Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.
Tygodniowe perypetie nasze.
Zobacz oryginał sob., 26/09/2015 - 12:09Dziecko to prawdziwa szkoła życia. Piotruś ostro daje mi w kość, ale powoli zaczynamy rozumieć siebie nawzajem. Wiem już chociażby, że delikatny dźwięk "leu" znaczy, że chciałby sobie pociągnąć smoczka. A takie głośne nadzieranie "leeeeeeeeeu leeeeeeeeeeu" to znaczy, że mój mały pan zgłodniał. Kiedy przez tydzień spokojnie przesypiał noce z krótkimi przerwami na żarełko, w kolejnym postanowił urządzać sobie nocne harce. Gdyby dziecię miało załączoną instrukcję obsługi życie byłoby znacznie prostsze - ale tak sobie myślę, że ten etap niemowlęcy to tylko taki wstęp, trening dla mojej cierpliwości i opanowania na kolejne lata (pewnie aż do osiemnastki ;)).
W tym tygodniu Piotruś się strasznie "rozgadał", bardzo lubi nam opowiadać różne rzeczy, tylko nie wiemy o czym. Pewnie coś w stylu "stara, zrób mi większą porcję mleka" albo "przestańcie się na mnie tak głupio gapić i strzelać takie debilne miny". Przeszliśmy z pampersów 2 na pampersy 3 (jeżeli dalej polecimy takim tempem nie wiem czy tej numeracji nam starczy). I zaliczyliśmy wspólnie pierwszy kurs autobusem miejskim (chociaż Młody przespał całą drogę, a ja dziękowałam opatrzności za tą zbawienną dla moich obtartych pięt podwózkę).
Zadziwiają mnie niezmiernie jego dźwiękowe możliwości, nigdy bym nie pomyślała, że 6-kilowy człowieczek może tak głośno bekać i pierdzieć. Oczywiście zdarza mu się to w najmniej oczekiwanych sytuacjach, jak podczas wizyty u ortopedy czy kiedy "węchem sprawdzam czy narobił w pieluchę". Ale co tam, przecież swojemu dziecku się wybaczy, że piernął matce prosto w twarz.
Ogólnie nie mam co narzekać, jest to piękny czas i staram się go doceniać pod każdym względem. Chociaż samo słowo "czas" ma dość spore znaczenie, bo on po prostu leci jak oszalały. Bo oprócz karmienia, przytulania, lulania, przebierania, spaceringu ledwo potrafię wykrzesać kilka godzin na sen, a co tu dopiero pomyśleć o co czwartkowym lumpobraniu! Nie byłabym jednak sobą gdybym nie znalazła innego sposobu na zaspokojenie moich konsumpcjonistycznych potrzeb - jedną ręką bujam dziecko, drugą ręką sprawdzam co tam nowego na vinted. Btw, jeżeli macię ochotę, zajrzyjcie na mój vintedowski profil, dodałam kilka sukienek (tak, próbuję załatać dziurę w domowym budżecie powstałą po zakupie 4 par nowych butów). Chyba jednak buszowanie po sh nie jest takie złe, bo mimo wszystko w porównaniu ze złym internetem, tam prawdopodobieństwo znalezienia czegoś co trafi w mój gust, a mózg i serce będą się wzajemnie przekrzykiwać "MUSISZ TO MIEĆ" jest milion razy mniejsze.
I póki co znów musiałam sobie radzić sama. Ogrodniczki SH 30 zł. Adidaski z allegro 59 zł. Płaszcz z vinted 36 zł (niestety nie wszyscy wiedzą, że nasza europejska rozmiarówka nie jest wszędzie jednolita, płaszcz zamiast elką okazał sie ikselką, mam nadzieję, że zaś uda mi się go zmniejszyć).
A tu na ogrodniczki zarzuciłam sweter z Zary (oczywiście z sh, bo ja w Zarze tylko raz w życiu kupiłam cokolwiek - miętowe rurki).
A tu kopertowa czarna koszula z Sh za bodajże 6 zł, torebka z allegro i baleriny (to te skubańce co mi tak pięty zmasakrowały) z Parfois. Swoją drogą, wiem, że te buty ma chyba prawie każdy w blogosferze (bo na ulicy u nikogo innego ich nie widziałam) - ale to jakie są ich ceny mnie przeraża. Parfois miało cenę na prawdę przyzwoitą i mimo, że ze sklepów rozeszły się w tempie świeżych bułeczek, ich dostawy były uzupełniane na stronie. A potem takie Deezee żąda 149 zł za jedno sezonowe papcie lub co sprytniejsi próbują je opchnąć w cenie nawet dwukrotnie wyższej niż we wspomnianym Parfois nabyli. W ogóle czy jest teraz jakiś sklep który lace up ballerinas nie proponuje?
A moje dziecię od stóp do głów ubrane w rzeczy ze szmateksu. Taki mały przystojaniacha mi rośnie.
Kochani, życzę Wam przyjemnego weekendu. My przygotowujemy się na Chrzest Święty :) Do miłego!
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.











