Zrobiłam to!
Po prawie czterech latach blogowania dałam się złamać i poniechałam wrzucania do spamu maili od przedstawicieli chińskich sklepów.
Zachęcił mnie do tego fakt, że w asortymencie spośród którego dane mi było wybierać znajdowały się perełki, na jakie ostrzyłam sobie zęby w sklepach stacjonarnych, ale które kosztowały tam tak wiele, że od przeliczania ile na nie wszystkie wydam rozbolały mnie zęby.
Ryzyk-fizyk, mieć albo nie mieć - mogłam stracić jedynie dobre relacje z Lechem, gdyby otrzymane ciuchy prezentowały się na zdjęciach tak fatalnie, że musiałby je od nowa rysować w Photoshopie (żebym nie narobiła w Internetach wiochy).
Jeśli chodzi o współpracę ze sklepem Zaful, to na szczęście obyło się bez takich atrakcji ;)
Modę w stylu lat '90 pokochałam miłością niemal tak wielką, jaką od kilku dobrych lat kocham styl boho.
Przyznam szczerze, że tą miłością zaskakuję samą siebie, bo przecież to nie tak, że ja dzięki trendom powracam do jakichś korzeni czy pięknych wspomnień - w latach dziewięćdziesiątych chodziłam do podstawówki, byłam wtedy szczylem małym jak niewyrośnięta kalarepa, nie oglądałam MTV, nie czytałam BRAVA! ani innych tego typu gazet, nie obchodziło mnie to w co stroją się moje koleżanki (ba, jako dziecko właściwie żadnych koleżanek nie miałam, ale o tym napiszę Wam kiedy indziej).
Nie oglądałam też żadnego z modnych w tamtych czasach seriali, które większość z Was uznaje za kultowe.
Podsumowując - o tym co było wówczas trendy dowiaduję się tak naprawdę dzisiaj.
No dobra - pamiętam te chokery, pamiętam mom jeansy (też je nosiłam, bo innych dżinsów w sklepach nie było, a przynajmniej nie w zgierskich), pamiętam bluzki odsłaniające brzuch, ale to wszystko było wtedy tak bardzo dla mnie egzotyczne (tak stroiły się dziewczyny z ostatnich klas podstawówki, które zaraz po tym jak zarejestrowałam ich obecność na szkolnym korytarzu przepadły mi z oczu, przechodząc do liceów i gimnazjów), że właściwie wcale nie skłamię jeśli napiszę, że przeszło obok mnie.
Sporo z mody tamtych czasów odkryłam dla siebie kilka lat później, kiedy podrosłam i zostałam zbuntowaną punkówą, chadzającą w podartych portkach, kraciastych koszulach, obrożach (koniecznie z kolcami, a jak!) i ciężkich butach.
Ale gdyby ktoś próbował mi wówczas wmówić, że to co na siebie zakładam nawiązuje do jakiegoś stylu, do jakichś trendów... to chyba bym go wyśmiała.
Cóż... ludzie się zmieniają ;)
Albo raczej na wszystko w życiu przychodzi czas ;>
Dziś cieszę się, że śledzenie trendów sprawia mi radość, bo to hobby pozwala mi zapomnieć o wielu trudnych sprawach i resetuje mi mózg jak mało co.
A nie wiem jak Wy, ale ja MUSZĘ mieć coś, do czego będę mogła uciekać od poważnych, codziennych problemów i "dorosłych" trosk.
Wracając jednak do wstępu - po tym jak zobaczyłam, że na stronie sklepu Zaful bez trudu znajdę kilka perełek które pozwolą mi na stworzenie looku w duchu miksu mody lat '90 i najnowszych trendów nie zastanawiałam się ani chwili nad tym, czy warto czy nie bawić się w tę całą współpracę.
Zamówiłam i już.
I tak do mojej szafy trafiły: fantastyczny, wełniany sweter z szerokimi rękawami (bardzo polubiłam te rękawy - gdyby ktoś nie pamiętał: tydzień temu pokazywałam je w wersji boho, o tutaj), srebrne, lustrzane lenonki i kolejny już choker do mojej małej chokerów kolekcji.
Swoją drogą - moja "kolekcja" liczy obecnie piętnaście sztuk i jestem trochę jej wielkością przerażona.
Połowy z tych chokerów nigdy i nigdzie nie założę.
Ale pocieszam się tym, że choker to nie Ferrari - fortuny nie kosztuje, a podobno każdy ma jakiegoś bzika...
Z zamówienia jestem niesamowicie zadowolona - przeżyłam szok, ponieważ wszystkie rzeczy wyglądają identycznie jak na stronie.
A jeśli chodzi o sweter, to nawet gotowa jestem powiedzieć, że wygląda dziesięć razy lepiej niż na zdjęciu produktowym.
Jest miękki, świetnie się układa, nie mechaci... i te rękawy!
Jest mi wstyd, bo spodziewałam się dostać szmelc rodem z fanpejdża Niezgodność produktu z opisem, a dostałam rzeczy nieodbiegające wyglądem i jakością od tych, które zazwyczaj kupuję w sieciówkach.
Ciuchy z Zaful ciuchami z Zaful (czy z Zafula?), ale w tym poście debiutuje jeszcze jedna nowość, która zapewne z miejsca rzuciła Wam się w oczy - plecak!
Z plecaka jestem dumna jak nie wiem, bo takiego modelu naszukałam się przez blisko trzy miesiące - ale twarda ze mnie sztuka, łatwo się nie poddaję: znalazłam!
Zależało mi na plecaku wyglądającym jak rasowy plecak vintage, ale z okuciami w kolorze srebra.
To nie taka łatwa sprawa - w sklepach dominują złote okucia.
No i mam!
Upolowałam go w Forever 21 ;)
Kapelusz - H&M
Plecak - Forever 21
Mom jeans z dziurami - H&M
Trampki - H&M
ODWIEDŹCIE MNIE NA:
Wszystkiego pięknego z okazji tego ładnego (choć zimnego) niedzielnego dnia dla Was!
P.S. Lenonki są srebrne - takie jak na zdjęciu na stronie.
Tylko że światła było tak dużo, że wyglądają jakby były złote.
Także gdyby ktoś chciał je zamawiać, to niech ma to na uwadze ;P