Dawno nie dawałam znaku życia, chyba najwyższa pora zdradzić, co porabiam.
Najpierw mój nowy nabytek - wiktoriańskie butki od Emnildy! Już dawno rozglądałam się za jakimiś trzewikami w tym stylu, bo regencyjne baletki przestały mi wystarczać. Kiedy trafiłam na post o aukcji na allegro, podjęłam dość szybką decyzję, zwłaszcza, że buty były w moim rozmiarze.
I to była jedna z moich lepszych decyzji! Buty dotarły do mnie w krótkim czasie, w idealnym stanie, o wiele piękniejsze, niż sobie wyobrażałam, i przeobrażające moje kacze płetwy w zgrabne, wiktoriańskie stópki. Tak mi się spodobały, że postanowiłam chodzić w nich na co dzień, jednak z moim talentem do niszczenia obuwia (na zdjęciu poniżej widać już pierwsze jego efekty) chyba zostawię je na cele kostiumowe.

Punkt drugi - dzisiaj po powrocie do domu czekała na mnie miła niespodzianka. Nie wiem, jakim sposobem mój tata odgadł, jak wyglądałby mój idealny manekin - w każdym razie, jak gdyby nigdy nic, postawił mi takowy w pokoju. Jeśli pamiętacie moje piski z czasów odpakowania krynoliny, domyślacie się zapewne, co się dzisiaj działo.
Nie mogę tylko wymyślić imienia mojej miłej przyjaciółeczce. Rozważałam Eleonorę, ale to byłoby zbyt oczywiste, prawda? :D Czekam na wasze pomysły!
Tak więc - hurra! Koniec ze zdjęciami z samowyzwalacza, żeby pokazać wam najprostsze rzeczy. Od teraz ONA się tym zajmie.
A teraz trzecia informacja - pewnie się nie spodziewaliście, że następną epoką, za jaką się zabiorę, będzie XVIII wiek. Tak naprawdę to zawsze kłamałam, nie cierpię czasów wiktoriańskich i chciałabym żyć w Wersalu! No dobra, żart. Ja też się tego nie spodziewałam, chociaż stożkowo-torsowe panienki gościły od jakiegoś czasu w moich rysunkach i zeszytach i gdzieś tam, głęboko, rodziła się chęć na osiemnastowieczną suknię.
Nastąpiły jednak wypadki, o których powiedzieć wam na razie nie mogę, bo zepsuję całą niespodziankę - i to właśnie one wepchnęły mnie prosto w objęcia osiemnastego wieku. A skoro jest powód, dla którego mam odstąpić od moich dotychczasowych planów i wziąć na warsztat kompletnie nieznany dla mnie okres, to czemu nie? Dobrze wiecie, że spontan to moje drugie imię (chociaż, jak na razie, dotyczyło to chyba głównie belle epoque).
Tak więc od jakiegoś czasu pracuję nad własną interpretacją sukni osiemnastowiecznej. Wybrałam okres 1780-95 (przed tą koszmarną, przejściową modą z garbem na plecach). Na pewno będzie to suknia angielska, mam chętkę na front zone, ale nie wiem, czy podołam konstrukcyjnie. Na razie gotowy jest tylko bum pad na tyłeczek - pierwsza rzecz, w której zapozuje mój bezimienny manekin ("bardzo ładnie, bardzo się spodoba"):
Wymiarowo przypomina bardziej tiurniurę, ale na mnie nie prezentuje się tak... obficie.
... i nie jest aż tak krzywa, jak na zdjęciu :P
Znalazłam resztki koronki, którą ozdabiałam suknię edwardiańską,
i poczułam dziwny impuls żeby udekorować tę niewidoczną część garderoby ;)
Na razie to wszystko... Lecę zabierać się za resztę! Życzcie mi powodzenia, bo osiemnastowieczne kroje (zwłaszcza pleców i rękawów) wyglądają dość koszmarnie!