Lista blogów » Mademoiselle Emnilda
Zimowe klimaty
Zobacz oryginał pon., 19/12/2016 - 12:46Hej ho! Miałam wrócić w styczniu, jednakże już teraz postanowiłam podzielić się Wami kilkoma zdjęciami, które udało mi się zrobić w świątecznej atmosferze Poznańskiego Betlejem, gdzie wybrałam się w zeszłym tygodniu. Dla tych z Was, którzy nie wiedzą - Poznańskie Betlejem to taka podróba niemieckich Weihnachtsmarktów. Kolorowe światełka, stragany pełne łakoci, lodowe rzeźby, wieeelka choinka, lokalne rękodzieło no i grzane wino! W tym roku atrakcje zlokalizowano w dwóch miejscach, więc jest co robić. Poza wspomnianym grzańcem, bigosem i smażonymi kiełbasami znalazłam coś co Wam serdecznie polecam - kürtőskalácsa, czyli niesamowity przysmak z ciasta, który odkryłam latem na Węgrzech. Serio, był tak pyszny, że byłam w stanie przedostać się przez cały Budapeszt, żeby kupić sobie świeżutki, gorący rulon z ciasta, obsypany czekoladą, cukrem lub płatkami migdałów. A teraz na Starym Rynku odkryłam budę, w której kurtosze są pieczone przez górali z Zakopanego. Choć do tych węgierskich trochę im brakuje, warto się skusić.
Kolejną świetną atrakcją Poznańskiego Betlejem, która co roku pustoszy mój portfel, jest stragan ze wschodnim rękodziełem. Znajdziecie tam zarówno piękne broszki i spinki do włosów w stylu zhostovo i biżuterię emaliowaną w stylu rostov i ciepłe wełniane skarpety i futrzane chusty (nie kłamię - przymierzałam!) i ikony i mnóstwo białoruskich produktów dla zdrowia (syropy, herbaty, witaminy). Ja zaopatrzyłam się o tak, ale kusi mnie jeszcze przepiękny emaliowany wisiorek-sekretnik.
......
W końcu wyjęłam z szafy swój zimowy płaszcz. Po roku użytkowania długi, wełniany włos wygląda trochę marnie, ale zamierzam nosić go jeszcze przez kilka sezonów, bo krój, duży kołnierz i ciepłość jaką daje to okrycie, bardzo mi odpowiadają. Cieszę się też, że w końcu zrobiło się na tyle zimno, że mogłam założyć jedną ze swoich futrzanych czapek i nie czuć się w niej nieadekwatnie do pogody :) Największą jednak radością jest dla mnie to, że w końcu mogę nosić torebkę z krokodyla, którą dostałam w prezencie od czytelniczki bloga. Bardzo długo leżała w szafie, ponieważ Włóczykij zepsuł zapięcie (czy raczej powinnam powiedzieć: zepsuło się w jego dłoniach) i dopiero niedawno znalazł się kaletnik, który miał pasującą do torebki klamrę.
......
To tyle, jeżeli chodzi o moje przedświąteczne przygody. A o mojej nieobecności na blogu napiszę wkrótce kilka słów. Cieszę się, że znów tutaj jestem! Do usłyszenia.
(zdjęcia: Włóczykij)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



