Lista blogów » Corba Style
Trochę z innej beczki... moje opowiadanie konkursowe na podstawie fragmentu książki "Grand"
Zobacz oryginał czw., 17/08/2017 - 18:02Dziś wpis o troszkę innej tematyce. Podczas See Bloggers miałam okazję uczestniczyć w warsztatach pisarzem Januszem Wiśniewskim, podczas których dowiedziałam się z pierwszej ręki wielu ciekawych rzeczy o procesie tworzenia książki.
Uczestnicy spotkania mieli okazję wziąć udział w konkursie organizowanym przez agencję They.pl sp z o.o., w którym nagrodę ufundował właściciel sieci Accor Hotels. Początkowo nie miałam właściwie zamiaru brać udziału, gdyż najbardziej w świecie nie lubię pisania na zamówienie, pod dyktando. Wolny długi weekend jednak sprawił, że ogarnęła mnie wena :)
Konkurs polega na zainspirowaniu się fragmentem książki "Grand" Janusza L. Wiśniewskiego i stworzeniu opowiadania czy eseju. Moje opowiadanie, jak zwykle, nieco się rozciągnęło i uznałam, że właściwie byłaby z tego niezła historia. Takim sposobem powstał pierwszy rozdział (lub jego część) książki pod roboczym tytułem "Merkury".
Celowo nie czytałam jeszcze książki "Grand" by nie sugerować się stylem pisania autora (gdyż nie chcę nikogo naśladować), ani opisanymi w niej historiami. Moje opowiadanie zakłada opis wydarzeń z perspektywy dwóch głównych bohaterów. Kierowałam się również wskazówkami pana Janusza czyli przede wszystkim pisać o miejscach, które się zna, odwoływać się do nich jak najczęściej. No i podsłuchiwać! Najlepsze historie powstają z tych zasłyszanych. Na prawdę nam, lub otaczającym nas ludzi na co dzień przytrafia się wiele niesamowitych historii, które mogą być początkiem do napisania prawdziwego bestsellera.
Fragment, który miał być moją inspiracją znajdziecie poniżej.
Rano nie poszedł na śniadanie. Nie czuł głodu. Wjechał windą na ostatnie piętro i powoli schodził na dół, przechadzając się korytarzami. W pewnej chwili zobaczył siedzącą na podłodze kobietę. Opierała się plecami o ścianę. Zauważyła go, dopiero gdy do niej podszedł. Przestraszyła się. Pośpiesznie okryła nagie uda szlafrokiem. Zaniepokoił się tym, że siedzi sama. Na podłodze...
Janusz L. Wiśniewski, Grand
Zauważyła go, dopiero gdy do niej podszedł. Stanął w bezpiecznej odległości, po drugiej stronie ciasnego korytarza. Miał zatroskany wyraz twarzy. Przynajmniej tak jej się wydawało. Czy to widok zapłakanej nieznajomej tak go zaniepokoił czy miał swoje ważniejsze powody? Pochylił się w jej stronę.
- Mogę w czymś pomóc? - zapytał, a jego wzrok powędrował w dół ku jej odsłoniętym udom.
Zorientowała się, że szlafrok podsunął jej się odrobinę zbyt wysoko. Poprawiła go pospiesznie uświadamiając sobie, że nie ma pod spodem bielizny.
- Nie, nie trzeba – wymamrotała próbując wstać przy zachowaniu resztek godności – właśnie szłam do swojego pokoju – dodała.
Mężczyzna wyciągnął rękę w pomocnym geście, ale zignorowała ją. Nie chciała by ktokolwiek jej dotykał. A już na pewno nie jakiś przypadkowo napotkany mężczyzna. Przez głowę przeleciała jej myśl, że przecież przyjechała tu właśnie po to, aby odbyć intymne spotkanie z obcym mężczyzną, ale od razu ją odrzuciła.
Podniosła się starając się przy tym okazać choć odrobinę gracji. Choć zaczerwieniony nos i podpuchnięte oczy wyraźnie zdradzały jej lichy stan emocjonalny, więc o żadnej gracji nie było mowy. Uleciała gdzieś wraz z jej godnością, a podejrzewała, że nieco później jeszcze tego samego dnia straci również resztki szacunku do samej siebie. Nie pozostanie jej już nic. Choć naturalnie tego mężczyzny w ogóle to nie interesowało, i nie powinno.
-Mieszka pani na tym piętrze? - zapytał, przyglądając się tym razem jej twarzy. Jego głos był zachrypnięty, jakby długo nieużywany. Obstawiła długoletniego palacza.
- Tak... nie. To znaczy tak, ale wracam na dół. Chyba zostawiłam klucz pod prysznicem – wyjaśniła.
- Na dole?
- Tak. Obok siłowni.
- Rozumiem. Ubranie też pani zostawiła na dole? - zapytał rozglądając się zapewne w poszukiwaniu torby na odzież sportową.
Czuła, że się czerwieni. Po raz drugi przypomniała sobie, że jest praktycznie naga. W ciasnym korytarzu na przedostatnim piętrze hotelu. Ze starszym, trochę zbyt wścibskim mężczyzną.
- Oddałam do prania – powiedziała mając na myśli swój strój sportowy. - Pójdę już.
Zrobiła kilka niezgrabnych kroków w stronę windy. Pomyślała, że musi wyglądać idiotycznie w przykrótkim szlafroku i starych zużytych klapkach. Nacisnęła przycisk dający znać, że chce jechać w dół. Mężczyzna nie ruszył się z miejsca, ale czuła, że ją obserwuje. Przeczesała ręką włosy. Pomyślała, że musi wyglądać koszmarnie.
- Może przyniosę pani ten klucz? - usłyszała pytanie tuż zza swoich pleców. Podskoczyła zaskoczona. - Przepraszam, nie chciałem pani przestraszyć.
- Nie, po prostu... myślałam, że już pan sobie poszedł.
- Nie chcę być natrętny – powiedział podnosząc ręce w geście pokazującym, że nie ma złych zamiarów. - Zwyczajnie pomyślałem, że nie chce pani paradować w tym stroju po całym hotelu.
- Paradować? - powtórzyła zdumiona.
- Pokazywać się – uściślił.
- Przyszłam tak na górę – przypomniała. Zaczynał ją irytować. Winda nadal nie przyjeżdżała. - Dziękuję za troskę, ale poradzę sobie – odpowiedziała stanowczo. Jego mina zdradzała, że bardzo w to wątpił.
Usłyszeli cichy dzwonek windy i drzwi się przed nimi rozsunęły. Ze środka wyszła para w średnim wieku. Zapewne wracali ze śniadania. Natalia uświadomiła sobie, że jest bardzo głodna. Już dawno minęła pora, o której zwyczajowo jadała śniadanie. Kiedyś, w poprzednim życiu – pomyślała – zanim pewien mały człowieczek powywracał wszystko do góry nogami. Potrząsnęła głową chcąc odgonić te myśli. Wsiadła do windy i ze zdumieniem przekonała się, że jej nachalny towarzysz zrobił to samo.
- Parter? - zapytał.
- Tak, poproszę – skinęła głową. Odwróciła od niego wzrok jednak nadal widziała jego odbicie w dużym lustrze, które zajmowało jedną z bocznych ścianek kabiny. Nie patrzył na nią. Spoglądał prosto przed siebie. Pomyślała, że ma dość przyjemną aparycję, choć pewnie wyglądałby lepiej, gdyby na jego twarzy nie gościł grymas, którego przyczyny nie miała jak się domyślić. - Jedzie pan na śniadanie? - zapytała zanim zdążyła się ugryźć w język. Ich spojrzenia spotkały się w lustrzanym odbiciu.
- Tak. Choć właściwie nie jestem głodny. Myślałem, że jeśli się przejdę - urwał w środku zdania. - Dlaczego pani płakała? - zapytał znienacka.
Winda zatrzymała się na trzecim piętrze. Dołączyła do nich młoda kobieta ciągnąc za sobą małą czerwoną walizeczkę na kółkach. Pojawienie się dodatkowej pasażerki uratowało ją przed odpowiedzią na to niezbyt uprzejme pytanie. Wysiedli w lobby i każde z nich bez słowa udało się w przeciwnych kierunkach. Natalia skierowała się ku schodom prowadzącym w dół do strefy fitness. Jej niechciany towarzysz zaś podążył do hotelowej restauracji w drzwiach przepuszczając blondynkę z czerwoną walizką. Wiedziała o tym, gdyż nie wytrzymała i spojrzała przez ramię. Chciała się upewnić, że spławiła natręta.
Klucz do jej pokoju leżał tam, gdzie spodziewała się go znaleźć. W plastikowym pojemniku zamontowanym do ścianki prysznica. Wrzuciła go tam bezmyślnie nie mając co z nim zrobić po pozbyciu się ubrań. Opłukała go z mydła w umywalce. Spojrzała na swoje odbicie. Wyglądała na starszą, niż była w rzeczywistości. Potrafiła to sama przed sobą przyznać. I czuła się tak samo staro. Za osiem dni skończy trzydzieści dziewięć lat, a wyglądała na co najmniej dziesięć więcej. Jej włosy, kiedyś zadbane i równo przycięte, teraz przypominały włosie miotły do zamiatania podłogi. Końcówki pamiętały resztki rozjaśniacza, natomiast odrost miał jej zwyczajny mysi kolor, z którym borykała się przez całe życie i szczerze go nienawidziła. Jej zielone oczy, miały obecnie kolor wody płynącej ściekiem. Skóra pod oczami była prawie przezroczysta, widać było przez nią pojedyncze żyłki. Niegdyś, w czasach swojej świetności, jak je nazywała, nawet lubiła na siebie patrzeć. To były dni, gdy zawsze miała perfekcyjnie nałożony makijaż, ufarbowane na blond i zakręcone lokówką włosy, nienaganny manicure. Nie potrzebowała tych rzeczy, ale czuła się z nimi pewniejsza siebie. Tak naprawdę była wtedy jeszcze podlotkiem. Absolwentką stawiającą pierwsze kroki w korporacji. Później mogła pozwolić sobie na lepszego fryzjera, droższy manicure, gustowne ubrania. Przyciągała spojrzenia. I to zarówno mężczyzn jak i kobiet. Potem jednak została mamą i to wszystko, te drogie ubrania i fryzury, zeszły na dalszy plan, przestały się liczyć. Choć jej mąż nigdy nie przegapił okazji by zauważyć, że się zaniedbała. Często powtarzał jej, by coś ze sobą zrobiła. Tęsknił za tą Natalią, której zazdrościli mu wszyscy koledzy z komendy. To właśnie wtedy byłam tu pierwszy raz – pomyślała później, gdy już ubrana w błękitną sukienkę siedziała w hotelowej restauracji popijając ziołową herbatę zamiast śniadania. Wszechobecne zapachy spowodowały u niej kolejne tego dnia mdłości, próbowała je opanować, zanim zdecyduje się wziąć coś do ust. To właśnie niedługo po urodzeniu Janka byłam w tym hotelu po raz pierwszy – rozmyślała dalej. - Przy projekcie Kanada.
Trzy miesiące po urodzeniu pierwszego dziecka, jej firma poprosiła ją by poprowadziła ważny projekt w Gdańsku. Sam prezes do niej zadzwonił z tą prośbą. Trzy tygodnie nad morzem w luksusowym hotelu razem z mężem i synem. Pracodawca wszystko opłacił. Mogła pracować w dowolnych godzinach i swobodnie dojeżdżać z firmy klienta do hotelu na karmienie. Propozycja nie do odrzucenia. Po zamknięciu projektu nie miała już ochoty siedzieć w domu. Wróciła do pracy na część etatu. Zatrudnili nianię. Grzegorz do tej pory ma jej to za złe. Uważa, że opuściła ich synka. Jakby ten fakt w jakikolwiek sposób mógł wpłynąć na późniejsze wydarzenia...
- Czy to miejsce jest zajęte?
Całość do przeczytania na moim drugim blogu tutaj. Zdradzę, że akcja dzieje się w hotelu Mercure Gdańsk Stare Miasto. Ja natomiast chętnie zatrzymałabym się w Marcure Warszawa... Grand :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.




