Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.

Vinted - jeden wielki internetowy lumpeks

Zobacz oryginał

a.jpg

Portal Vinted powstał zapewne kilka lat temu. Nawet nie wiem. Zarejestrowałam się na nim dwa lata temu, a korzystać zaczęłam dopiero w tym roku. Ciężko bowiem było mi kupić coś bez gwarancji, że po zapłacie przedmiot otrzymam - na podobnej zasadzie działała przecież szafa.pl czy bodajże coś podobnego i nie raz i nie dwa natrafiłam w internetach na skargi jakoby szerzyła się na nim fala oszustwa.  Myślę jednak, że po takim czasie, i dosyć sporej popularności, wszystkie niewiarygodne i nieuczciwe osoby zostały wyplewione niczym chwasty z ogródka.


 
Kupiłam jedną rzecz, potem drugą, w końcu sama postanowiłam za pośrednictwem portalu ogarnąć nieco miejsca w swoich szafach. Martwiłam się, że bez żadnych komentarzy nikt nie będzie chciał ubijać ze mną interesów, aczkolwiek ceny miałam stosunkowo niskie, więc nawet jeśli okazałabym się naciągaczką, druga osoba niewiele by straciła, a jeden negatyw przekreśliłby mi świetlaną przyszłość w strukturach vintedzianek. Mogę więc ślicznie podziękować dziewczynie, która jako pierwsza obdzieliła mnie kredytem zaufania - a ja także postanowiłam komuś taki kredyt dać. Dzięki temu szerokie grono moich ukochanym butów zasiliły nowe! Adidas Stan Smith i Lacoste w wyśmienitym stanie.

b.jpg

Nie byłabym jednak sobą gdybym nie miała kilku zastrzeżeń, może nie do samego portalu, ale do użytkowniczek.

Z tego co się orientuję główną ideą miała być wymiana ubrań pomiędzy vintedziankami. Sprzedaż miała być dopiero drugą opcją. Cóż chyba było to dawno temu i nieprawda. Aczkolwiek wcale nie dziwi mnie to, że ta forma transakcji niemalże zanikła - przejrzałam kilka profili z ubraniami na wymianę - ubraniami, które nosiło się 10-15 lat temu. Przydałoby się co niektórym bardziej krytyczne ocenienie zasobów własnej szafy, zamiast zaśmiecać vinted, lepiej oddać te ubrania na cele charytatywne.

Ceny z kosmosu - szczególnie w przypadku markowego obuwia. Nowe - nierzadko drożej niż w sklepie. Używane, które kosztują prawie tyle co nowe. Buty w fatalnym stanie, chociażby Converse z dziurami za co najmniej 50 zł.  Z innych kwiatków widziałam laczuszki Lacoste (takie dodawane do perfumów, kąpielowe) za 40 zł.

Nieumiejętne czytanie bądź nie czytanie w ogóle - jeżeli ktoś w opisie rzeczy nie zaznaczył możliwości wymiany, to do jasnej ciasnej wymieniać się nie zamierza. Bo może potrzebuje kasy (jak ja) lub miejsca w szafie (jak ja), jaki by ten powód nie był, preferuje tylko cash$. Mimo to i tak znajdzie się jedna osoba (lub kilkanaście - jak u mnie), które ową wymianę zaproponują. Pewnie spróbować zawsze można, ale uważam to za marnowanie czasu swojego i mojego. Również zauważyłam prośby o pytania tylko w prywatnych wiadomościach. I co? I u każdej z tych osób pod zdjęciami ubrań miliony pytań w komentarzach... Jejku przecież czytanie ze zrozumieniem ćwiczy się już chyba w podstawówce...

Oznaczanie ubrań jako nowe (jest opcja nowe z metkami i nowe bez metek), podczas gdy się ich używało. Nawet jeśli był to jeden raz! Nowe = nieużywane. Nieużywane nigdy. Przecież niektóre rzeczy, szczególnie buty i torebki (o ile w butach nie chodziłaś między kuchnią a korytarzem, a torebkę nosiłaś pustą) już po pierwszym razie nabywają cech świadczących, że ktoś już z nich korzystał. Bądźmy uczciwi wobec siebie i wobec innych.

c.jpg

Na tym miałam zakończyć... ale dodam jeszcze jedną historyjkę. Jeżeli ktoś był na moim vintedowskim profilu, wie, że większość rzeczy mam w cenie 6 zł. Plus koszty wysyłki, co jest chyba oczywistą oczywistością, bo gdybym miała z własnej kieszeni fundować tę usługę byłabym na minusie. Wysyłka listu poleconego to koszt 7,50 zł. Wypadam także taką rzecz zapakować w kopertę. De facto biorąc za wysyłkę 8 zł prawie zawsze i tak złotówkę muszę dołożyć do koperty... ale ja nie o tym. Mam taką sukienkę z falbankami, za 6 zł + 8 zł koszt wysyłki. A dziewczyna do mnie pisze czy za 10 zł (w tym KW) sprzedam. Ręce opadają. Jeżeli dla teoretycznej złotówki miałabym targać się z małym dzieckiem na pocztę, to wolę ten czas spędzić chociażby na szorowaniu kibla.

d.jpg

Nawiązując do tematu dzisiejszego posta, buty i szara narzutka pochodzą z vinted. Spodnie już znacie, towarzyszą mi niemalże każdego dnia. Plecak z TK Maxx. T-shirt Zary z "outletu".

Miłego dnia :)

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.