Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.
Szpilki i inne dziwadła - moja mała obsesja
Zobacz oryginał ndz., 08/03/2015 - 16:03Atrybutem każdej kobiety powinny być wysokie obcasy. Prawda czy fałsz?
Czy jako małe dziewczynki podkradałyście swoim mamom buty na obcasie i dumnie maszerowałyście od pokoju do pokoju co chwila zerkając w lustro i głośno stukając o podłogę? Ja nie. Bo jako dziecko wolałam biegać za piłką, chodzić po drzewach, skakać w linkę. Szpilki (szpilka to rodzaj wysokiego obcasa, jednak chciałabym uniknąć powtórzeń, dlatego dla mnie będą jednocześnie synonimem wysokich obcasów) były tworem dziwnym, nie pasującym do mojego ówczesnego stylu bycia. Do tego dochodziła dziwna awersja do spódnic, sukienek i rajstop (tłumaczyłam to tym, że nie cierpię kiedy noga ociera się o nogę, totalna głupota), więc po co były mi piękne buty, nawet na minimalnym, ledwo widocznym obcasie. Miałam swoje glany i swoje ukochane adidasy i byłam szczęśliwa.
Szczęśliwa do czasu kiedy zaczęłam bardziej interesować się płcią przeciwną, a wszystkie moje koleżanki już w szafach miały swoją pierwszą parę obcasów. Aby wyodrębnić tutaj ramy czasowe dodam, że na połowinki i studniówkę szłam w butach mamy.
Nie jest to też tak, że wokół szpilek przechodziłam zupełnie obojętnie, ba, nawet mi się podobały co bardziej oryginalne modele, ale przez tyle lat przemierzania świata wyłącznie na płaskim obuwiu nawet nie myślałam o zakupie jakichkolwiek tworów dla torturowania moich stóp. Aż pewnego, pięknego dnia ujrzałam JE. Musiałam je mieć w swojej szafie. Dopięłam swego, mama chętnie mi je kupiła, wszak nadszedł ten dzień kiedy starsza córka w końcu wykazała jakieś zainteresowanie typowo babskim elementem garderoby. Ile razy miałam je na sobie? Cóż, niewiele. Bo za bardzo nie potrafiłam w nich chodzić. Nie miałam takiej praktyki jak inne dziewczęta, które w obcasach mam hasały już od piątego roku życia. Co więcej, owe buty były przyczyną wielkiej kompromitacji na oczach całego osiedla (czyt. wszystkich kolegów) kiedy szłam z chłopakiem (na szczęście pod rękę), w moich cudownych czarno-białych szpilach i dzwonach (tak, to były czasy kiedy nosiło się tylko dzwony), zahaczyłam czubem o nogawkę, wykręciłam piruet i gdyby nie chłopak, wyrżnęłabym jak długa na asfalcie. Potem znowu długi czas szpilek nie nosiłam, ale ciągle mi się podobały wizualnie.
Oj, bo ja strasznie głupia byłam. Zamiast ćwiczyć w domu, kupić jakieś niższe obcasy czy botki, od razu rzucałam się na głęboką wodę, jak szpila to od razu 10 cm. Mimo tylu niepowodzeń, to właśnie ten rodzaj obuwia stał się moją największą obsesją. Być może istnieje na to jakieś naukowe wyjaśnienie, ale do tej pory zbyt często w szpilach mnie zobaczyć nie można, mimo to mam zgromadzoną całkiem sporą kolekcję. Białe, żółte, błękitne, czarne, klasyczne, asymetryczne, bez palców, na platformie, z okrągłym jak i spiczastym czubkiem, pełne, sandałki, wszystkie w szafie mają swoje miejsce. Gromadzeniu sprzyjała moja dorywcza i później stała praca w SH, gdzie piękne egzemplarze trafiały w moje ręce za bezcen. Tylko gdzie je nosić? Do pracy, gdzie stoję kilka godzin (dobra, teraz odpoczywam w domu, bo dzidzia mi w brzuchu rośnie, a to też w sumie obcasy wyklucza po części), na spacer z psem? Niestety na salony nie chcą mnie zapraszać, imprezki raczej sporadycznie (w takiej nudnej mieścinie przyszło mi egzystować), hmm, może jak wybierzemy się do baru na spaghetti założę? Nie, mąż leniwy, będzie chciał żarło na wynos. Gdzie ja biedna mam te moje szpile wynosić?
Co za paradoks, jeden z najliczniejszych zbiorów w mojej garderobie, a jednocześnie element najrzadziej goszczący na moich stopach. Jednak jest to niewinna obsesja, prawda? Póki nie zacznę kredytów na "labutiny" zaciągać, kto mi zabroni? Dlatego w mojej szafie wylądowała kolejna para ;).
A teraz tak na poważnie, powiedzcie mi, proszę. Jak często nosicie wysokie obcasy? Wolicie mega wysokie szpile czy niewysokie kaczuszki? A może stabilne buty na słupku?
Zacznijmy od czerwonych czułenek i poruszajmy się zgodnie ze wskazówkami zegara. SH Limited Collection 20 zł, allegro (nietrafiony rozmiar, sprzedawca wkładki zmierzyć nie potrafił macie może jakieś sposoby na za duże szpilki?), Louboutin SH (czerwona podeszwa jest) 20 zł, Deezee (moje ślubne), Faith SH 20 zł, SH 20 zł, SH 20 zł, Deichmann.
Zaczynamy od żółtych: SH 20 zł, SH 10 zł, Nine West SH 20 zł, Limited Collection SH 10 zł, Marks&Spencer SH 10 zł (najwygodniejsze szpilki ever), Sinsay, Stara Rzeźnia 10 zł, Sequinshoes, mało widoczne George 10 zł, SH 20 zł, elilu.pl.
A to mój ostatni nabytek i już czekam dnia kiedy będą miały swój debiut :) Przy okazji, futerko, lumpeksowy łup (długo wyczekiwany, bo do ostatniego dnia za 10 zł).
Zacznijmy od czerwonych czułenek i poruszajmy się zgodnie ze wskazówkami zegara. SH Limited Collection 20 zł, allegro (nietrafiony rozmiar, sprzedawca wkładki zmierzyć nie potrafił macie może jakieś sposoby na za duże szpilki?), Louboutin SH (czerwona podeszwa jest) 20 zł, Deezee (moje ślubne), Faith SH 20 zł, SH 20 zł, SH 20 zł, Deichmann.
Zaczynamy od żółtych: SH 20 zł, SH 10 zł, Nine West SH 20 zł, Limited Collection SH 10 zł, Marks&Spencer SH 10 zł (najwygodniejsze szpilki ever), Sinsay, Stara Rzeźnia 10 zł, Sequinshoes, mało widoczne George 10 zł, SH 20 zł, elilu.pl.
A to mój ostatni nabytek i już czekam dnia kiedy będą miały swój debiut :) Przy okazji, futerko, lumpeksowy łup (długo wyczekiwany, bo do ostatniego dnia za 10 zł).
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



