wieczór w teatrze / theathre night
Zobacz oryginał ndz., 16/03/2014 - 18:33Scroll down for the English version, I'm just feeling poetic.
Była chłodna, marcowa noc. Śmietanka towarzyska od dawna wyczekiwała tego wydarzenia; cóż może być lepszą okazją do pokazania się publicznie w swych najnowszych, świeżo uszytych kreacjach? Gdzie zalśnić wspaniałą koafiurą czy pochwalić się drogą biżuterią? Naturalnie, że w teatrze!
Kilka odzianych w oszałamiające suknie dam opuściło z gracją zatrzymany przed wejściem do gmachu powóz, po czym dołączyło do kłębiącego się przy drzwiach tłumu. Kamerdynerzy usłużnie pokazywali kierunek, jaki należało obrać w celu przedostania się do wynajętych loży. Już w holu dało się przyuważyć twarze znaczących w świecie przedstawicieli sztuki i arystokracji, doszło jednak tylko do chłodnych, oficjalnych powitań; właściwa część rozmów miała odbyć się dopiero w antrakcie.
Nie można było, naturalnie, wystawić się na widok publiczny nie upewniwszy się uprzednio co do stanu fryzury; stąd też, jeszcze na długo przed spektaklem, w głębi lóż damy ostrożnie upinały poluzowane w czasie podróży dorożką loki.
W końcu wybił ostatni gong. Wyciągnięto wachlarze, binokle, po czym musnąwszy łaskawym spojrzeniem pojawiających się kolejno na scenie aktorów, skupiono się na widowni. Rozległy się pierwsze podekscytowane szepty.
- Czy to baron, tam u góry, w rogu?
- To chyba on, rzeczywiście!
- Ciekawe, dlaczego wybrał wyższe piętro.
- Sądzę, że chciał zapewnić sobie lepszy widok na wiadomą nam osobę...
I względną ciszę raz po raz przerywał dyskretny chichocik, ucinany karcącymi spojrzeniami matron-sąsiadek.
Nadszedł wreszcie czas pierwszej przerwy i tu dopiero rozpoczęło się prawdziwe szaleństwo. Tłum, wyległszy z sali, zaczął intensywnie mieszać się i przemieszczać. Bardziej spragnieni i ospali dżentelmeni udawali się po kieliszek szampana; damy natomiast nie mogły marnować w ten sposób czasu, było w końcu tyle kreacji do obmówienia!
Większość ulokowała się w pół-przeszklonym foyer, gdzie przy odpowiednim ustawieniu otrzymywało się wspaniały widok na reprezentacyjne schody, hol i teatralne korytarze. Serdeczne znajome nie szczędziły sobie pochwał, rywalki obrzucały się pogardliwymi spojrzeniami lub rzucały tu i ówdzie kąśliwe uwagi. Było również parę dam, których toalety trudno było przeoczyć; wzbudzały one powszechny podziw misternością ozdób i talentem krawcowej. Szybko jednak minął ten czas, stanowczo za szybko! Ledwo dumnym, powolnym krokiem opuściło się szkarłatną lożę, a już trzeba było do niej wracać.
Lecz i stroje aktorów stanowiły wdzięczny temat do rozmowy, trzeba więc się było im uważnie przyglądać. Co bardziej szokujące kreacje opisywano raz za razem, zaś te szczególnie dopracowane spotykały się z powszechnym uznaniem.
Przedstawienie dobiegło końca i widzowie łaskawie obdarowali aktorów burzą oklasków. Damy z lóż nawet wychyliły się lekko, aby uśmiechnąć się do artystów i osobiście im pogratulować; kilka pojedynczych kwiatów sfrunęło gdzieś z wyższych pięter.
Po spektaklu teatr wcale nie opustoszał; wręcz przeciwnie, jeszcze przez długi czas odbywały się procedery wcześniej przerwane bezczelnie dźwiękiem gongu, a więc niekończące się plotkowanie, odnawianie zakurzonych znajomości, czy zadzierzganie nowych, obiecujących więzi.
Wreszcie towarzystwo porozdzielało się na mniejsze grupki, z których część z rozmaitych powodów powróciła spokojnie do domu - czy to ze względu na znużenie, czy na konieczność pożegnania z członkiem rodziny, wyjeżdżającym nazajutrz. Pozostała część natomiast udała się na rozmaite kontynuacje tak miłego wieczoru, by w zacnym gronie dokończyć urwane w pół rozmowy.
No dobra, trochę nakłamałam. Ale tak mniej więcej było. Dziękuję obsłudze Teatru Słowackiego oraz kawiarni Jama Michalika za bezproblemową zgodę na robienie naszych szalonych zdjęć. Jeśli zastanawiacie się, co się stało z fotkami i dlaczego wszystkie mamy siwe włosy, podziękujcie autokorekcie bloggera za piękną obróbkę.
Na zdjęciach "schodowych" pojawiają się w kolejności: Fobmroweczka, Edzia, Maqda, Daisy, Loana, siostra Ms Nelly - Agata, kasi3nka, Koafiurzystka, Porcelana, Ms Nelly, ja.
So yesterday I went to the theathre! To my favorite Teatr Słowackiego in Cracow. I never cease to be amazed at how beautiful this place is, so last summer on our costuming bloggers meet-up I came up with the idea of going there together, wearing ball/opera gowns. And we made it! It was a wonderful feeling and you could really imagine what was it like to sit in those boxes (it sounds really funny in English, much more distinguished in Polish!), glancing discretely at some decent young men at the audience. We've had a great time and I'm grateful the Theathre let us take pictures wherever and however we wanted. That was a relief, since that's what we came for, after all!
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



