Wolne myśli
Zobacz oryginał pon., 21/01/2013 - 11:48W związku z tym, że zostałam dziś w domu bo pogoda w Warszawie jest tragiczna miałam trochę czasu na przemyślenia leżąc w łóżku. Niestety, nie dość, że cierpię na straszną bezsenność (i potrafię pomimo wielkiego zmęczenia leżeć godzinami gapiąc się w sufit) to często budzę się bardzo szybko i również nie potrafię zmusić swojego organizmu by się zregenerował jeszcze parę godzin. Kończy się to tym, że w godzinach popołudniowych jestem już bardzo zmęczona, i tak w kółko...
Ilekroć wspominam lata swojej obowiązkowej edukacji przepełnia mnie jedna myśl - jak dobrze, że to wszystko się już skończyło! Muszę Wam przyznać, że bardzo źle wspominam ten czas, zwłaszcza szkołę podstawową znajdującą się koło cmentarza, później było już coraz lepiej ale też znacznie więcej mam negatywnych wspomnień niż pozytywnych. Innym moim problemem jest to, że całe swoje życie w miarę szczegółowo jestem w stanie sobie przypomnieć dopiero od szkoły gimnazjalnej gdyż właśnie wcześniejsze lata były dla mnie tak stresujące przez to co czułam przebywając w szkole, że mam jedną wielką lukę w pamięci. Jedyne sytuacje, które pamiętam to chwile, gdy przerażająca dyrektorka naszej szkoły (historyk, boję się jej do teraz) brała nas do odpowiedzi przy jej biurku oraz chwilę, gdy siedziałam w klasie na matematyce, której uczyła nas wspaniała i ciepła kobieta - Dorota Gajewska. Na szczęście była również wychowawcą naszej klasy i była to jedyna pozytywna postać w tej placówce, którą pamiętam. Poza tym teraz przypomniałam sobie jak siedziałyśmy z koleżankami przed jedną z klas i jedna z nich - Alicja, która ćwiczyła balet zrobiła szpagat. To wszystko, cała moja szkoła podstawowa w pigułce.
Gimnazjum moim zdaniem jest kompletnie niepotrzebne. Zbiór jednej wielkiej patologii i nieradzących sobie z wychowywaniem młodzieży pedagogów. Na lekcjach chaos, wyzwiska, na przerwach jeszcze gorzej. Zmuszanie dzieci by wykonywały na lekcjach wychowania fizycznego wiele niesprawiających im przyjemności ćwiczeń. Praca w grupach polegająca na przepisywaniu fragmentów książki na brystol i w moim przypadku, jako, że zawsze przejawiałam zdolności manualne rysowanie map, flag i innych mało mówiących nam ilustracji i tekstów. Do teraz nie mogę się nadziwić dlaczego ludzie, którzy boją się własnego cienia postanawiają zostać nauczycielami i zabierają się za kształtowanie rozwydrzonych, chamskich i niewychowanych nastolatków. Oj, a gimnazjum jest jednym wielkim zbiorem takich osobowości. Oczywiście nie mówię o wszystkich, ale moje - Publiczne Gimnazjum nr 4 w K-Koźlu -zdecydowanie było. Poszłam tam ze względu na to, że szły tam również moje koleżanki, ale uważam, że ta szkoła była dla mnie zupełnie niepotrzebna, nie nauczyłam się tam nic poza tym, że zawód nauczyciela w Polsce to najgorszy możliwy wybór. Dodatkowo doszły do tego wszystkiego szkolne dresiary, które niejednokrotnie uprzykrzały mi życie, wyzywały i groziły bo nie podobał im się mój ubiór i to, że zaczęłam spotykać się z chłopakiem z najstarszej klasy. Pamiętam jak raz wyszłam z grupą znajomych ze szkoły do parku, z którymi według księżniczek nie miałam prawa się zadawać, te dorwały mnie, wzięły na bok i zaczęły grozić pobiciem, jeśli nie dam sobie spokoju i nie zmienię towarzystwa. Na szczęście kolega z paczki w porę zorientował się co się święci i stanął w mojej obronie, także skończyło się tylko na płaczu. Ah, cudowny wiek dorastania. Dodatkowo miałam sporo innych problemów, które bardzo mocno na mnie wpłynęły i sprawiły, że mam bardzo ograniczone zaufanie do ludzi, ale o tym nie tutaj. Mówiąc w skrócie, wyniosłam z tej szkoły sporo doświadczenia życiowego, ale zdecydowanie nie wiedzy.
Z Liceum Plastycznego na szczęście mam znacznie więcej pozytywnych wspomnień. Pierwsza szkoła, w której dowiedziałam się, że są na świecie nauczyciele, którzy potrafią inspirować, doceniać i podejść do ucznia indywidualnie. Mam tu na myśli przede wszystkim nauczycieli od przedmiotów artystycznych. Gdy po lekcji malarstwa, nagle idziemy na matematykę, gdzie w takiej szkole mało kto jest ścisłowcem - to naprawdę potrafi zabić w człowieku kreatywność. Niczego tak źle nie wspominam z tej szkoły jak lekcji matematyki. Uważam, że zatrudnianie osób, którym wydaje się, że tworzą nowe pokolenie analityków i ekonomistów w szkole plastycznej nie wróży niczego dobrego. Kończy się to po prostu dramatem, gdyż nauczyciel za wszelką cenę nie odpuszcza i wcale nie stawia sobie dobra ucznia i przekazania mu wiedzy za swój główny cel. Oczywiście lepiej dla nas kiedy mamy ambitnych nauczycieli, bo to wymaga również od nas więcej pracy, ale uwierzcie mi, że w Liceach Plastycznych jest znacznie, znacznie więcej pracy niż w szkołach ogólnokształcących. Gdy większość moich znajomych z ogólniaków w klasie maturalnej wracała sobie uradowana do domu o godzinie jedenastej lub dwunastej, my siedzieliśmy do szesnastej, wszyscy obowiązkowo ćwiczyliśmy rozszerzoną matematykę (?!), po czym czekało nas 3/4 godziny pracy nad dyplomem ze specjalizacji. Tym sposobem, dodając do tego godzinę drogi powrotnej jesteś w domu koło 21, no chyba, że pociąg będzie miał awarię i stanie w szczerym polu, to jeszcze później. Podejrzewam, ze spora część z Was, która również dojeżdża do swoich uczelni z małych miast zna to doskonale. Brzmi to może nieciekawie, aczkolwiek pracę nad dyplomem wspominam najlepiej. Wtedy czułam, że tworzę coś ważnego, a nie odbębniam wypracowania by zaliczyć semestr z tematu, który mam gdzieś i dojazdy wcale mi nie przeszkadzały. Każdemu z Was życzę, by odnalazł swoją pasję i miejsce, które pozwoli Wam na rozwijanie jej. Liceum Plastyczne w Opolu, to też pierwsza szkoła, która zapewniła mi wspaniałe wyjazdu w kraju i za granicą. Gdyby nie to, pewnie nie prędko zobaczyłabym Paryż i międzynarodowe galerie czy pojechała do Toskanii malować tamtejsze gaje oliwkowe. Całe szczęście miałam wspaniałych znajomych w klasie (prawie same dziewczyny), którzy dbali o to, bym nie zwariowała przez złośliwą matematyczkę, dyrektorkę, która czepiała się moich kabaretek, czy nauczyciela angielskiego, który przez całą lekcję zamiast nas uczyć języka opowiadał swoje życiowe historie, przez co musiałam brać sporo korepetycji, by zadowalająco napisać rozszerzenie. Tak czy siak - tą szkołę wspominam najlepiej, był to pewnego rodzaju przełom na mojej drodze, który ukierunkował mnie na całe życie. Polecam wszystkim niezdecydowanym z okolic, ponieważ to wspaniała szkoła, z której jeśli będziemy umieli skorzystać da nam mnóstwo szczęścia, wspomnień i rozwinie nasze kulturalne horyzonty.
Obecnie uczę się w prywatnej szkole i dopóki jej nie skończę nie będę jej oceniać, ale na tą chwilę jestem z niej niezwykle zadowolona. Przykre w polskim szkolnictwie jest jednak to, że trzeba zapłacić za pewność otrzymania praktycznej wiedzy i szacunku ze strony wykładowcy.
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Mi samej też przyda się takie podsumowanie, jako, że jestem w wieku, kiedy muszę podejmować ważne dla swojej przyszłości decyzje. Jeśli się z czymś nie zgadzacie to piszcie śmiało, wszystko to co tu opisałam jest moim zupełnie subiektywnym odczuciem. Starałam się nie generalizować i nie wrzucać wszystkich do jednego worka, jeśli ktoś poczuł się urażony - przepraszam.
Pozdrawiam Was ciepło w te mroźne dni,
Maja.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.




