Lista blogów » Bohemian Street

VABANK: Wąsacze i Torbacz

Zobacz oryginał
Każda inicjatywa podejmowana w Gliwicach ma chyba tyle samo zwolenników, co przeciwników. Czasami warto jednak spojrzeć ponad lokalne niesnaski i cieszyć się kulturą, muzyką, klimatem, a wszystko to zostało dostarczone w ramach akcji „Muzyczny Rynek”, jaka miała miejsce w sierpniowe weekendy.

Jako że w sobotnie wieczory na Rynek tak czy tak chadzam, udało mi się za załapać na dwa takie wieczorki. O ile w połowie sierpnia trafiłam na standardy „nowoorleańskie”, i było to miłe, smaczne, tak grający w minioną sobotę również rodzime rozrywkowe kawałki „ENERJAZZER” porwał moją wyobraźnię. Spora gromada ludzi wokół niewielkiej sceny, na której fantastycznie produkuje się pięciu „men in black” w czerwonych muchach i szelkach, a do tego nieformalny roztańczony parkiet… Muszę przyznać, że siedząc w gwarnym ogródku piwnym, przy saksofonowych dźwiękach „Vabanku” i obserwując dancing na środku Rynku można było przenieść się w czasie. Tak mogło wyglądać to miasto przed wojną, gdy główna ulica nie była centrum bankowo-finansowym, tylko kulturalno-handlowym, z niewielkimi sklepikami, co krok kawiarniami z markizą, kinami, teatrami… Ludzie nie gnali na przód, tylko potrafili cieszyć się „tu i teraz”. Takie rozważania zawsze prowadzą mnie do wspomnień, kiedy za dziecka regularnie odwiedzałam z Prababcią niewielką kawiarnię w pobliżu Rynku i pożerałyśmy puchary bitej śmietany z bakaliami :). Nic produktywnego. Nic pośpiesznego. Nie dzwonił telefon w torebce, nikt nie wytykał kalorii czy cholesterolu. Degustacja deseru i wolnego czasu.

Kilkadziesiąt lat PRLu i młody, agresywny kapitalizm zrobiły swoje, ale co począć. Tyle prywaty. Teraz coś o zestawie.

Hmm, wyszło nieco …zaskakująco nawet jak dla mnie. Jest trochę boho, trochę minimalistycznie, trochę hipstersko, takie nie wiadomo co, ale dobrze sprawdziło się w opisanej powyżej aurze. Pierwszym zaskoczeniem są 11cmetowe „wąsacze” :D. Wąsacze - tak nazywam moje nowe buty, bo patrząc na nie z góry mam wrażenie, że to buzia jakiegoś mocno zarośniętego suma :D. Nic więcej - na Rynek podjechać, powyglądać i wrócić. Żadnego zastosowania praktycznego. Po prostu ujęły mnie, bo mają w sobie coś z trzewika XIX-wiecznej pensjonarki. Wąsacze dobrze zgrały się z Torbaczem, więc będzie z nich para na dłużej. Swoją drogą ostatni raz kupowałam parę szpilek dwa lata temu - więc oprócz "Wąsaczy" zamówiłam jeszcze jedne, nie ma co rozmieniać się na drobne. Średnia za ostatnie 2 lata utrzymana, a następne takie szaleństwo dopiero w 2017 roku :D.

Dziurawe boyfriendy… odchodzące ponoć w tym sezonie do lamusa (ale kogo to obchodzi ;) :P). Szkoda mi było wiosną wtopić 150 zł w dziurawe spodnie, więc w Domu Mody Lidl kupiłam je za 39zł, a dziury zrobiłam sama. Trochę to jednak trwało… Muszę przyznać, że chodzi się w nich bardzo wygodnie. Są takie...swojskie :D. Zastanawiałam się, czy nie zestawiać ich z całkiem białym t-shirtem, ale robiło się zbyt minimalistycznie, dlatego wygrał ten z obrazkami-pocztówkami rodem niczym ze Space Coast - hipstersko i sufrersko ;).

Nadal lekko, wakacyjnie i przymróżeniem oka ;). Słowem zestaw Vabank, bo może wywołać niesmak u wielbicieli "czystych" stylów z połączenia.


36.PNG 3.PNG 5.PNG

Z cyklu "Mamo - ja w tych butach chodzę!!! I nawet nogę podnieść mogę" :D
mix2.PNG 11.PNG 21.PNG 33.PNG mix1.PNG DSC09768.JPG mix4.PNG DSC09855.JPG buty.PNG
Bluzka - Orsay
Spodnie - Lidl (dziury popełniłam ja)
Buty - DeeZee
Marynarka - nn (SH)
Kapelusz - Orsay
Torba - H&M
Okulary - gratis z promocji "Fa" :)

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.