Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

Wspomnienie wakacji - Warszawa da się lubić!

Zobacz oryginał

Starzeję się chyba.O coraz większej ilości rzeczy i spraw zapominam.


O zdjęciach, które zrobiliśmy w czasie sierpniowego wypadu do Warszawy również zapomniałam.Na śmierć.
Znalazłam je na dysku w weekend - ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu.


1.jpg
Nie są to żadne zdjęcia artystyczne wielce - ot, kilka migawek z bardzo szybkiego i pobieżnego zwiedzania tych miejsc w Warszawie, które zawsze zobaczyć chciałam.

13.jpg

Byliśmy z Lechem w stolicy w odwiedzinach u mojej najserdeczniejszej koleżanki z czasów studiów polonistycznych - Joli.
A właściwie, to u niej i jej narzeczonego.
To ta wizyta była głównym celem naszej wyprawy.

Stęskniłam się za bliską mi osobą.

Mieliśmy do dyspozycji raptem dwa dni, więc na żadne zwiedzanie się nie nastawialiśmy.

Właśnie tak wyglądały wszystkie moje dotychczasowe wypady do Warszawy - zawsze po coś, zawsze przy okazji, zawsze na chwilę.
Nigdy na dłużej.

Nie znam więc tego miasta.

12.jpg
Nie znam go pomimo faktu, że pierwsze cztery lata swojego marowego życia spędziłam w jego sąsiedztwie - w Nowym Dworze Mazowieckim (tam wtedy pracował mój ojciec - przeprowadziliśmy się do Nowego Dworu wkrótce po moich narodzinach, a wróciliśmy do naszego rodzinnego Zgierza, kiedy miał się urodzić mój brat).

Również w tym wczesnym dzieciństwie nie miałam okazji go zwiedzić.

Nie - wypady do warszawskich peweksów odbywane na pokładzie wózka spacerowego się nie liczą.

Kiedy podrosłam i uczęszczałam już do podstawówki, to owszem - szkoła od czasu do czasu organizowała jakieś tam do Warszawy wycieczki, ale że od pacholęcia cierpię na chorobę lokomocyjną, to nigdzie jeździć nie chciałam.
Niedobrze mi było już na dwa dni przez planowanym terminem eskapady.

W dorosłym życiu na dłużej byłam w Warszawie tylko raz - po maturze.

Pojechałam do Muzeum Powstania Warszawskiego.

Wtedy też liznęłam nieco tego miasta - o, na jakiś taras widokowy wlazlam, Nike uwieczniłam na dwóch zdjęciach, kupiłam mentolowe Davidoffy w jakiejś modnej kawiarni, a potem wypaliłam je na spółę z ówczesnym moim chłopakiem pod budynkiem Muzeum.

No zwiedzanie pełną gębą, mówię Wam :>

Potem nie miałam tam po co jeździć - nie mam tam rodziny, studia kończyłam w Łodzi, los zafundował mi  bliższe kontakty z Krakowem, niż ze stolicą.

Może więc dobrze się stało, że tę moją Jolę wywiało do Warszawy - z tęsknoty za nią przynajmniej wreszcie przygnało mnie tam, gdzie przygnać powinno dawno temu :)

3.jpg
Ale koniec dygresji - zatem: na żadne zwiedzanie się nie nastawialiśmy.
Myślałam, że jedyne co zwiedzimy, to jakieś warszawskie knajpy ;)
Ale okazało się, że nasi gospodarze bardzo chętnie oprowadzą nas po Warszawie - chociaż po jej części.

No to daliśmy się oprowadzić ;)

Ja bardzo chciałam wjechać na taras widokowy Pałacu Kultury - chociaż (jak wiecie) mam lęk wysokości, to uwielbiam (do szaleństwa!) wszelkie wieże widokowe, tarasy i inne obiekty, z których mogę podziwiać panoramy miast i okolic.

Wzrusza mnie otwarta przestrzeń - może jestem nienormalna, ale tak już mam ;)

To, co zobaczyłam z tarasu widokowego PKiN przeszło moje najśmielsze oczekiwania - Warszawa jest fantastyczna!

Miałam ochotę wrzucić te zdjęcia na wszelkie prawicowe fanpejdże zajmujące się utyskiwaniem na to, w jak wielkiej rzekomo ruinie znajduje się nasz kraj.

To ogromne, pnące się w górę miasto.
Rozległe i piękne.
A co najważniejsze - będące w takim stanie pomimo tego, że 71 lat wcześniej niemal cała jego lewobrzeżna część została zrównana z ziemią.

Tak się złożyło, że przyszło nam zwiedzać Warszawę pierwszego sierpnia - w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.


Media już kilka dni przed rocznicą publikują masę archiwalnych zdjęć z czasów Powstania i różnego rodzaju filmów dokumentalnych na temat tamtych wydarzeń.

Miałam więc świeżo w pamięci te wszystkie straszne zdjęcia.

2.jpg

Wrażenie, jakie zrobił na mnie widok dzisiejszej Warszawy po zestawieniu go z kadrami z Powstania... jest trudne do opisania.
Podziw - to chyba najlepsze słowo na określenie tego, co wtedy czułam.
Podziw dla jej mieszkańców i ich ciężkiej pracy, którą przez te wszystkie lata włożyli w odbudowę stolicy.

Tego podziwu byłam pełna dla nich również wtedy, kiedy zjechaliśmy w dół, przeparkowaliśmy auto nieco dalej i udaliśmy się na Stare Miasto.

1.jpg
W mieście trwały przygotowania do rozpoczęcia oficjalnych uroczystości z okazji tej ważnej dla Warszawy rocznicy.

Wszystkie auta z warszawskimi rejestracjami miały naklejki z symbolami Polski Walczącej i biało-czerwone flagi.
We flagi przystrojono także miejskie autobusy.
I budynki - nie tylko te użyteczności publicznej, nie tylko obiekty będące siedzibami ważnych instytucji i gmachami rządowymi.
Także sklepy i domy mieszkalne.

Ludzie spacerowali razem z dziećmi po uliczkach Starego Miasta i przypinali zdjęcia swoich bliskich (tych, którzy walczyli w Powstaniu) na symbolicznej, wzniesionej przez jednego z lokalnych artystów barykadzie.
Dla upamiętnienia ich bohaterstwa.

Wszyscy wyglądali na dumnych.

I choć Powstanie Warszawskie jest w gruncie rzeczy smutną kartą polskiej historii i wzbudza po dziś dzień niemałe w narodzie emocje (bo - jak wiadomo - każdy Polak zna się na medycynie, ekonomii i historii/polityce :>), to nikt się z nikim nie kłócił, nikt szat nie rozdzierał, nikt nie protestował (że festyn się na grobach niemal urządza) - ci wszyscy mijani przeze mnie ludzie wyglądali, jakby doskonale rozumieli to, co w mojej opinii jest najważniejsze przy świętowaniu takich rocznic: że gdyby nie tamten zryw, to nie wiadomo, czy byłoby nam dane cieszyć się dziś życiem tak, jak cieszyć się możemy.

Prości, zwykli ludzie (do których i ja samą siebie zaliczam) nie muszą bawić się w historyków i snuć rozważań na temat tego, czy warto było walczyć, czy nie.
Bardziej mądre i tęgie głowy je snuły i snują - im to zostawmy.

My jesteśmy winni powstańcom przede wszystkim pamięć.

Warszawa pamięta.

Popłakałam się, kiedy o godzinie siedemnastej na gwarnych ulicach warszawskiego  Starego Miasta zapadła głucha cisza, wszyscy ludzie spacerujący nimi stanęli w miejscu, mężczyźni zdjęli z głów czapki (kobiety zaś kapelusze), a kelnerki spieszące zebrać zamówienie od siedzących przy stolikach klientów dały znak, że spokojnie - za chwilę, teraz coś innego jest ważne.

Tę ciszę będę pamiętać do końca życia.
I syreny, które zaczęły wyć po upływie minuty.

19.jpg
A w chwilę po tej minucie ciszy wpadła na mnie Rasz :)
Siedzieliśmy sobie z Jolą i Lechem w jednej z tamtejszych staromiejskich kafejek i nagle patrzę, patrzę... a tu prosto na nas idzie sobie Magda z mężem :)

Wybaczcie, że nie prosiłam Lecha o żadne pamiątkowe zdjęcie, ale tak zaaferowana byłam, że nawet o tym nie pomyślałam ;P
W dodatku Magda i Miłosz spieszyli się do swoich spraw i obowiązków - nie chciałam zawracać im głowy ;)

Madziu - jeszcze raz gorąco pozdrawiam :) :*

Ty wiesz już to wszystko, co ja sądzę o Warszawie i jej mieszkańcach, bo to samo, co piszę dziś wtedy opowiedziałam Tobie ;)

6.jpg
Po ciachu i kawie spożytych na Starówce moja kochana Jola zaprowadziła nas nad Wisłę - piękne są te wszystkie prowadzące do niej zaułki!

I ten widok na rzekę!

I jaka ładna Maria Skłodowska - Curie tam stoi, o, taka:

7.jpg

Oj, ile wspaniałych zdjęć można by było tam porobić!

8.jpg
My nie nastawialiśmy się na żadne typowo blogowe foty - tych kilka, które możecie tu oglądać powstało przypadkiem.
Bo jak już zwiedzanie dokumentujemy, to weź - stań tu, Martynko.

Zrobimy i Tobie.

10.jpg

9.jpg
Miały być cykane wyłącznie na pamiątkę, ale że kilka z nich dość mi się podoba, to niech już będzie - wrzucę je i dla Was ;)

14.jpg

Tak prosto i wygodnie odziewam się zawsze, jeśli jestem na urlopie, chodzę po mieście i najważniejsza jest dla mnie wygoda.
Ale, jak widzicie - jest po "mojemu".
Jest czerń i jest kapelusz ;) Z nimi trudno mi się rozstać nawet na wakacjach ;P

A, właśnie - tymi zdjęciami żegnam się z moimi zamszowymi loafersami.

Uplamiły się ostatnio od czegoś tak paskudnie, że nawet szewc ich nie doczyścił.
Dobrze, że choć zdjęcia mi po nich zostały :>

Szkoda mi ich, bo większą część lata w nich przechodziłam.

Może na wiosnę uda mi się gdzieś upolować podobny do nich model...

15.jpg

Melonik - H&M
Aviatorki - C&A
Tunika - H&M
Rurki - H&M
Bransoleta - Butik Nashe (Zgierz, ul. Parzęczewska)
Loafersy - Deichmann
Listonoszka - H&M

16.jpg

Parę godzin to zdecydowanie za mało, żeby zwiedzić tak duże miasto.
Jestem tego świadoma.
Obiecałam Joli, że i ją i Warszawę odwiedzę ponownie tak szybko, jak tylko się da.
Żebyśmy mogły dłużej poplotkować i więcej pozwiedzać.

Jak wspominałam w poprzednim poście - czas rozłazi mi się we wszystkie strony.
I ciągle mam problemy z odpowiednim zagospodarowaniem go.
Może jesienią uda mi się jakoś nad ogarnianiem tego popracować - i może wybierzemy się do Warszawy na dłużej.

Liczę na to - bo wiele jeszcze przede mną pięknych, warszawskich miejsc do odkrycia!

5.jpg
A Wy lubicie Warszawę?

Jeśli jesteście z niej albo znacie ją lepiej ode mnie, to poradźcie mi kiedyś, co ciekawego mogę tam zwiedzić - albo może gdzie mam się, będąc tam, wybrać na foty ;P
I gdzie jakieś fajne lumpeksy znajdę, o!

Co blogerka, to blogerka - ona najbardziej potrzeby drugiej blogerki zrozumie ;P

Pozdrawiam Was,

Wasza Mar!

4.jpg
P.S. Duuuużo w tej stolicy wróbli!

Bardzo dużo!
Pamiętam taką ogólnopolską, odbywającą się kilka lat temu akcję liczenia wróbelków - bo wtedy podobno zagrożone były.

Te warszawskie wydają się być całkiem sporą populacją ;)

18.jpg
Chociaż, jak widać na załączonych zdjęciach gołębie nie ułatwiają im życia ;)

17.jpg

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.