Lista blogów » Lumpexoholiczka

WEEKEND W LONDYNIE || CZYLI PANI AGA & LUMPEXOHOLICZKA NA WIELKIEJ ZAKUPOWEJ UCZCIE

Zobacz oryginał
selfie%2C%2Blumpexoholiczka%2C%2Bpani%2B

Podobno to o Nowym Yorku mówią, że jest miastem, które nigdy nie śpi, ale dla mnie ta fraza idealnie pasuje też do Londynu. Za dnia jest głośny i tłoczny, a nocą jeszcze bardziej głośny, jeszcze bardziej tłoczny i... pijany. ;)

Gdybym miała porównać go do wcześniej zwiedzanych miejsc (tak, tak to mój pierwszy raz, mimo że w UK mieszka pół Polski, mnie zawsze było jakoś nie po drodze - shame on me!) powiedziałabym, że jest piękny, jak Barcelonakolorowy niczym Burano i brudny, jak Paryż - no może nieco bardziej. Ale zanim rozpiszę się o mieście, zacznę od początku. Zatem, jak to się stało, że razem z Agnieszką ostatni weekend spędziłyśmy na szalonych zakupach w shoppingowej stolicy Europy? Pozwólcie, że rzucę jedno magiczne słowo: konkurs. Zwykły, najzwyklejszy w świecie konkurs na starą dobrą stylizację ;) (dociekliwych odsyłam tutaj). Cała sprawa była o tyle fajna, że zaciętej rywalizacji nie rozstrzygały żałosne żebro-lajki, czy wysyłanie głosów. Zwycięzcę, czyli Agę (you GO girl!), wybrało jury z samą Iną Lekiewicz  z ELLE na czele. :)



Oprócz tego, że Aga zgarnęła masę gadżetów od Samsunga i 1 000 funtów na zakupy, mogła zabrać na ten ekspresowy wyjazd osobę towarzyszącą. I tu pojawiło się miejsce dla mojej skromnej osoby (#tyle szczęścia!) W ten sposób w ostatnie piątkowe popołudnie siedziałyśmy razem na pokładzie samolotu...

heaven.jpg

Do uroczego hotelu Thistle, który mieści się na West Endzie, tuż przy Piccadilly Circus dojechałyśmy metrem. Pewnie zgubiłybyśmy się przynajmniej trzy razy, ale o naszą nawigację zadbała Ewelina - stylistka Elle, która zaplanowała nam zakupową trasę na weekend. Po dotarciu na miejsce byłyśmy padnięte, ale tętniąca życiem okolica i przystrojone czerwonymi lampionami Chinatown domagały się naszego towarzystwa. 

thistle%2Bhotel%2C%2Bpiccadilly%2C%2Blon
thistle_hotel_breakfast%2C%2Blondon.jpg
piccadilly%2Bcircus.jpg

Następnego dnia wstałyśmy o porze, o której pewnie część spotkanego poprzedniego wieczoru towarzystwa kładła się spać, ale szkoda nam było czasu na wylegiwanie, tym bardziej, że plan był ambitny. Do 16.00 chciałyśmy wydać cały budżet, żeby następnie oddać się przyjemnościom mniej rozpustnym, czyli zwiedzaniu Notting Hill i Portobello. 

Wkraczając na Oxford Street wiedziałam, że nie będzie lekko. Lubię miejski klimat, ale to, co działo się w tej okolicy nie miało z nim nic wspólnego. Ścisk był niemiłosierny. Ludzie wpadali na siebie, potrącali się, zupełnie jakby ulica była częścią wielkiego centrum handlowego. Słowem - koszmar. Nie chcę nawet myśleć, jak to wygląda w czasie wyprzedaży... 

oxford%2Bstreet%2Bshopping.jpg

...ale skoro zadanie na sobotę było takie, a nie inne postanowiłam, że skorzystam z okazji i sprawdzę, jak na żywo wygląda kolekcja Alexandra Wanga dla H&M. Nie jestem specjalną fanką, tych sieciówkowo-designerskich kolaboracji, ale tym razem ubrania były w bardzo moim, czyli sportowym stylu. Chociaż od dostawy nowej kolekcji do sklepu minął zaledwie jeden dzień, oczywiście po najfajniejszych rzeczach nie było już śladu. W oko wpadł mi natomiast top z poniższego zdjęcia, i gdyby nie walka, którą musiałam przejść w czasie jego zdejmowania, pewnie wylądowałby w mojej szafie. A tak ja zostałam z otarciami i zadrapaniami, a top został na wieszaku.

alexander%2Bwang%2Bfor%2BH%26M%2C%2Btop%
nike_running_set.jpg

Inaczej sprawa miała się w Nike. Przyznam, że spędziłam w sklepie kilka godzin i prawie całą kasę wydałam na outdoor: topy, leginsy, bluzy, adidasy fruwały po przymierzalni. :D

Na szczęście resztki zdrowego rozsądku zaprowadziły mnie jeszcze w kilka innych miejsc, w poszukiwaniu czegoś praktycznego...

river%2Bisland%2Bgrey%2Bwool%2Bcoat.jpg

Parę minut po 16.00 złapałyśmy się z moją koleżanką z podstawówki Gosią, która od kilku lat mieszka w Londynie. Zmęczone, spłukane no i szczęśliwe obrałyśmy nowy, tym razem kulinarny kierunek. 

Gosia zabrała nas do Soho, do knajpy z japońskim jedzeniemWagamama kupiła mnie minimalistycznym, wręcz ascetycznym designem (wnętrze wygląda, jak stołówka w skandynawskiej podstawówce), azjatyckimi zapachami i dobrymi cenami. Ja zamówiłam chicken ramen, a dziewczyny chicken and prawn wagamama pad-thai. Jednak prawdziwym hitem obiadu okazał się orzeźwiający sok na bazie borówek, jabłka i marchewki oraz z dodatkiem imbiru. Pycha!

wagamama_restaurant%2C_pani_aga.jpg
heatlhy%2Bjuice%2Bwagamama%2Brestaurant.

Londyn uraczył nas swoją gościnnością w pełnej krasie - pogodnym przedpołudniem i deszczowym wieczorem. Dzień skończyłyśmy długim spacerem, ciągnącym się od Notting Hill w stronę Tamizy. 

Było zacnie. :)

tamiza%2Bbig%2Bben%2Bview.jpg
big%2Bben.jpg
westminster%2C_undergrund.jpg
tamiza.jpg


Następnego dnia miałyśmy jeszcze kilka godzin, żeby nacieszyć się nonszalancko-artystycznym klimatem Soho, bo wylot miałyśmy zaplanowany na 18.00. Opuściłyśmy ruchliwe Picadilly i ruszyłyśmy na północ. 


piccadilly%2Bcircus%2C%2Bsoho%2C%2Blondo


Tamtejsze sklepy z winylami i książkami wyglądały dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam i wzbudzały we mnie o wiele więcej emocji niż Oxford Street. :) Z głośników lecieli Beatlesi, a na półkach można było znaleźć przepiękne albumy fotograficzne dokumentujące swingujący Londyn. Nawet dziewczyna za ladą wygląda, jak skrzyżowanie Twiggi i Jean Shrimpton. 


vintage%2Bmusic%2Bstore%2C%2Bsoho%2C%2Bl
soho_vintage_music_store.jpg

Poproszę o takie miejsca w Warszawie. :)


soho%2C_book_shop.jpg
audrey%2Bhepburn%2C%2Bvintage%2Bbag%2C%2


WNIOSEK 1
Nie lubię jeździć dwa razy w to samo miejsce, ale coś czuję - wróć, jestem pewna, że w tym wypadku mamy do czynienia z wyjątkiem potwierdzającym regułę. Zatem do zobaczenia Londynie niebawem. :)


WNIOSEK 2

Te konkursy modowe to jednak całkiem fajna sprawa!



+ Dziękuję Aga za super wyjazd! :)




Zaloguj się, żeby dodać komentarz.