Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Szelki, lis i teczka
Zobacz oryginał ndz., 03/01/2016 - 11:32Aż wierzyć się nie chce, że robiliśmy te zdjęcia zaraz po Świętach - teraz na zewnątrz kilka (a w niektórych dnia porach nawet kilkanaście!) stopni mrozu, a wtedy było tak ciepło!
Choć tamtego dnia na wszelki wypadek zabrałam z domu płaszcz, to kiedy po "sesji" jechałam do miasta na zakupy wcale nie musiałam na siebie tego płaszcza zakładać ;)
Całe szczęście, że chociaż śniegu nie ma - marznąć mogę, ale przedzierać się przez zaspy, to nie mam najmniejszej ochoty!
Tak się ciekawie złożyło, że ten wpis (a właściwie to nie tyle on, co uwieczniony na zdjęciach w nim zestaw) jest zbieraniną kilku najważniejszych ciuchowych i dodatkowych nowości, jakie w ciągu minionych miesięcy trafiły do mojej szafy.
I nie, wcale nie zamierzałam połączyć ich tak celowo, żeby wszystkie je pokazać Wam za jednym zamachem - to zbieg okoliczności ;)
Pierwszą z tych kilku w mojej szafie nowości są szelki - szelki, w których ci z Was, którzy widzieli się ze mną na Fashion Week'u już mieli mnie okazję oglądać.
Marzyły mi się od dawna, bo odkąd tylko polubiłam się z melonikiem i męskimi nieco w kroju i fasonie butami, to coś ciągnęło mnie do wszelkich ich z szelkami połączeń.
Długo nie mogłam znaleźć nigdzie krótkich szelek, aż któregoś listopadowego dnia upolowałam takie - na dziale męskim H&M'u ;)
Od samego początku chciałam nosić szelki z golfami i prostymi spodniami o nieco bardziej eleganckim kroju - najbardziej marzyły mi się do nich cygaretki z kantem: te, które kupiłam na swoją obronę i pokazywałam Wam w tym wpisie.
Tyle, że zapomniałam o jednym - moje cygaretki mają szlufki, więc nie da się przypiąć do nich szelek bez założenia paska (bo bez niego wyglądają po prostu nieładnie).
A pasek plus szelki, to trochę już w moim mniemaniu za wiele...
Szybko więc wykombinowałam, że bardzo dobrze zamiast cygaretek sprawdzą się tu te cienkie, eleganckie nieco spodnie, które kupiłam wiosną - znacie je dobrze, bo pojawiały się na blogu naprawdę często.
Tu co prawda nieco wadzi mi ta gumka, ale nic to - może na wyprzedażach uda mi się dorwać tego typu portki gumki pozbawione ;)
Druga nowość to golf - na golfy zachorowałam już z końcem lata.
Nie tylko ja - świat mody oszalał na punkcie golfów.
Nie ma już chyba jednego nawet lookbooka, w którym jakikolwiek projektant albo którakolwiek marka paru golfów by nie umieścił/-a ;)
Zdążyłam się zorientować, że sporo z Was także ostatnimi czasy polubiło się z golfami ;)
Przez długi, długi czas golfy nie cieszyły się popularnością: bo i modne zbytnio nie były (choć pamiętam, że mniej więcej w okolicach lat 2008 - 2009 w sklepach było ich dużo, nosiło się je wtedy do spódnic z wysokim stanem) i - co tu dużo mówić - najbardziej wygodny model bluzki/swetra to to nie jest.
Jednak jak coś się modnym staje i coraz więcej tego na ulicach i zdjęciach oglądamy, to dużo łatwiej jest dostrzec tego czegoś pozytywy - ja dzięki temu szałowi na golfy uzmysłowiłam sobie, że czarny golf stanowi świetną alternatywę dla eleganckiej bluzki lub koszuli.
Dobrze wygląda tak ze spódnicą, jak i spodniami, można też bez problemu nosić go z marynarką/żakietem - doszłam więc do wniosku, że co jak co, ale kilka golfów dobrze by było mieć.
No i kupiłam - i tak, jak jeszcze w ubiegłym roku byłam posiadaczką jednego raptem cienkiego modelu (taki musztardowy - pamiętacie?) i jednego grubszego (o, ten grubszy tu choćby wystąpił), tak teraz mam już pięć kolejnych: dwa w paski, jeden biały i dwa dość eleganckie czarne.
Nowa jest też teczka - w połowie grudnia wypatrzyłam ją wśród asortymentu jednego z moich ulubionych internetowych second-handów: Second Land.
To znaczy - już prostuję.
Taka nowa to ona nie jest, bo tak na oko, to jest moją równolatką ;)
Tak myślę, bo podobną torbę miała w czasach mego bardzo wczesnego dzieciństwa moja babcia.
Ogólnie rzecz biorąc, to ja bardzo nie lubię kupować rzeczy używanych - raz, że nie cierpię, kiedy jakiś ciuch lub dodatek ma jakiekolwiek ślady zniszczeń (wszelkie rysy, zadrapania i plamy doprowadzają mnie do szału i bardzo przeżywam, kiedy sama coś, co niedawno dopiero kupiłam podniszczę), dwa że mam fobię zarazkową i jak jakiś ciuch w lumpeksie kupuję, to od razu go piorę.
Torbę wyprać jest trudno.
Długo więc nosiłam się z decyzją, czy brać ją, czy dla kogoś innego zostawić, ale szanse na to, że podobną torbę (tyle, że nową) uda mi się kupić w jakiejś sieciówce były i są niemal równe zeru (takich modeli teraz się nie robi, a jeśli robi, to skórzane - za grube stówy, których aktualnie szkoda by mi na jakąś nową torbę było).
Dobrze, że zaryzykowałam - torba ma pewne ślady użytkowania, ale po podczyszczeniu prezentuje się bardzo ładnie, nie śmierdzi i nic jej nie dolega.
Ma w środku kilka różnych kieszonek i przegródek, spokojnie więc jestem w stanie pomieścić w niej tyle potrzebnych mi większych i mniejszych drobiazgów, ile upycham i w mojej
Torbie - Borbie ;)
Poza tym podobnie jak szelki dopełnia mi ona ten oksfordkowo-melonikowy look ;)
No i ma długi pasek! A długie paski w torbach, to ja uwielbiam!
I lis :)!
Pewnie po przeczytaniu tytułu zastanawialiście i zastanawiałyście się nad tym, jakiego to lisa mogła Mar upolować.
Spokojnie, nie - żaden lis życia nie został pozbawiony, to nie o futro (Boże broń!) chodzi.
To tylko sympatyczny lisi wizerunek na cieplutkim szaliku uwieczniony :)
Chociaż nie jestem fanką printów i komiksowo-bajkowych nadruków, to ten lisek tak mi się spodobał, że nie mogłam go nie kupić.
Wypatrzyłam go na Zalando :)
Jest nie tylko uroczy, ale i praktyczny - wystarczy go zamotać na szyi i nawet jakiś nudny z pozoru look w jednym tylko kolorze utrzymany od razu robi się radośniejszy :)
No i ma jeszcze jedną zaletę - lis, jak to lis, jest rudy.
Więc wybornie pasuje do wielu rudych rzeczy, które mam w szafie ;)
Do tego rudego poncza też - bo tak, to jest ponczo.
Kolejne już!
Jest tak, jak podejrzewałam: zgrzeszyłam raz, to potem już oporów nie miałam ;P
Ponczo też jest nowe, to świeży łup z początków tegorocznych, zimowych wyprzedaży - kupiłam je przed samymi Świętami, w czasie gdy biegałam jak szalona po Manufakturze w poszukiwaniu prezentów dla rodziny i bliskich.
Przez kilka dni udawało mi się powstrzymać od chęci kupienia go, ale dzień przed Wigilią już brakło mi do tego motywacji.
Stwierdziłam, że skoro wszystkim coś kupuję, to i sobie coś podarować muszę.
Ech, jestem człowiekiem słabej woli, mówię Wam ;P
Ale żeby nie było - ciepły, prawdziwie swetrowy sweter też sobie kupiłam ^^
Na te aktualne mrozy jest jak znalazł ;P
Melonik - H&M
Szalik - Even&Odd (Zalando)
Ponczo/narzutka - H&M
Golf - H&M
Szelki - H&M (dział męski)
Spodnie - H&M
Teczka - Second Land
Buty - Even&Odd (Zalando)
Jak nastroje w Nowym Roku?
I jak udały Wam się Wasze sylwestrowe bale?
My bawiliśmy się wspaniale - jak ktoś jest ciekaw, jaki strój miałam na sobie tego dnia, to zapraszam na facebook'a.
O, tu są zdjęcia.
Nasza impreza była przebierana - ja byłam wesołym hipisem ;)
Pozdrawiam Was noworocznie i życzę Wam wszystkiego dobrego - większość z Was dziś pewnie kończy długi weekend i jutro wraca do pracy, także zbierajmy, zbierajmy siły przed tą masakrą ;P
Ściskam!
Wasza Mar
Pierwszą z tych kilku w mojej szafie nowości są szelki - szelki, w których ci z Was, którzy widzieli się ze mną na Fashion Week'u już mieli mnie okazję oglądać.
Marzyły mi się od dawna, bo odkąd tylko polubiłam się z melonikiem i męskimi nieco w kroju i fasonie butami, to coś ciągnęło mnie do wszelkich ich z szelkami połączeń.
Długo nie mogłam znaleźć nigdzie krótkich szelek, aż któregoś listopadowego dnia upolowałam takie - na dziale męskim H&M'u ;)
Od samego początku chciałam nosić szelki z golfami i prostymi spodniami o nieco bardziej eleganckim kroju - najbardziej marzyły mi się do nich cygaretki z kantem: te, które kupiłam na swoją obronę i pokazywałam Wam w tym wpisie.
Tyle, że zapomniałam o jednym - moje cygaretki mają szlufki, więc nie da się przypiąć do nich szelek bez założenia paska (bo bez niego wyglądają po prostu nieładnie).
A pasek plus szelki, to trochę już w moim mniemaniu za wiele...
Szybko więc wykombinowałam, że bardzo dobrze zamiast cygaretek sprawdzą się tu te cienkie, eleganckie nieco spodnie, które kupiłam wiosną - znacie je dobrze, bo pojawiały się na blogu naprawdę często.
Tu co prawda nieco wadzi mi ta gumka, ale nic to - może na wyprzedażach uda mi się dorwać tego typu portki gumki pozbawione ;)
Druga nowość to golf - na golfy zachorowałam już z końcem lata.
Nie tylko ja - świat mody oszalał na punkcie golfów.
Nie ma już chyba jednego nawet lookbooka, w którym jakikolwiek projektant albo którakolwiek marka paru golfów by nie umieścił/-a ;)
Zdążyłam się zorientować, że sporo z Was także ostatnimi czasy polubiło się z golfami ;)
Przez długi, długi czas golfy nie cieszyły się popularnością: bo i modne zbytnio nie były (choć pamiętam, że mniej więcej w okolicach lat 2008 - 2009 w sklepach było ich dużo, nosiło się je wtedy do spódnic z wysokim stanem) i - co tu dużo mówić - najbardziej wygodny model bluzki/swetra to to nie jest.
Jednak jak coś się modnym staje i coraz więcej tego na ulicach i zdjęciach oglądamy, to dużo łatwiej jest dostrzec tego czegoś pozytywy - ja dzięki temu szałowi na golfy uzmysłowiłam sobie, że czarny golf stanowi świetną alternatywę dla eleganckiej bluzki lub koszuli.
Dobrze wygląda tak ze spódnicą, jak i spodniami, można też bez problemu nosić go z marynarką/żakietem - doszłam więc do wniosku, że co jak co, ale kilka golfów dobrze by było mieć.
No i kupiłam - i tak, jak jeszcze w ubiegłym roku byłam posiadaczką jednego raptem cienkiego modelu (taki musztardowy - pamiętacie?) i jednego grubszego (o, ten grubszy tu choćby wystąpił), tak teraz mam już pięć kolejnych: dwa w paski, jeden biały i dwa dość eleganckie czarne.
Nowa jest też teczka - w połowie grudnia wypatrzyłam ją wśród asortymentu jednego z moich ulubionych internetowych second-handów: Second Land.
To znaczy - już prostuję.
Taka nowa to ona nie jest, bo tak na oko, to jest moją równolatką ;)
Tak myślę, bo podobną torbę miała w czasach mego bardzo wczesnego dzieciństwa moja babcia.
Ogólnie rzecz biorąc, to ja bardzo nie lubię kupować rzeczy używanych - raz, że nie cierpię, kiedy jakiś ciuch lub dodatek ma jakiekolwiek ślady zniszczeń (wszelkie rysy, zadrapania i plamy doprowadzają mnie do szału i bardzo przeżywam, kiedy sama coś, co niedawno dopiero kupiłam podniszczę), dwa że mam fobię zarazkową i jak jakiś ciuch w lumpeksie kupuję, to od razu go piorę.
Torbę wyprać jest trudno.
Długo więc nosiłam się z decyzją, czy brać ją, czy dla kogoś innego zostawić, ale szanse na to, że podobną torbę (tyle, że nową) uda mi się kupić w jakiejś sieciówce były i są niemal równe zeru (takich modeli teraz się nie robi, a jeśli robi, to skórzane - za grube stówy, których aktualnie szkoda by mi na jakąś nową torbę było).
Dobrze, że zaryzykowałam - torba ma pewne ślady użytkowania, ale po podczyszczeniu prezentuje się bardzo ładnie, nie śmierdzi i nic jej nie dolega.
Ma w środku kilka różnych kieszonek i przegródek, spokojnie więc jestem w stanie pomieścić w niej tyle potrzebnych mi większych i mniejszych drobiazgów, ile upycham i w mojej
Torbie - Borbie ;)
Poza tym podobnie jak szelki dopełnia mi ona ten oksfordkowo-melonikowy look ;)
No i ma długi pasek! A długie paski w torbach, to ja uwielbiam!
I lis :)!
Pewnie po przeczytaniu tytułu zastanawialiście i zastanawiałyście się nad tym, jakiego to lisa mogła Mar upolować.
Spokojnie, nie - żaden lis życia nie został pozbawiony, to nie o futro (Boże broń!) chodzi.
To tylko sympatyczny lisi wizerunek na cieplutkim szaliku uwieczniony :)
Chociaż nie jestem fanką printów i komiksowo-bajkowych nadruków, to ten lisek tak mi się spodobał, że nie mogłam go nie kupić.
Wypatrzyłam go na Zalando :)
Jest nie tylko uroczy, ale i praktyczny - wystarczy go zamotać na szyi i nawet jakiś nudny z pozoru look w jednym tylko kolorze utrzymany od razu robi się radośniejszy :)
No i ma jeszcze jedną zaletę - lis, jak to lis, jest rudy.
Więc wybornie pasuje do wielu rudych rzeczy, które mam w szafie ;)
Do tego rudego poncza też - bo tak, to jest ponczo.
Kolejne już!
Jest tak, jak podejrzewałam: zgrzeszyłam raz, to potem już oporów nie miałam ;P
Ponczo też jest nowe, to świeży łup z początków tegorocznych, zimowych wyprzedaży - kupiłam je przed samymi Świętami, w czasie gdy biegałam jak szalona po Manufakturze w poszukiwaniu prezentów dla rodziny i bliskich.
Przez kilka dni udawało mi się powstrzymać od chęci kupienia go, ale dzień przed Wigilią już brakło mi do tego motywacji.
Stwierdziłam, że skoro wszystkim coś kupuję, to i sobie coś podarować muszę.
Ech, jestem człowiekiem słabej woli, mówię Wam ;P
Ale żeby nie było - ciepły, prawdziwie swetrowy sweter też sobie kupiłam ^^
Na te aktualne mrozy jest jak znalazł ;P
Melonik - H&M
Szalik - Even&Odd (Zalando)
Ponczo/narzutka - H&M
Golf - H&M
Szelki - H&M (dział męski)
Spodnie - H&M
Teczka - Second Land
Buty - Even&Odd (Zalando)
Jak nastroje w Nowym Roku?
I jak udały Wam się Wasze sylwestrowe bale?
My bawiliśmy się wspaniale - jak ktoś jest ciekaw, jaki strój miałam na sobie tego dnia, to zapraszam na facebook'a.
O, tu są zdjęcia.
Nasza impreza była przebierana - ja byłam wesołym hipisem ;)
Pozdrawiam Was noworocznie i życzę Wam wszystkiego dobrego - większość z Was dziś pewnie kończy długi weekend i jutro wraca do pracy, także zbierajmy, zbierajmy siły przed tą masakrą ;P
Ściskam!
Wasza Mar
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



















