Słodki burgund o gorzkim smaku (albo odwrotnie).
Zobacz oryginał pt., 15/02/2013 - 01:32
Walentynki to dzień, który w sumie nie różni się niczym od pozostałych dni. Wiele osób ich nie uznaje, uważa że są głupie i złe. Ja, mimo że nie jestem zakochana, uważam ten dzień za całkiem przyjemny, miły i ogólnie pozytywny. W ogóle z tego co pamiętam, rzadko kiedy byłam zakochana w walentynki właśnie. Choć kochliwa była ze mnie bestia... Jak już wcześniej wspominałam - w ten dzień raczej bałam się wyznań od osób, od których raczej wolałabym ich nie słyszeć. W tym roku nikt nie wyskoczył przed szereg, za co serdecznie, pięknie, ogromnie i walentynkowo dziękuję. Może być nawet różowo-czerwono z serduszkiem! Dziękuję, że nie musiało mi być głupio... Poza tym zwyczajna, codzienna plątanina czynności i zdarzeń. Radość z tego, że dostałam w moim kiosku Harper's Bazaar. Kawałek przepysznego ciasta. Kilka przyjemnych chwil rozmowy z osobami, których dawno nie widziałam. Garść wspomnień. Kop, później drugi. Mocne, dosyć bolesne, ale przecież nie mogło być do końca cukierkowo! Nigdy nie jest. Nawet w moich Historiach miłosnych, które właśnie czytam...
Długa litania imion na M. Oraz inne litery alfabetu. Jednoczesność. Nakładanie się. Nie ma sensu tego opowiadać. To samo, nie tak samo. Ale tak jakby. Historie miłosne? Jakie historie? Nie ma żadnych historii. Ciągle to samo, opowieść jest jedna, tyle że rozwidlająca się, poplątana, okrutna bajka, pełna zaczynających się pobocznych wątków. Bohaterów, którzy się pojawiają i znikają ze sceny. Wszystko jedno, komu to się zdarza. (...) Zakończenia brak. I to dopiero jest historia!
- Historie miłosne
Anna Nasiłowska
Tyle w temacie. Fragment, który podpasował. Nawet ta litania imion na M. Czy te imiona są najpopularniejsze? Kilka innych liter. A jakże! Ale wystarczy, koniec z historiami miłosnymi. Nie pora na nie. Kiedyś do nich wrócę. Prawdopodobnie.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



