Relacja z pierwszej samodzielnej wycieczki w góry.
Zobacz oryginał pon., 20/08/2012 - 22:42
Miałam isc z rodzicami w góry, ale wybrałam się na zakupy. Miałam to nadrobić następnego dnia ale była brzydka pogoda, więc dzisiaj to zrobiłam. Sama. Wstałam w bojowym nastroju zdobycia Błatniej, bo do Szyndzielni sama bym raczej nie doszła :P Wyszłam o ok 11. 30 z kijkami i plecakiem a w nim: 2 nektarynki, baton Fitness truskawkowy, guma, cukierek lizak i woda, słuchawki, MP3, aparat, chusteczki i okulary przeciwsłoneczne.
Założyłam 2 pary skarpetek, bo z tego co pamiętam to mnie buty obcierały. Na Palenicę wchodzę bez szlaku. Zaskoczeniem dla mnie były litery 'W' na drzewach. Nie wiedziałam co one znaczą. Pierwszy szczyt zdobyłam w ok. 40 minut. Padłam na
ziemię i zjadłam pierwszą nekratynkę, która nieco mi się poobijała.
Następny cel: Błatnia ze schroniskiem. W końcu dowiaduję się co oznacza tajemnicze 'W'- szlak Witolda o,O.
Dochodzę do rozdzielenia dróg. Wybieram prawą. Mijam znak do Kościółka polnego z XVIIIw. Od dłuższego czasu nie widzę szlaku.
Dycyduję się przeciąć trasę na wskroś. Dochodzę do ogrodzenia w lesie [!]. Czyżbym się zgubiła? Cofam się nieco i w końcu dochodzę do porzuconej przeze mnie ścieżki. Tylko trochę stopy odrapałam.
Znów rozwidlenie. Tym razem wybieram prawidłowe.
W drodze spotykam dzieci które ze zdziwieniem odpowiadają na moje 'cześć'. Ich rodziców pytam o odległośc- 114m pod górę.
już niedaleko. Wyczerpana ciągnę w górę. W końcu schronisko!
Padam na leżącą w cieniu ławkę. Karmię burczący brzuch ostatnią nekratynką i batonem. Z daleka dostrzebam długowłosego, który niestety pali papierosy..
Odpada.
Przychodzi kolejna banda kumpli. Jeden wyraźnie się jąka. Jestem na prawdę bardzo tolerancyjna, ale nie umiem rozmawiać z jąkającymi się ludzmi.. :<
Ojciec/wujek żegna sie ze mną a co za tym idzie potem długowłosy , choć dzieliła nas dość znaczna odległość.
Idę na łąkę i kładę się. Znacie to cudowne uciucie trawy pod stopami? Miodzio!
Czas na powrót. Jest 14. 55. Szybki kibelek, gdzie mijam długowłosego (który przecież wyszedł 15 minut wcześniej!). Daję głowę pod kran i moczę włosy.
Ociekam wodą. Biorę wodę do płukania na dalszą drogę. Zchodzę żółtym szlakiem. po drodze spotykam znajomą, której się nie spodziewałam ;O
Moje lekko przetarte piety coraz bardziej dają o sobie znak. Plaster nic nie dał.
Gdy już wchodzę na dobrze znaną ulicę zdejmuję trapery i wędruję boso.
Ludzie patrzą troche ze zdziwieniem, ale co tam. Odcinek krogi jest remontowany, a co za tym idzie obserwujący robotnicy....
Staram się ich szybko minąć, ale w tym momencie jeden kijek wypada mi z ręki. Jeden coś sie odzywa. Ale zbieram się i szybko zwiewam.
Zostało mi 0,5 km do domu. Włączam rozładowaną komórkę. No tak.. mama sie dobija,bo nie wie co się ze mna dzieje. Od razu odpisuje ze zaraz będę.
Dom, dom , DOM! Z pragnienia wypijam pozostałośc zimnego mleka w kartonie. Czas na zasłużony odpoczynek i umycie czornych nóg:)
Jeszcze 'świeża', nie zmęczona.
Na szczycie Palenicy. Charakterystyczne są występujące tam brzozy.
'Szlak Witolda' ! Ktoś musiał mieć niezły pomysł :P
W końcu schronisko!
aaaaaaach :)
Czas na powrót...
Zabawa perspektywą xD
bluzka- Terranova
Spodenki- NYer
Buty- decathlon
okulary- Stacja BP
A wy lubicie chodzić po górach? :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



