jakiś czas zdjęć nie będzie.
Za tydzień już będę sama Leszka przekonywać, że nie ma, że mu się nie chce: idziemy na foty ;P
Ja chyba nie umiem po prostu za długo tu niczego nie pisać ;)
Melonik - Georgia May Jagger dla Reserved
Szal - Lokaah
Płaszcz - F&F
Sweter - Reserved
Rękawiczki - Massimo Dutti
Listonoszka - Sinsay
Dżinsy - Bershka
Skórzane oficerki - Lasocki (dla CCC)
Żeby nie było, że niby jakoś marudzę czy narzekam i żadnej we mnie radości w początkach tego roku nie ma, to proszę - kiedyś tam udało nam się zrobić podobną fotę jesienią, zimową też już mam ;)
Jak widać - stosunkowo szczęśliwa ze mnie istota pomimo tego mojego chronicznego ostatnio zmęczenia ;)
A w każdym razie - bywało gorzej.
Pozdrawiam Was i ściskam mocno - Wasza Mar!
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.






















