Lista blogów » aschaaa

z Puno do Copacabana i droga do Uyuni przez La Paz

Zobacz oryginał
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP


Wracamy do Peru! Ostanie dwa dni spędziliśmy na jeziorze Titicaca i spaliśmy u starszego małżeństwa na wyspie Taquile. Wieczorem wróciliśmy do Puno skąd dzisiaj – 11.05 jedziemy busem do Copacabany. Copa to kolejna miejscowość nad jeziorem Titicaca, ale po jego boliwianskiej stronie. Cala podróż do najprostszych nienależny. O 7 rano odbiera nas taksówka sprzed hotelu i wiezie na terminal. Tam nie możemy wsiąść do autobusu, bo nie mamy nalepki na barkę. Otóż szukamy jak wariaci okienka, gdzie sprzedają bilety na barkę – cale 1,5sola za osobę. Bez tego małego świstka papieru nie mamy szansy przejechać na druga stronie jeziora. Ludzie nie bardzo wiedza, gdzie to okienko jest, ale udaje nam się znaleźć, kupić i wsiąść do autobusu. No wiec teraz chwila spokoju — jedziemy!
Zatrzymujemy się przed granica. Czyli tak jak mówiłam. Wsiadamy w Puno, jedziemy jakieś 2godzinki, następnie musimy wysiać z autobusu i wsiąść na barkę. Osobno bus, osobno my. Na lądzie trzeba poczekać jakieś 10minut, zanim autobus do nas dojedzie. Znowu jedziemy chwilę busem, by dojechać do granicy. Wysiadamy chwile przed – przerwa na siku i wymiana pieniędzy – peruwiańskie sole na boliwiany. Pieniądze można wymienić w Boliwii wymienić praktycznie wszędzie, wiec to taki mały myk naszej przewodniczki. Z zapasem boliwianów w kieszeni wsiadamy znowu do autobusu, by przejechać zaledwie paręset metrów i moc znowu wysiąść. Kontrola paszportowa. Najpierw musimy podbić pieczątki, że wyjeżdżamy z Peru – a jak to mamy załatwione, przechodzimy kilkadziesiąt metrów dalej po tzw. Ziemi niczyjej – ni to Peru, ni Boliwia. Każą nam wejść do malej budy, która okazuje się urzędem granicznym już po boliwianskiej stronie. Panowie bardzo dokładnie oglądają moje zdjęcie w paszporcie, bo paszport ma już 9 lat, wiec ja też taka mało podobna do siebie byłam. Zresztą wyglądam na tym zdjęciu jak przestępca – brakuje mi tylko tabliczki, trzymanej przy piersi. Ok, oboje dostajemy pieczątki i wracamy do autobusu. Jedna dziewczyna podróżująca tym samym autokarem co my jest rosyjskiego pochodzenia – urzędnicy robią jej nie lada problem, żeby mogla dostać wizę. Jej chłopka, który jest Niemcem, troszkę się już denerwuje. Obserwujemy jak policjanci co rusz wchodzą i wychodzą z „budy” a dziewczyna za nimi. Trwało to chwile, ale jest! Ona ma wizę, my pieczątki w paszporcie – możemy jechać dalej. Nie ujechaliśmy wprawdzie mega daleko, bo Copacabana jest tuż za granica, ale co tam. Po dotarciu na miejsce robimy to, co zawsze. Peta wyszukuje jakiś przytulny lokal, w którym mam internet i zostawia mnie tam z naszym dobytkiem (czytaj z plecakami). On natomiast idzie szukać noclegu. Znajduje fajny hotelik nad samym jeziorem, nowo wybudowany, dogadujemy się co do ceny. Super! Odkładamy bagaże, szybko sprawdzam pocztę i śmigamy. Nasz pierwszy cel to kupno biletów do Uyuni na jutro. W Uyuni startujemy nasza Jeep tour po pustyni solnej i lagunach (już nie mogę się doczekać aż pokażę Wam te cudne fotki). Jako, że bus jedzie cala noc zależy nam na droższych biletach, byśmy mogli położyć siedzenia i przespać się jako tako – w końcu musimy być wypoczęci na oglądanie skarbów Boliwii. Udaje nam się dogadać z babeczka z „biura podróży” i w jednej cenie kupujemy bilet z Copacabany do La Paz, stolicy Boliwii i stamtąd nocny bus do Uyuni. Skoro to już jest załatwione, możemy się zrelaksować. Początkowo chcieliśmy pojechać na Isla del Sol – wyspę słońca, która leży na jeziorze Titicaca i jest dostępna tylko od strony boliwijskiej. Ale za mało czasu było, a zanim wszystko załatwiliśmy ostatnie łodzie już odpłynęły. Zależało mi, żeby wejść na Calaviarie – punkt widokowy i droga krzyżową. Niestety zachmurzyło się i zrezygnowaliśmy. Idziemy na małe zakupy, szęwdamy się po mieście i obserwujemy tamtejszych mieszkańców. Czyli pełen luzik. Wieczór kończymy w milej knajpce popijając Pisco Sour.

Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP

Następnego dnia – 12.05 wstajemy powolutku. Nie spieszymy się, bo autobus do La Paz jedzie dopiero w południe. Leniwe siadanie na tarasie w sympatycznej knajpce stawia nas na nogi. Odkładamy pleckami do naszego „biura podorz” i idziemy „zaliczyć” Calvarie. Wczoraj się zachmurzyło, a mi bardzo zależało na tym punkcie widokowym i dobrej pogodzie. Wdrapujemy się na sama gore – skłamałabym, gdybym teraz powiedziała, że była to bułka z masłem. Trzeba się trochę namęczyć. Peta wleciał na sam szczyt jak kozica, ja potrzebowałam dłużej, bo co chwile zatrzymywałam się żeby robić fotki. Na gorze faktycznie widok ładny – robimy kilka „pocztówkowych” zdjęć, fotografuje kolorowa boliwijska kobietę, która weszła na gore ze swoimi dziećmi. Odpoczywamy chwilkę i ciszymy oczy widokami. No co wystarczy? Musi, bo o 13:30 wyjeżdża nasz autobus. Śmigamy w dol i robimy jeszcze małe zakupy. Potrzebujemy „pożywne jedzenie”, żeby przetrwać następne godziny w busie – czyli cola, chipsy i ciastka. Poza tym kupujemy cieple skarpety z alpaki i rękawice – przydadzą się w Boliwii na pustyni. Wole być zabezpieczona, tam ponoć strasznie zimno, o czym przekonam się już niedługo… Sama podróż trwa wprawdzie dość długo, ale mija stosunkowo szybko. Pod wieczór wysiadamy w La Paz – stolicy Boliwii, znanej jako najbardziej niebezpieczna stolica Ameryki południowej. Nie zamierzamy zapuszczać się w miasto, tylko zostajemy na dworcu. Akurat trwają protesty, ludzie krzyczą, szlochają, wykrzykują jakieś hasła po hiszpańsku. Niektórzy stoją przy autobusach i kijami w nie uderzają. Gdzieś w oddali widzimy palące się pochodnie. Nie uśmiecha nam się stać długo na tym dworcu, ale wyjścia nie ma, bo autobus się spóźnia. Jest nas więcej, praktycznie sami turyści – ludzie przede wszystkim naszym wieku. Po 2 godzinach opóźnienia udaje nam się wyjechać. Uff teraz szybko maska na oczy, korki do uszu i szybkie spanie. O świcie mamy być już w Uyuni!

Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP
Copacabana%2B%252B%2Bdroga%2Bdo%2BLa%2BP



Mały przegląd podróży:
 
Info:

Ceny:
  • Taxi z hotelu na dworzec – 5Soli
  • Autobus z Puno do Copa – 25Soli za osobe
  • Bilet na barkę kupiony na dworcu – 1,5sola na osobe
  •  Hotel Lago Azul w Copie – 200BOB (boliwianow) na noc dla 2osob, bez sniadania
  • Autobus Copacabana-La Paz-Uyuni – 440B
Przelicznik:
100€ = 290 Soli
3,40€ = 10 Soli
10zl = 8,40 Sola
12zl = 10 Soli

100€ =784BOB
1,30€ = 10 BOB
10zl = 18BOB
5,5zl = 10BOB

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.