Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
W stylu boho: bluzka cold shoulder
Zobacz oryginał ndz., 26/06/2016 - 12:37Bluzki odkrywające ramiona mają różne kroje - występują w wersji całkowicie ramion pozbawionej, ozdobionej subtelnym dekoltem typu "łódka" oraz w wydaniu "cold shoulder", czyli z wycięciami na ramionach jedynie.
Ta, którą pokazuję Wam dziś w sklepie opatrzona była nazwą tego ostatniego bluzek bez ramion kroju.
Ja jednak nie jestem do końca pewną, czy nie jest jej bliżej do wersji numer jeden ;)
Zwał jak zwał - ważne, że jest ładna!
Bluzki cold shoulder są wybawieniem dla tych spośród naszego babskiego grona, które narzekają na to, że typowe bezramienniki zsuwają im się z biustu - szersze lub węższe ramiączka mocują je na miejscu i nie pozwalają zjechać zbyt nisko.
Przynajmniej w teorii, bo w praktyce bywa z tym różnie - jeśli sprawicie sobie taką bluzkę jak moja, to i tak trzeba będzie założyć pod nią jakiś dyskretny, mało widoczny biustonosz.
Bez ramiączek rzecz jasna.
No - chyba, że bluzka jest z grubszego materiału, a my mamy niewielki biust albo staników bez ramiączek nie lubimy i wolimy nosić naklejki maskujące sutki ;)
Jeśli bez stanika czujemy się niekomfortowo, to i tak trzeba będzie bluzkę lub bieliznę podkleić do ciała plastrami mocującymi.
Ja - wybierając się na te zdjęcia - tego nie zrobiłam i kilka razy łapałam się na tym, że stanik zsuwał mi się z cycków w okolice dolnych żeber.
Może mam pecha.
Albo za małe/za duże cycki (niedopasowany stanik? ale to był taki miękki, braletowy model! taki chyba nie może nie być dopasowany!).
Tego lata bluzki w wycięciami na ramionach najliczniej występują w swoim grunge'owym wydaniu - w głównej mierze spotykamy więc w sklepach te wykonane z prążkowanej tkaniny, z zabudowaną górą/półgolfem i długimi, dopasowanymi rękawami.
Częściej są obcisłe i podkreślające figurę (lub jej brak :|), niż luźne i zwiewne.
Polecam wybranie się na takie polowania zwłaszcza teraz, kiedy wyprzedaże rozkręcają się coraz bardziej :)
Ja moją bluzkę ni to off - , ni to cold shoulder wygrzebałam w H&M'ie już jakiś czas temu, ale nadal jest dostępna - i online i stacjonarnie.
Kosztowała niewiele, jest przewiewna i nie gniecie się zbyt mocno - to był dobry zakup, idealny na lato.
Oczywiście - w takie upały, jakie nastały ostatnio nie jest ciuchem wymarzonym, ale na popołudniowe spacery (albo na wypady nad wodę, o!) nada się świetnie.
Teoretycznie powinnam ją nosić z dopasowanym dołem - pewnie wyglądałabym wtedy zgrabniej i smuklej.
Ale w ciepłe dni nie potrafię się zmusić do noszenia obcisłych ubrań.
Nie przepadam za szortami i krótkimi spódnicami - zwłaszcza teraz, kiedy trochę mi się przytyło i nie mam już takich szczuplutkich ud, jakimi mogłam się cieszyć jeszcze rok i dwa lata temu (nie mówcie Lechowi, że widziałyście to zdanie - Lechu twierdzi, że mam anoreksję ;P nawet jeśli, to jest to taka zdrowa odmiana anoreksji - nie przeszkadza mi ona bowiem w tym, by nadal żreć i żreć ;P).
Luźne spodnie w typie haremek są więc moim ulubionym rozwiązaniem w czasie upałów :)
Jakoś tak pasują mi poza tym do tej bluzki - całość nabiera wtedy tak lubianego przeze mnie uroku boho :)
O fedorze nie wspominam, bo jaka jest i że przywodzi na myśl boho każdy widzi.
Poza tym znacie ją dobrze.
Ale warte uwagi są choćby moje nowe mokasyny - czy tam baleriny na mokasyny stylizowane.
Kupiłam je w Deichmannie, wykorzystując przy ich zakupie zniżkę, którą w dniu swoich niedawnych urodzin znalazłam w skrzynce e-mail, a którą to Deichmann obdarowuje wszystkich użytkowników klubu Deichmann Plus.
Zniżka nieduża (20 zł), ale zawsze jakaś.
Buty spodobały mi się od razu, gdy je wypatrzyłam w sklepie - były niesamowicie miękkie i lekkie.
Całe ze skóry - wierzch, wnętrze, podeszwa, wkładka.
No i te frędzle!
Lubię buty, które zrobione są z miękkiej skóry - twardsza skóra zagina się i wygląda nieładnie (nawet zmiękczanie jej potem terpentyną nie zawsze prostuje ją całkowicie - sprawdzałam).
Nie mogłam nie wziąć.
Wzięłam i jestem zadowolona.
Chociaż mam je od niedawna, to dużo już przeszły - o, na przykład na początku tego tygodnia wpadłam (mając je na sobie) jedną nogą w odpływ ściekowy w kuchni u mnie w pracy.
Wiecie, obiekt żywienia zbiorowego, ten odpływ jest potężny - nogę miałam mokrą aż po kolano (cud, że nie złamałam tego kulosa...).
Bałam się, czy coś się nie stanie butowi - ale nie rozkleił się, nie odbarwił.
Nówka nieśmigana.
Solidna robota zatem ;P Dobre kleje mają ;P
Chociaż... mam do nich jedno "ale" - przez to, że są całe ze skóry, to potężnie farbują stopę.
I nie, że tylko podeszwę - każdy stopy fragment, który ma z butem kontakt.
Kiedy je zdejmuję, to wyglądam, jakbym cały dzień przepracowała w kopalni.
Wkładki mogę dokupić - wtedy spody stóp będą czyste.
Ale co zrobić z wierzchami?
Próbowałam psikać te buty lakierem do włosów.
Nie pomogło...
Dziś wyczytałam, że można przetrzeć je ściereczką nasączoną octem - no cóż, spróbuję.
Są za ładne, bym miała je oddawać z takiego powodu (formalnie mogłabym, ale zbyt mocno mi ich szkoda...).
Pewnie dostrzegliście też drewniany wisior - on gościł już kiedyś na blogu, dawno temu, w poście z szarawarami z Lokaah.
Nazywam go pieprzniczką, bo i jak drewniane pieprzniczki wygląda ;)
Ktoś tam robił takie cuda i sprzedawał na promenadzie.
Wisior był tak oryginalny, że nie potrafiłam przejść obok niego obojętnie.
Lubię go - jest co prawda ciężki i ta kulka co jakiś czas mi się odrywa (zamontowana jest na cienkim druciku), ale jak do tej pory zawsze udawało się ją powtórnie przymocować ;)
Mam nadzieję, że posłuży mi jeszcze długo!
Kapelusz - H&M
Drewniany wisior - no name
Bluzka typu cold shoulder - H&M
Haremki - Butik Nashe w Zgierzu
Listonoszka z frędzlami - C&A
Skórzane mokasyny z frędzlami - Deichmann
Pewnie większość z Was cieszy się z pięknej pogody, która dość szybko w tym roku nas nawiedziła.
Ja - o dziwo - też na nią nie narzekam.
Owszem - jest mi bardziej lub mniej gorąco, ale w pracy siedzę w grubych, wolno nagrzewających się murach i przy wentylatorze (a poza tym - w lesie!), w mieszkaniu też mam dość chłodno, na miasto wypełzam zwykle wieczorem... da się przeżyć!
Mam tylko nadzieję, że pogoda nie zepsuje się do przyszłego miesiąca - 25 lipca wyjeżdżam do Gdańska i o tyle, o ile opalać się za bardzo nie zamierzam (i w sumie nie mogę - ze względu na rozliczne paćki, jakimi ciągle muszę katować mole lico), to przyjemnie byłoby móc siedzieć sobie wieczorem na plaży bez konieczności bycia owiniętą w koc i dwa swetry.
No i zwiedzać Stare Miasto w Gdańsku nie w strugach deszczu, a w słońcu...
Zobaczymy, jak to się skończy.
Marzę o beztrosko spędzonym urlopie tak, jak dawno o niczym nie marzyłam.
Trzymajcie się - życzę Wam słonecznej, spokojnej niedzieli.
Buziaki - Wasza Mar!
FACEBOOK
INSTAGRAM
Pewnie większość z Was cieszy się z pięknej pogody, która dość szybko w tym roku nas nawiedziła.
Ja - o dziwo - też na nią nie narzekam.
Owszem - jest mi bardziej lub mniej gorąco, ale w pracy siedzę w grubych, wolno nagrzewających się murach i przy wentylatorze (a poza tym - w lesie!), w mieszkaniu też mam dość chłodno, na miasto wypełzam zwykle wieczorem... da się przeżyć!
Mam tylko nadzieję, że pogoda nie zepsuje się do przyszłego miesiąca - 25 lipca wyjeżdżam do Gdańska i o tyle, o ile opalać się za bardzo nie zamierzam (i w sumie nie mogę - ze względu na rozliczne paćki, jakimi ciągle muszę katować mole lico), to przyjemnie byłoby móc siedzieć sobie wieczorem na plaży bez konieczności bycia owiniętą w koc i dwa swetry.
No i zwiedzać Stare Miasto w Gdańsku nie w strugach deszczu, a w słońcu...
Zobaczymy, jak to się skończy.
Marzę o beztrosko spędzonym urlopie tak, jak dawno o niczym nie marzyłam.
Trzymajcie się - życzę Wam słonecznej, spokojnej niedzieli.
Buziaki - Wasza Mar!
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



















