Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar
Więc jak już szaleć, to szaleć - tak sobie pomyślałam.
Zaraz deszcze, pluchy i zamiecie - nie ma na co czekać.
Postanowiłam wreszcie pokazać trochę świata mojemu wielkiemu naszyjnikowi, który jakiś już czas temu otrzymałam od Happiness Boutique.
No i jego światu zaprezentować, bo w sumie Mar z biżuterią jakąkolwiek na szyi, to nie jest widok dość częsty.
Leżał tak sobie biedaczek w pięknym, zdobnym pudełku, w którym do mnie przyjechał i dusił się tam, usychał w samotności.
A że właśnie w typowo klimatem boho inspirowanych połączeniach go sobie umarzyłam, to nie szło go tu nie dodać :)
To jest bardzo ładny naszyjnik.
Trochę się bałam, czy mi się czasem nie zechce zrywać - bo te wszystkie dyndające na nim pierdółki, to dosyć ciężkie są.
Ale nie - daje radę.
Przynajmniej póki co.
Na żywo prezentuje się nieco lepiej - w dniu, w którym robiliśmy zdjęcia słońce świeciło dość mocno i odbijało nam się w tych jego łańcuszkach i przywieszkach.
Wskutek tego bardzo zlewał się z bluzką.
Raptem jedno zdjęcie wyszło nam w miarę takie, że dobrze się od niej odcinał.
Nie przewidziałam tego, prognozy pogody wieściły nieco większe zachmurzenie.
Ale taka już dola szafiarki - wiatr w oczy, włos w zęby, kamień pod obcas, a słońce w naszyjnik...
Ale że intensywnie (bardzo intensywnie, jak na jesień) dające po oczach słońce wygoniło nas w poszukiwanie jakiegoś cienia, to tylko plus - odkryłam dzięki temu alejki z nieco grubszą warstwą opadłego i rudego odpowiednio listowia!
Nawet nie wiecie, jak się cieszyłam!
Z tego szczęścia, to już nawet gotowa byłam się w tych upragnionych liściach wytarzać ;P
Przed tym pomysłem powstrzymała mnie tylko wizja późniejszego odplamiania bluzki ;P
Także - na paru, bo na paru, ale na jakichś zdjęciach nieco tego, co chciałam mam ;P
Kapelusz - H&M
Lenonki - no name
Naszyjnik - Happiness Boutique
Bluzka - H&M
Spodnie - SammyDress.com
Worek - H&M
Botki - Vices
I jeszcze jesienna portretówka, Proszę Państwa - bo portretówka zawsze spoko!
W ogóle - upraszam wszystkich czytających mnie o to, żeby trzymali za mnie kciuki w najbliższy czwartek.
Tak, tak - dobrze pamiętacie!
Obrona - wreszcie Mar zakończy tę swoją logopedyczną edukację.
Widzę tego jeden minus w kontekście bloga - trzeba sobie będzie inny opis w panelu bocznym stworzyć :/
A ja taaaak nie lubięęę tu czegokolwiek musieć zmieniać ;P
W każdym razie - trzymajcie te kciuki.
I nie dlatego, że zachodzi obawa, iż zaniemówię (oj, ale by się rodzina i znajomi cieszyli, gdyby coś takiego mi się przytrafiło ;P), a że znając mnie zaśpię, spóźnię się albo zamiast dowieźć poczęstunek dla Komisji... spałaszuję go w tramwaju.
Z roztargnienia, powtarzając sobie materiał.
Ściskam mocno!
Wasza Mar.
Rudości, jesień i boho
Zobacz oryginał sob., 10/10/2015 - 11:32Trochę jestem zła. Piękny mieliśmy wrzesień, piękny także był początek października - i nawet te obecne dni są piękne, choć czuć w powietrzu niepokojący bardzo chłód.Taki... zimowy. Ale gdzie, pytam, gdzie się podziała typowa, ruda jesień? No gdzie?
Ja tam nie wiem, może u mnie wszystko jest dziwne i inne i mieszkam w jakimś miejscu, w którym zakrzywia się czasoprzestrzeń, ale tych kilogramów żółtych, czerwonych i pomarańczowych liści, które zawsze o tej porze zalegały na trawnikach i chodnikach... ja w tym roku nie odnotowałam.
Owszem, jakieś tam liście są.
Leżą sobie - zwłaszcza w parkach.
Jedna, smutna warstewka.
Większość jest jeszcze teraz nawet nieprzyzwoicie zielona!
Leżą sobie - zwłaszcza w parkach.
Jedna, smutna warstewka.
Większość jest jeszcze teraz nawet nieprzyzwoicie zielona!
Może dlatego, że wrzesień i sierpień były tak ciepłe, że przyroda nie miała czasu się w tych wszystkich zmianach połapać - no wiecie: drzewa się po prostu nie zorientowały, że już pora.
Albo jakoś tak.
Słaby ze mnie botanik.
W czasach, w których uczyłam się biologii zawsze bardziej interesowały mnie anatomia z genetyką, niż te wszystkie nago- i okrytonasienne.
Wierzę jednak, że w tej mojej teorii tkwi ziarno prawdy.
A ja tak chciałam mieć piękne zdjęcia w liściach!
Nie, żeby jakieś tarzane.
Nie, nie.
Zbyt mocno wszystkich przyczajonych na ziemi i w runie leśnym brudów i bakterii się boję - co to, to nie.
Ale na tle jakichś chociaż!
Na tle takiej wieeeeelkiej liści kupy!
Na tle takiej wieeeeelkiej liści kupy!
Uwielbiam jesienny klimat zdjęć - właśnie za tę piękną ich kolorystykę.
Postanowiłam więc, że nie poddam się - nie ma rudości naturalnej, to chociaż strojem ją do zdjęć wprowadzę.
A co!
Wygrzebałam do tego celu rzeczy, które noszę nie tylko jesienią, ale jesienią najchętniej do nich wracam - moje rude botki i rudy worek.
Żeby rudości nie było nie było tu mało, to do całości dołożyłam mój całkiem nowy nabytek, bo z końcem wyprzedaży w internetowym sklepie H&M'u wypatrzony - bluzkę.
Tak po prawdzie, to rudości się na niej na żywo nie uświadczy.
Ale na zdjęciach ta jej część wzorów, która w rzeczywistości jest żółta wypada rudo właśnie.
Wybór spodni wydawał mi się oczywisty - tak, jak uwielbiam czerń, tak nigdy jakoś do końca nie grała mi ona dobrze z rudością.
Dżinsy - oczywiście, że dżinsy!
Koniecznie te z wysokim stanem - moja chińska perełka ;)
Nadal jest to jedyna rzecz z chińskiego sklepu, jaką mam - ostatnio próbowałam tą drogą nabyć kamizelkę.
No, fajna przyjechała, fajna... w najmniejszym dostępnym rozmiarze, a wielka, jak na słonia.
Dalszych prób zaopatrywania się w tych przybytkach poniecham :)
Wygrzebałam do tego celu rzeczy, które noszę nie tylko jesienią, ale jesienią najchętniej do nich wracam - moje rude botki i rudy worek.
Żeby rudości nie było nie było tu mało, to do całości dołożyłam mój całkiem nowy nabytek, bo z końcem wyprzedaży w internetowym sklepie H&M'u wypatrzony - bluzkę.
Tak po prawdzie, to rudości się na niej na żywo nie uświadczy.
Ale na zdjęciach ta jej część wzorów, która w rzeczywistości jest żółta wypada rudo właśnie.
Wybór spodni wydawał mi się oczywisty - tak, jak uwielbiam czerń, tak nigdy jakoś do końca nie grała mi ona dobrze z rudością.
Dżinsy - oczywiście, że dżinsy!
Koniecznie te z wysokim stanem - moja chińska perełka ;)
Nadal jest to jedyna rzecz z chińskiego sklepu, jaką mam - ostatnio próbowałam tą drogą nabyć kamizelkę.
No, fajna przyjechała, fajna... w najmniejszym dostępnym rozmiarze, a wielka, jak na słonia.
Dalszych prób zaopatrywania się w tych przybytkach poniecham :)
Jak przyszło do dobierania reszty dodatków, to okazało się, że jestem bardziej konsekwentna, niż myślałam - wcale tego nie planowałam, ale jak na nos włożyłam lenonki, a na głowę fedorę, to wyszło mi z tego całkiem, całkiem rasowe boho ;)
Więc jak już szaleć, to szaleć - tak sobie pomyślałam.
Zaraz deszcze, pluchy i zamiecie - nie ma na co czekać.
Postanowiłam wreszcie pokazać trochę świata mojemu wielkiemu naszyjnikowi, który jakiś już czas temu otrzymałam od Happiness Boutique.
No i jego światu zaprezentować, bo w sumie Mar z biżuterią jakąkolwiek na szyi, to nie jest widok dość częsty.
Leżał tak sobie biedaczek w pięknym, zdobnym pudełku, w którym do mnie przyjechał i dusił się tam, usychał w samotności.
A że właśnie w typowo klimatem boho inspirowanych połączeniach go sobie umarzyłam, to nie szło go tu nie dodać :)
To jest bardzo ładny naszyjnik.
Trochę się bałam, czy mi się czasem nie zechce zrywać - bo te wszystkie dyndające na nim pierdółki, to dosyć ciężkie są.
Ale nie - daje radę.
Przynajmniej póki co.
Na żywo prezentuje się nieco lepiej - w dniu, w którym robiliśmy zdjęcia słońce świeciło dość mocno i odbijało nam się w tych jego łańcuszkach i przywieszkach.
Wskutek tego bardzo zlewał się z bluzką.
Raptem jedno zdjęcie wyszło nam w miarę takie, że dobrze się od niej odcinał.
Nie przewidziałam tego, prognozy pogody wieściły nieco większe zachmurzenie.
Ale taka już dola szafiarki - wiatr w oczy, włos w zęby, kamień pod obcas, a słońce w naszyjnik...
Ale że intensywnie (bardzo intensywnie, jak na jesień) dające po oczach słońce wygoniło nas w poszukiwanie jakiegoś cienia, to tylko plus - odkryłam dzięki temu alejki z nieco grubszą warstwą opadłego i rudego odpowiednio listowia!
Nawet nie wiecie, jak się cieszyłam!
Z tego szczęścia, to już nawet gotowa byłam się w tych upragnionych liściach wytarzać ;P
Przed tym pomysłem powstrzymała mnie tylko wizja późniejszego odplamiania bluzki ;P
Także - na paru, bo na paru, ale na jakichś zdjęciach nieco tego, co chciałam mam ;P
Kapelusz - H&M
Lenonki - no name
Naszyjnik - Happiness Boutique
Bluzka - H&M
Spodnie - SammyDress.com
Worek - H&M
Botki - Vices
I jeszcze jesienna portretówka, Proszę Państwa - bo portretówka zawsze spoko!
W ogóle - upraszam wszystkich czytających mnie o to, żeby trzymali za mnie kciuki w najbliższy czwartek.
Tak, tak - dobrze pamiętacie!
Obrona - wreszcie Mar zakończy tę swoją logopedyczną edukację.
Widzę tego jeden minus w kontekście bloga - trzeba sobie będzie inny opis w panelu bocznym stworzyć :/
A ja taaaak nie lubięęę tu czegokolwiek musieć zmieniać ;P
W każdym razie - trzymajcie te kciuki.
I nie dlatego, że zachodzi obawa, iż zaniemówię (oj, ale by się rodzina i znajomi cieszyli, gdyby coś takiego mi się przytrafiło ;P), a że znając mnie zaśpię, spóźnię się albo zamiast dowieźć poczęstunek dla Komisji... spałaszuję go w tramwaju.
Z roztargnienia, powtarzając sobie materiał.
Ściskam mocno!
Wasza Mar.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.




















