Lista blogów » VOGUEVA

ZARABIANIE NA BLOGU? BEZCZELNOŚĆ!

Zobacz oryginał
po%2Bco%2Bpisa%C4%87%2Bbloga.png
Zarabiać za użyczanie wizerunku, tworzenie spersonalizowanego i unikalnego contentu, za sesje zdjęciowe, dedykowane wpisy, które już na zawsze zostają w sieci, podlinkowanie marki X, wspieranie sprzedaży i pozytywny wpływ na jej wizerunek? Toż to szczyt bezczelności, nieprawdaż? 

Jakiś czas temu w sieci zrobiło się "głośno" za sprawą prowokacji, która miała na celu wykazanie ile tak właściwie zarabiają polskie topowe blogerki. Internetowa społeczność podzieliła się szybko na osoby broniące zarobków blogerek, jak i na tych, którzy otwarcie krytykują blogerską działalność "top dziewczyn", wytykając im przy okazji, że przecież tak właściwie to co robią, to żadna prawdziwa praca. 

Ja rozumiem, że dla wielu ludzi "normalna praca" to ta, którą wykonuje się przez bite 8-10 godzin za biurkiem, bądź przy przysłowiowej łopacie i ciężko jest im zapewne zaakceptować inny rodzaj aktywności zawodowych, tym bardziej takich, które pozwalają ludziom na całkowicie nienormowane godziny pracy, za które jeszcze ktoś ich sowicie wynagradza, ale dlaczego obrzucać takiego człowieka za to toną krytyki?

Gdyby nie było popytu, nie byłoby podaży. Nie ukrywajmy - blogi są modne. Po prostu. Niezależnie od tego, jak różny poziom intelektualny przedstawiają autorki tych najpopularniejszych, maja one dziesiątki, a nawet setki tysięcy oddanych fanów, którzy codziennie odwiedzają ich witryny, śledzą na Instagramie i lubią na Facebooku. I to właśnie za to firmy płacą blogerkom niemałe stawki. 

A czy takie znowu niemałe? Myślę, że porównywalne do stawek wielu magazynów o podobnej, lifestylowej tematyce, co większość blogów. 8 tysięcy za wpis? Pamiętajmy, że to cena wyjściowa. Tyle samo zapewne kosztuje pół strony reklamowej w dowolnym czasopiśmie. Skandal? Może. A może zwyczajnie nowa forma dedykowanych reklam, powoli wypierająca te bardziej przestarzałe i tradycyjne media. Kto wie, może za 10-20 lat to właśnie reklama na blogach będzie najskuteczniejszą metodą dotarcia z produktem do klienta. A może tym klientom blogi się znudzą. Tak, czy inaczej, nie dziwię się tym dziewczynom, że chcą cenić pracę, którą wkładają w swoje witryny od dobrych kilku lat. A jeśli ktoś chce im za tą pracę zapłacić, to czemu nie?

I mówiąc "praca", proszę nie zakładać, że mam na myśli wielogodzinną harówkę, którą wykonuje się z grymasem na twarzy. Ta praca jest raczej bardzo przyjemna, jednak przygotowanie wpisu nie jest procesem, który trwa 15 minut i nic nie kosztuje. To raczej długa droga do nieosiągalnej doskonałości w tym, co się robi. To godziny spędzone na dopracowywaniu szablonu bloga, odpisywaniu na maile, doborze produktów, komponowaniu wielu stylizacji, organizowaniu sesji zdjęciowych (do których naprawdę potrzebujemy przyzwoitej lustrzanki, a nikt nam jej za darmo nie dał - przynajmniej mi nie), obrabianiu zdjęć, tworzeniu wpisów, pozycjonowaniu w sieci i prowadzeniu swoich kanałów social media.

I nie. Nie wyliczam tego wszystkiego, by użalać się nad tym, jaka to ciężka praca, wręcz przeciwnie. Myślę, że każda blogerka robi to zwyczajnie z pasji i nie dlatego, że musi, a dlatego, że to lubi lub kocha. Tylko tak jest w stanie być autentyczną w przekazie, którego na swój sposób dokonuje w sieci i tylko tak może dotrzeć do swoich potencjalnych fanów, którzy będą ją cenić właśnie za tą prawdziwość. 

Ciężko mi powiedzieć, jak ilość płatnych wpisów vs. wpisów niesponsorowanych kształtuje się na innych blogach. Wiem za to dobrze, jak to wygląda u mnie lub u kilku moich koleżanek - blogerek i wierzcie mi, że naprawdę spora większość wpisów nie jest przygotowywana z żadną marką, a dlatego, że coś nam przypadło do gustu, coś chcemy polecić naszym czytelnikom, czy czymś ich zainspirować (jak w przypadku stylizacji). Nie każda blogerka to harpia, która nie napisze dwóch zdań, jeśli nie dostanie za to paru złotych. Nie każda na blogu zarabia. A jednak blogów są setki, a każdy z nich ma swoich wiernych i mniej wiernych czytelników, którzy zwyczajnie lubią ich autorki i ufają ich opinii. Nie widzę więc nic złego w tym, by najpopularniejsze z nich brały za to pieniądze, nie tracąc przy tym swojego indywidualnego stylu i subiektywności opinii - cech, które powinny być synonimem słowa "bloger". Nie sprzedawać się do końca.

3mln.jpghttp://badanieblogosfery.blox.pl/html powodyblogowania.jpghttp://badanieblogosfery.blox.pl/html

P.S. Ucinając od razu wiele nieprzychylnych opinii dodam, że wpis nie miał na celu obrony uciśnionych blogerek, a jedynie lekką i pobieżną analizę sytuacji. Blogerki fajne czy nie, zasięgów odmówić się im nie da, a liczby mówią same za siebie.

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.