Lista blogów » Lumpexoholiczka












ŚWINICA ZDOBYTA !!!







Taka sytuacja :)


Czasami nawet uwaga to za mało. Na Zawracie widzieliśmy akcję ratunkową turysty, który zasłabł schodząc do Czarnego Stawu Gąsienicowego. TOPR-owcy wykonali kawał dobrej roboty, ale niestety ranny zmarł wieczorem w szpitalu.



Dolina Pięciu Stawów.









SUMMERTIME #PART II
Zobacz oryginał ndz., 18/08/2013 - 21:56Ciałem jeszcze na plaży, ale myślami wracam w góry i serwuję Wam ostatnią dawkę zdjęć z Tatr:)
Hope you like it!
Hope you like it!
DOLINA BIAŁEGO POTOKU, SARNIA SKAŁKA, DOLINA STRĄŻYSKA
Sobota była jedynym deszczowym dniem w czasie całego wyjazdu. Wybraliśmy więc jak to usłyszałam "lajtowy" spacer do Doliny Białego Potoku...



Lajtowo może było, ale podczas postojów. Ta pozornie prosta trasa po deszczowej nocy zamieniła się w błotnisty tor przeszkód. Powietrze przesycone było wilgocią, a kamienie tak śliskie, że każdy krok mógł skończyć się złamaniem karku. Krótko mówiąc to co lubimy najbardziej!
Giewont z Sarniej Skałki wygląda pięknie :)
Zeszliśmy z gór, żeby wrzucić coś na ząb. Po kilku posiłkach w schroniskach stwierdzam, że mają tam najlepsze jedzenie ever. A może po prostu po kilkugodzinnej wędrówce apetyt się tak wyostrza, że wszystko smakuje nieziemsko. Nie wiem. W każdym razie "rarytasy" z Krupówek nie mają szans. Z wyjątkiem jednego, godnego polecenia miejsca: Czarnego Stawu. Tamtejszy placek po zbójnicku rozłożył nasze kubki smakowe na łopatki.

Siklawica :)


ŚWINICA, ZAWRAT, DOLINA 5 STAWÓW
Dobra. Najlepsze zostawiłam na deser. Wyobraźcie sobie: niedziela, pobudka o 5.00 rano. Wita Was czyste, błękitne niebo i promienne słońce. Widoki za oknem rodem z "Domku na prerii". Nie można wyobrazić sobie lepszego dnia na pierwszą górską wspinaczkę. Nie jakieś tam pagórki, nie jakieś tam dolinki. Tylko najprawdziwszy szczyt - Świnica. Przedsionek Orlej Perci. 2.301 m.n.p.m., które trzeba pokonać. Wyzwanie. Próba sił.

Wystartowaliśmy z Kuźnic i wjechaliśmy kolejką linową na Kasprowy Wierch. W knajpie na szczycie zjedliśmy drugie śniadanie i po niecałej godzinie ruszyliśmy czerwonym szlakiem na Świnicę. Warunki pogodowe nieco nas zaskoczyły. Było dramatycznie zimno! Kłębiące się, gęste chmury skutecznie ograniczały widoczność. Do tego potężny wiatr, który robił wszystko, by zdmuchnąć nas ze szlaku. Koszmar. Cóż, nie byłam na to przygotowana. Żadnej czapki, żadnego szalika. Jedynie wełniane rękawiczki, które najpierw chroniły przed zimnem, a potem pomagały przy wchodzeniu po łańcuchach i klamrach.
Nie mogłam pozbyć się z głowy tej natrętnej myśli: Czy ja do reszty oszalałam?
Nie mogłam pozbyć się z głowy tej natrętnej myśli: Czy ja do reszty oszalałam?

Przed szczytem szczęście się do nas uśmiechnęło. Zaczęło się przejaśniać.


ŚWINICA ZDOBYTA !!!
Uczucia jakie towarzyszą takiemu momentowi ciężko opisać. Ciężko porównać. Do tej pory sama się zastanawiam, jak ja to zrobiłam? Bywam neurotyczna, nadwrażliwa. Czasem panikuję bez powodu (a tu powodów do paniki - uzasadnionych przecież - miałam całą masę!) Jak idę po Moście Poniatowskiego do Tematu Rzeki nie mam mowy o patrzeniu w dól. A jednak tu się udało. Nie podejrzewałam siebie o taką zimną krew. Skupienie. Koncentrację. Z drugiej strony wszystko co oznaczone plakietką "nigdy tego nie robiłam" przyciąga mnie jak magnes. Lubię próbować nowego. Lubię pokonywać granice. Cel został osiągnięty!
Patrzyłam na Dolinę Pięciu Stawów. Patrzyłam na drogę, którą pokonałam i byłam z siebie cholernie dumna. Szczęście w najczystszej postaci. Włączyłam tę piosenkę i przez dwie godziny podziwiałam jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce.


Taka sytuacja :)

Na szczycie byłam pewna, że najgorsze za mną. Nic z tego. Zejście na Zawrat okazało się jeszcze bardziej wymagające. Na każdym "rogu" czaiły się na mnie kolejne łańcuchy, kolejne klamry, kolejne półki skalne.
Nie mogę sobie wyobrazić, że są ludzie, którzy wychodzą w góry zimą. Albo tego, że wychodzą z opresji, kiedy łapie ich na szlaku burza i deszcz. Wystarczy przecież chwila nieuwagi...
Czasami nawet uwaga to za mało. Na Zawracie widzieliśmy akcję ratunkową turysty, który zasłabł schodząc do Czarnego Stawu Gąsienicowego. TOPR-owcy wykonali kawał dobrej roboty, ale niestety ranny zmarł wieczorem w szpitalu.



Dolina Pięciu Stawów.


Siklawa w Dolinie Roztoki.

ZDJĘCIA: Ja i Maciej
Tydzień w Tatrach wystarczył żebym złapała bakcyla. Ciągle jestem pod ich wrażeniem, powrót jest nieunikniony. Przez kilka dni zobaczyłam i doświadczyłam więcej, niż chciałam. Od wielkiego rozczarowania i nieudanej próby zdobycia Kościelca. Przez chill przy Czarnym Stawie. Po zachwyt i oburzenie w drodze na Morskie Oko.
Nadziwić się nie mogłam kilkuletnim szkrabom, które ten 9 kilometrowy dystans pokonywały z uśmiechem na twarzy. Nadziwić się też nie mogłam ludziom, którzy, żeby "pokonać" ten sam odcinek, bez skrupułów wsiadali do przeładowanych wozów. Każdy ciągnęły dwa cierpiące konie. Masakryczny widok. Btw. polecam Wam polubienie profilu: Ratujmy konie z Morskiego Oka i dołączenie do: Na Morskie Oko chodzę piechotą!
Najwięcej emocji przyniosła wędrówka na Świnicę. Cenna lekcja pokory i szacunku - do gór i do życia z jednej strony. Z drugiej niezapomniana wyprawa, która obudziła we mnie pasję do wspinaczki. Już układam w głowie kolejne trasy i wyjazdy. Zatem do zobaczenia Tatry.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



