Tydzień temu miałam okazję pierwszy raz w życiu żeglować :) W ramach przedmiotu Turystyka Aktywna Na Wodzie wybraliśmy się do Pławniowic niedaleko Gliwic. Zapoznaliśmy się z podstawami żeglugi i nazewnictwem. Muszę przyznać, że miny mieliśmy nietęgie, gdy prowadzący z nazw żagli przeszedł na nazwy sznurków. Potem zaczęły się komendy i odpowiedzi na nie.
- Prawy foka szot wybieraj!
- Jest prawy foka szot wybieraj!
:)
Zupełnie jak w wojsku. Nie umieliśmy się z tym uporać bo o ile polecenia wykonywaliśmy szybko to jednocześnie sterować żaglem i odpowiadać na komendę to już nas przerosło :) Kapitan najwyraźniej to zrozumiał bo akceptował tylko odpowiedź "jest!" xD
Pogoda nam dopisała - to znaczy był umiarkowany wiatr. Akurat na pierwszą lekcję :) Gorzej z temperaturą. Dobrze, że zdecydowałam się na zimową kurtkę. Co prawda kapok ledwie się na niej zapiął, ale przynajmniej się nie przeziębiłam. 10 stopni na wodzie to nie to samo co 10 stopni w mieście.
Miałam nawet przyjemność jakieś 15 minut posterować żaglówką. Na polecenie "Sternik ostrz!" nie pomyliłam kierunków jak pozostali :) Kapitan był ze mnie bardzo zadowolony :) Bo szczególnie dziewczyny miały problem z tym, że ster przekręcony w prawo skręca żaglówkę w lewo :) A ja robiłam trudniejszy zwrot przez rufę :)
W sumie spędziliśmy 4,5 godziny na wodzie z małą przerwą na grilla :) Nasi koledzy, którzy tego samego dnia wybrali rafting (można się było zdecydować na jedną z opcji) nieźle się napracowali. No i nie zazdroszczę im wchodzenia do wody przy takiej temperaturze :)
Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na żagle iw przyszłym roku pojadę na tydzień na Mazury, aby się szkolić. Gdybyśmy jeszcze się dogadali z zainteresowanymi i wypływali więcej godzin to mielibyśmy okazję podejść do egzaminu i dostać patent żeglarski :)
Tak więc...
Lewy grota szot luz! :)