Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.

A w domu siedzę w wymiętolonym dresie...

Zobacz oryginał
Tytuł nieco ironiczny, bo ja nie miewam wymiętolonych dresów. A jeżeli jakiś by się do takowej grupy zakwalifikował, trafiłby niezwłocznie tam gdzie jego miejsce - na śmietnik. Nigdy nie odnalazłam sensu składowania ubrań, które są zbyt brzydkie/znoszone/wymiętolone/z plamami nie do pozbycia*. Już kiedyś wspominałam o klienteli hurtowo nabywającej lumpy za złotówkę w SH w którym pracowałam, co tydzień te same osoby, co tydzień też te same usprawiedliwienia 'a biorę chociażby do chodzenia po domu' ewentualnie 'przyda się na działkę/ogródek'. O ile taki polar, czy takie spodnie z grubej dzianiny bądź flanelowa koszula do pracy przy sadzeniu pomidorów lub zakopywaniu gnoju przydadzą się bezsprzecznie, nie znaczy to chyba jednak, że trzeba instalować dodatkową szafę w przedpokoju żeby pomieścić pierdylion takich działkowo-roboczych szmat. Po jednym egzemplarzu wystarczy, przecież po coś są te cholerne pralki. A jak spodnie pękną w strategicznym miejscu, a sąsiad co chwilę zerka na nasze rewiry to wtedy dopiero udajmy się do tego lumpa w poszukiwaniu kolejnej godnej szmatki za złotówkę. My baby to też takie jesteśmy, że do ciuchów przywiązujemy się i nieważne czy jest to bluzka, którą nosiłyśmy co drugi dzień czy sukienka założona raz na wesele kuzyna ciotki ze strony ojca. Żal się pozbyć. Żal ot tak wyrzucić. Takie podejście prowadzi do jednego, do najpopularniejszego zdania wypowiadanego przez kobiety prawie każdego ranka 'szafa mi się nie domyka, ale nie mam się w co ubrać'. A mnie się jednak wydaje, że mamy się w co ubrać, tylko żeby znaleźć coś odpowiedniego najpierw trzeba się przekopać przez warstwy ubrań 'do chodzenia po domu'. Jednak kiedy do wyjścia z domu pozostaje nam zaledwie 5 minut, a po wywaleniu połowy szafy nadal mamy na sobie jedynie majtasy i stanik te słowa same cisną się na usta. Mimo, że do końca prawdziwe nie są. Bo w zakamarkach szafy kryje się piękna, prosta sukienka kupiona 3 miesiące temu, ale oszczędzana na kiedyś tam czyli nigdy, szorty kupione rok temu na wyprzedaży, o których zapomnieliśmy czy lniany kombinezon którego nigdy nie chciało nam się wyprasować.

Nie chodzi mi o to, żeby kibelek szorować w sukience, może być ciemny t-shirt i jeansowe szorty, w których potem bez wstydu można wyskoczyć do sklepu po chleb. Gotować obiadu nie musimy w nowych spodniach i wyjściowej koszuli, ale jakby co przecież ktoś wymyślił fartuchy. Fartuch, który łatwo z siebie zrzucić, żeby nie wstydzić się, że kurier widział nas w koszulce z wielką, pomidorową plamą na cycku.

Więc jeśli nie planujesz w najbliższym czasie malowania pokoju, generalnego sprzątania w piwnicy czy innej czynności mogącej zapaskudzić nieodwracalnie Twoje ubrania - zrób porządek i pozbądź się 99% ubrań, w których chodziłaś po domu, ale wstydziłaś się chociażby wyjść do sklepu na drugą stronę ulicy. Odzyskasz przestrzeń, zyskasz na czasie i zawsze będziesz wyglądać ładnie :)

A jak już po tym domu musisz chodzić w dresie, niechże będzie to dresik wyjściowy, nie wymiętolony ;)

1.jpg

2.jpg

4.jpg

Niestety dzisiaj musiałam sobie radzić sama ze zdjęciami. Kombinezon lekko wygnieciony, bo zgodnie z ideą posta hasałam w nim od samego rana, a zdjęcia świeżutkie niczym ciepłe bułeczki. Kupiłam go za 3 zł w SH oczywiście, 100 % len. Pewnie by go już nie było, ale leżał na podłodze, słabo widoczny, a przecież ludziom się nie chce schylać ;) Torebka również z SH, już pokazywana w poście z cyklu lumpeksove love. A buty z Mango, podobają mi się niezmiernie, niestety sznurki przy chodzeniu się dość szybko osuwają, zna ktoś może na to jakiś patent?

I bonusik. Toć to zdjęcia ze spaceru ;)

3.jpg

P.S. Nie ma zdjęcia w całości, ale jeśli oglądaliście Legalną Blondynkę i pamiętacie kuriera z salonu piękności to wklejcie sobie moją gębę zamiast jego (no i nogi rzecz jasna) i wyjdzie prawie identycznie ;)

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.