Lista blogów » Mademoiselle Emnilda

Wiosenne nowości. Mix #8.

Zobacz oryginał
now1.JPG


Ostatni wpis z nowościami umieściłam na blogu w lutym, czas więc zebrać do kupy to, co przybyło mi od tamtego czasu. A więc bez zbędnych wstępów - zaczynamy. Największą nowością jest to, że schudłam 8 kg. Nie stosuję żadnej specjalnej diety - po prostu jem zdrowiej, w mniejszych porcjach, ale jestem też wyrozumiała dla swoich słabości, więc kiedy mam apetyt wciągam kokainę, lody czekoladowe, pizzę i chińskie żarcie. Żeby nie było tak różowo - ćwiczę. Staram się dość regularnie wykonywać Skalpel i inne układy wymyślone przez Chodakowską. I chociaż przeklinam ją za każdym razem, kiedy mówi "wytrzymasz" lub "twoje ciało może więcej, niż podpowiada Ci Twój umysł", to jakoś się udaje. 
Moja utrata wagi sprawiła, że musiałam przejrzeć swoją szafę i pozbyć się fajnych, ale już zbyt luźnych rzeczy. Część z nich wystawiam na Olx, więc w razie czego zapraszam. Z tej racji, że pozbyłam się naprawdę sporej części rzeczy, w dzisiejszym wpisie dominują ciucho(lando)we zdobycze w moim nowym rozmiarze. Powyżej urocza kropkowana sukienka i słomiana torebeczka za które zapłaciłam kilka złotych.


now3.JPG
Sezonowe buty kupiłam w Auchan. Szczególnie cieszę się z płóciennych espadryli, które - mam taką nadzieję - sprawdzą się na wakacyjnym wyjeździe. A teraz, niczym wiekowa babcinka wspomnę, że miałam kiedyś piękne espadryle: beżowe, wiązane na kokardkę, najwygodniejsze w świecie. No i pech chciał, że trafiłam w nich na tunezyjskie targowisko; pełne błocka i wody pozostałej z oczyszczania wnętrzności zwierząt i ryb. Moje arcy wygodne buty wchłaniały te zlewki przy każdym kroku i na koniec śmierdziały tak okrutnie nadgniłą rybą, że nie pozostało mi nic innego, jak się z nimi pożegnać.
Espadryle, jak i kilka zdjęć ze wspomnianego targu, możecie zobaczyć w tym wpisie.


now4.JPG
O tym, jak spóźniony jest mój wpis z nowościami, może świadczyć książka z przepisami Pawła Małeckiego, którą można było zdobyć w Lidlu na Wielkanoc. Obiecałam sobie przetestować jedno ciasto w miesiącu, ale póki co nie zrobiłam żadnego, tak więc o samych przepisach trudno mi się wypowiadać. Tak samo zresztą, jak o książkach traktujących o spirytyzmie w epoce międzywojnia. Stwierdziłam, że temat wart jest uwagi, więc je kupiłam, ale myślę, że czytać będę dopiero jesienią przy zapalonych zniczach ^_^
Czytałam za to "Lolitę" i "Za ściną". "Lolita" cudowna. Kto nie czytał, koniecznie musi po nią sięgnąć. Jest to książka miejscami kontrowersyjna i niesmaczna ze względu na temat o jakim traktuje, ale ostatecznie Humberta nawet polubiłam (No co? Moja koleżanka kocha się w nim od kilku dobrych lat!), a cała historia opisana jest tak pięknym językiem, że momentami więcej radości sprawia samo obcowanie ze słowami, niż historia, która jest przez nie opowiadana.
Z kolei "Za ścianą" to dla mnie totalna porażka. Do tej pory uważałam powieści Sarah Waters za bardzo udane. Podziwiałam w nich kunszt wielowymiarowej opowieści, udane połączenie kilku wzajemnie przeplatających się wątków, niesamowite zwroty akcji, które sprawiały, że nagle na opisywaną w książce treść trzeba było spojrzeć z zupełnie innej perspektywy. W "Za ścianą" tego  nie znalazłam. Owszem, historia komplikuje się, akcja zagęszcza, ale brakuje głębszego tła dla całej opowieści. Poza tym rozczarowały mnie - jak to się mówi - momenty, które w ogóle nie mają w sobie literackiego kunsztu, a momentami wręcz trącą tandetą.


now5.JPG
Kolejne łupy z lumpeksu. Delikatna bawełniana bluzka z koronkowymi wstawkami będzie świetna na upalne dni, bardziej jednak cieszę się z tego wdzianka w stylu lat 20. Jest uszyte z aksamitu w odcieniu brudnego fioletu i obszyte cekinami. Muszę znaleźć fajną okazję, ażeby je w końcu włożyć i zrobić kilka zdjęć na bloga.

now6.JPG
Do krawiectwa mam co prawda dwie lewe ręce, ale nawet te nieliczne przeróbki, którym poddaję swoją odzież, wymagają odpowiedniego sprzętu, dlatego się w takowy zaopatrzyłam. Niestety, brakuje mi jeszcze klasycznej puszki po duńskich ciasteczkach, ale z czasem mam nadzieję zdobyć i ją.


now7.JPG

A taką fajną torebeczkę dostałam w prezencie od Włóczykija.

now8.JPG
Powyżej moje ciucholandowe łowy z jednego dnia (co ciekawe, nie był to dzień dostawy). Możecie nie wierzyć, ale mam jakąś taką zdolność (pewnie jest to talent starej lumpeksowej wyjadaczki), że zazwyczaj kupuję w zestawach. Po prostu wchodzę i już po kliku minutach mam w rękach komplet ciuchów, które mogłabym ubrać razem i wyglądać... no może nie jak milion dolarów, ale bardzo fajnie. Tamtego dnia też udało mi się znaleźć rzeczy kolorystycznie pasujące do siebie, tak więc zaraz wszystkie zgarnęłam.


now10.jpg
A tak wyglądam w gotowym zestawie (28 zeta za sukienkę, buty i rajstopy). Podszewkę od sukienki będę przedłużać, bo obecna ledwie zakrywa mi tyłek kiedy stoję. O schylaniu się, nawet nie wspomnę.


now13.JPG
Kilka nowości kosmetycznych wyciągniętych z szafy. Jakiś czas temu zmieniłam swoje podejście do zakupów urodowych i po prostu ich nie robię. W mojej szafie pełno jest kremów, które kupiłam na promocjach (bo będą na zaś) czy specyfików przywiezionych z wakacji (takich jak widoczny wyżej olejek jojoba i krem wybielający), które muszę zużyć. Jedynym stale dokupowanym przeze mnie produktem są chusteczki do demakijażu Alterra, a nowością peeling enzymatyczny, który świetnie wygładza i pielęgnuje twarz, przy jednoczesnej minimalizacji tarcia ostrymi cząsteczkami, jakie zazwyczaj zawierają tego typu produkty.


now15.JPG

Kolejne ciucholandowe znalezisko - czarna, skórzana torba za 25 zł. A teraz najważniejsze - mieści A4 :)
......
Poniżej moje nowe odkrycie doprowadzające do zapachowej ekstazy, ale ono zasługuje na osobny wpis, tak więc proszę Was o trochę cierpliwości.

now18.JPG


Zaloguj się, żeby dodać komentarz.