Lista blogów » Mademoiselle Emnilda

Sztuka ulotna

Zobacz oryginał
o.23072.jpg


Pisanie o aromatach nigdy nie było mają mocną stroną, z tego względu, że zapachy bardziej odczuwam i przeżywam, niż potrafię ubrać je w jakieś sensowne słowa.
Zresztą... każdy z nas chyba ma jakieś ulubione wonie, które przywodzą mu na myśl albo to konkretne życiowe wspomnienia, albo kojarzą się z czymś nieziemsko przyjemnym lub kreują wyobraźnię, gdyż często (przynajmniej w moim przypadku) konkretna nuta zapachowa sprawia, że uruchamia się moja fantazja i przenosi mnie hen daleko, w odległe krainy, które w moim odczuciu w tym właśnie zapachu się zawierają. Wybieram zazwyczaj ciężkie, orientalne, niejednoznaczne perfumy, przez niektórych klasyfikowane jako zapachy wieczorowe. Lubię, kiedy zapach mnie otula, kiedy tworzy wokół mnie tarczę, sprawia, że mogę uciec w tę woń wówczas, kiedy nie czuję się do końca pewnie w jakiejś sytuacji (wówczas przenoszę się w wyobraźni w te dalekie krainy pachnące korzennymi przyprawami, suchym pustynnym powietrzem, wonnym dymem lub bliższe: spowite w zapach liści, zieleni i deszczowego powietrza). No ale dobrze. My tu gadu gadu o odczuciach, a dzisiaj na swoją premierę czekają naprawdę ciekawe zapachy, na które chciałabym skierować Waszą uwagę.

image-264963-galleryV9-munh.jpg

Zacznę od magicznej nazwy A m o u a g e, czyli odkrytej przeze mnie niedawno manufaktury perfum, założonej przez Sajida Hameda bin Hamouda, krewnego sułtana Omanu, który w 1983 roku postanowił rozsławić w świecie arabskie tradycje perfumiarskie i stworzył miejsce kreacji zapachów tworzonych tylko i wyłącznie z naturalnie występujących w przyrodzie składników. Z czystej ciekawości zamówiłam sobie próbki i... wpadłam po uszy! Pierwsze zetknięcie z zapachami było zwyczajne. Jeden perfum skojarzył mi się z mydlinami, drugi zawierał - w moim odczuciu - nuty typowo męskie, trzeci zaś uznałam za zapach odpowiadający. Jednak wystarczyło kilka dni oswajania się z próbkami, żebym zdążyła pokochać każdą z nich (wszystkich perfum Amouage jest kilkanaście i aż boję się z tego powodu testować następne). Powiem szczerze, że wszystkie zapachy, które dotąd wielbiłam w popularnych perfumeriach, przy Amouage stają się mdłe. Pozbawione wyrazu i charakteru. Nawet Opium Yves Saint Laurenta, do tej pory uznawane przeze mnie za perfum bardzo wielowymiarowy (od dawna zresztą jest było na mojej liście zakupowej) straciło urok i teraz czuję w nim po prosu tylko i wyłącznie tytułowe opium. Za to Epic, Fate* i Interlude, czyli te moje próbki, posiadają taką głębię zapachu, że przy każdym użyciu mnie ona olśniewa i zaskakuje zarazem. W zależności od czasu interakcji ze skórą pachną raz to słodko, raz tajemniczo lub jeszcze jakoś tak niespodziewanie, ale zawsze przepięknie. 

DSC_1721.JPG

Jeżeli chcielibyście przetestować zapachy Amouage, polecam zamówić próbki w perfumerii Quality Missala (poza tym poczytajcie na ich stronie opisy tych perfum - są mistrzowskie), aczkolwiek duże opakowania lepiej zamawiać w innych miejscach, gdyż są tańsze (choć, niestety, w przypadku Amouage cena zawsze jest zaporowa, to uważam, że każdy powinien sobie od czasu do czasu pozwolić na odrobinę luksusu:)). Można też przetestować zapachy osobiście, a jedna z filii perfumerii Quality znajduje się również w Poznaniu - w Bazarze (wejście od Paderewskiego). Niedługo się tam wybieram, żeby powąchać coś z serii Amouage Library Collection, która mnie bardzo zaintrygowała.

DSC_1776.JPG

Prócz wspomnianych wyżej wonności osobistych, cenię też ogromnie wszelkiego rodzaju aromaty mieszkaniowe, jak: kadzidełka, świece zapachowe, woski etc. Niedoścignionym wzorem idealnego aromatu o wielkiej sile rażenia, było dla mnie zawsze kościelne kadzidło, tak szczelnie wypełniające zapachem stare świątynie (o czym wspominałam kiedyś we wpisie o Jerozolimie), obecne pod postacią wszechogarniającej mgły lub ledwie tlące się z trybularza. Jest to ten rodzaj zapachu, który - niezależnie od mieszanki spalanych aromatów - wywołuje wrażenie podniosłości, tajemnicy i uroczystości danej chwili. Zapach żywicznego kadzidła jest po prostu piękny, niezwykle czysty, mocy, konkretny i obezwładniający.

DSC_1704.JPG

Prawdziwe kadzidło to nic innego jak żywica, którą uzyskuje się z drzew rosnących tradycyjnie w rejonie Afryki i Bliskiego Wschodu, a umiejętne łączenie jej poszczególnych gatunków sprawia, że mamy do czynienia z różnymi kompozycjami zapachowymi. Aby żywica uwolniła swój aromat, należy ją spalić, czyli nasypać kilkanaście granulek na rozżarzony węgielek. W warunkach domowych wystarczy ich naprawdę niewiele, chociaż ja kiedy kadzę, to kadzę tak, że gęsta zasłona dymu utrzymuje się w mieszkaniu przez kilka dobrych godzin (a sam zapach przez trzy dni).

DSC_1778.JPG

Zważywszy na to, że zapach kadzidła uwodził mnie od lat dziecięcych, dość sporo czasu minęło, zanim zamówiłam swoje własne słoiczki z kropelkami aromatycznych żywic. Zaopatrzyłam się w sklepie Prema, który jest importerem wysokogatunkowych kadzideł firmy Three Kings. Wielkim plusem jest możliwość zakupienia u nich małych opakowań (w sam raz na test i domowe warunki) oraz sympatyczny kontakt.
......
* Fate jest zapachowo dość bliski wspomnianemu Opium, ale o niebo od niego głębszy, cieplejszy, a mocny kadzidlany aromat oswojony został aromatem róży i jaśminu.

DSC_1813.JPG

DSC_1808.JPG

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.