Szczęśliwy zakup - zielony płaszczyk
Zobacz oryginał czw., 01/01/2015 - 20:07Mój pierwszy poświąteczny post. Wcześniej się nie złożyło - albo nie było czasu, albo miałam lenia. Gigantycznego.
Jak minęły Wam święta? Nam dość gwarno i imprezowo. W Wigilię dom wypełniła rodzina, w pierwsze święto spontanicznym zrywem zorganizowaliśmy spotkanie znajomych przy grzanym winie i genialnej grze dobble, a w drugi dzień świąt udaliśmy się do kina na premierę Hobbita (niestety, ta część rozczarowała).
Oprócz tego wiadomo, podjadanie, podjadanie i jeszcze raz podjadanie, odrobina słodkiego lenistwa oraz celebrowanie wyjątkowej atmosfery.
Mam nadzieję, że i Wam ten czas upłynął radośnie, pogodnie i rodzinnie.
Zdjęcia zrobiliśmy w drodze do kina na parkingu podziemnym. Ale było zimno!
Mój zielony płaszczyk ma swoją historię i opowiem ją, a co. Szliśmy sobie kiedyś z Riko i młodym, dokądś po coś. Młodemu zachciało się pić. Weszliśmy do Marksa&Spencera po wodę, a wyszłam z tym płaszczykiem. Zobaczyłam tę piękną, intensywnie oliwkową barwę i przepadłam. I niech mi ktoś powie, że takie spontaniczne zakupy nie są najlepsze;-)
Ale ale. Dziś Nowy Rok. Mnie póki co mija na rekonwalescencji po wczorajszym świętowaniu;-) W życiu tyle nie spałam.
Na moim profilu na facebooku obiecałam opowiedzieć, jak spędziłam sylwestra. Słowo się rzekło.
Tak więc spotkaliśmy się z kilkorgiem znajomych w umówionym miejscu o 22.00. Ciepło i wygodnie ubrani, zaopatrzeni w latarki i czołówki, z plecakami na plecach wyruszyliśmy w las. Szliśmy jakieś 5 kilometrów, by wreszcie dotrzeć na plażę nad jeziorem, która kiedyś należała do opuszczonej dziś jednostki wojskowej. Tam rozpaliliśmy ognisko, piekliśmy kiełbaski, piliśmy grzańca z termosów i inne napoje wyskokowe. O północy otworzyliśmy szampana, złożyliśmy sobie życzenia i gadaliśmy o głupotach. Idealnie. Wróciliśmy o 4.00. I jedno jest pewne, tego sylwestra nie zapomnę. Był inny.
Dziś wprawdzie cały dzień dogorywam, ale było warto!
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.














