Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.
Sprawozdanie z ostatnich dwóch tygodni 2.
Zobacz oryginał pon., 02/11/2015 - 07:23Są! Wreszcie! Minimalne, ale jednak. Niewidoczne gołym okiem, ale całkiem namacalne. W końcu ani waga ani miara nie kłamią, co?
*Niestety jestem osobą, która woli dołożyć sobie dodatkowy wycisk niż odjąć sobie od ust. Aczkolwiek ze słodko-słonych przekąsek niemalże praktycznie zrezygnowałam (ta piątkowa drożdżówka z makiem się nie liczy). Efektem tego jest rozmnożenie się kwadracików w moim dzienniczku aktywności na tejże przydatnej stronce.
*Tak, odkurzyłam moje płyty z Ewą Chodakowską. I co? I tak musiałam posiłkować się jutubem, bo chyba nieco spróchniały stojąc nieodkurzane na półce. Jadę popularny skalpel - nie wiedziałam, że to skalpel. Na płytce było napisane, że dla początkujących - to odpaliłam. Nigdy nie lubiłam tego typu ćwiczeń, mimo, że zawsze uważałam się za wysportowaną osobę tego typu skłony, siady sprawiały mi trudności. Ewka zapowiada pierwsze efekty po miesiącu. Hmmm, pożyjemy, zobaczymy. Tak się tylko zastanawiam ile czasu mam ten skalpel ćwiczyć. Napisałabym do Ewki na fejsie, ale się wstydzę :D.
*W piątek podjęłam jedną z najbardziej dramatycznych decyzji w moim życiu, rezygnuję z pepsi. Idąc za ciosem zakupiłam dwie butle wody mineralnej i sok do rozcieńczania (nie dla mnie, dla męża). W sobotę znalazłam promocję na Pepsi...
*Kilometraż uznaję za wysoce satysfakcjonujący. Ostatecznie ustaliłam sobie pętlę wokół mojego miasta i przez najbliższe dwa tygodnie będę kręcić po niej pojedyncze rundki. Podsumowując miesiąc październik, przebiegłam prawie 72 km :)
Jak widać, moja pętla to sam asfalt, biegam obwodnicą, chodnikami, wzdłuż ścieżek rowerowych. Niestety nie mamy lasku z przyjemniejszym podłożem, ładniejszymi widokami, świeżym powietrzem. Parki są zbyt małe, aby "kręcić na nich poważne kilometry".
*Jak już wiecie z poprzedniego wpisu, na zjeździe nie oparłam się kuszącej propozycji Mc Donalds. Zjadłam BigMaca, dwa cheeseburgery i dwa kurczakburgery w 3 rundach. Jednak mimo wszystko uznam to za minimalny sukces - kiedyś musiałabym zjeść 4, a nie 2 kanapki na jednym posiedzeniu. Tak czy siak, trzeba jakoś lepiej ogarnąć się w czasie, kiedy z matki i pani kuchni przeistaczam się w prawie beztroskiego studenta zaocznego.
*Waga w końcu drgnęła - było 74 i pół, dzisiaj rano 73,3. Centymetry także minimalnie poleciały, w udku, w bicolu, w pasie. Hmm, no może nie centymetry a milimetry. Ale każdy efekt cieszy. Najgorzej w miejscu, które ja określam jako "brzuch" mniej więcej na wysokości pępka. Niżej niż talia, wyżej niż biodra. Tam niestety nic się nie dzieje.
A teraz uciekam na trening (godzina 6:57 kiedy piszę te słowa) - nie, nie, nie wstałam wcześniej specjalnie po to by naginać kolejne kilometry. Chcę ukradkiem wskoczyć do lumpa (bo jest po drodze) i muszę zarejestrować Piotrusia do kontrolę, moje biedne dzieciątko ma katarek. Kurcze, czy w Waszych przychodniach też ciężko się dodzwonić?
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.






