Ramoneska.
Zobacz oryginał wt., 28/04/2015 - 19:24Siedzę i nic. Pustka w głowie. To mi się niemal nie zdarza.
Gdyby chociaż mucha zjawiła się
Mogłabym ją zabić a później to opisać*
To może... właśnie o tym, że odkąd pamiętam, lubiłam pisać. Chyba bardziej niż czytać. Jako nastolatka czytałam zrywami, kilka książek potem długo, długo nic. Za to do "skrobania" mnie ciągnęło, bardzo.
Dziś z koleżanką w pracy taki miałam temat: twierdziłam, że dziewczynki, jeśli mają przywilej posiadania własnego pokoju, lubią w nim przebywać, wciąż sobie coś tam dłubią, siedzą przy biurku. Królestwo z panujacą mu grzeczną, pochyloną nad jakimś hobby królową. .
Ja mam syna i nie obserwuję takich zachowań. Ale przecież dziewczyny to inna sprawa.
Koleżanka mnie oświeciła, że wychowała dwie córki i w obu przypadkach zakup biurka okazał się wyrzuceniem kasy w błoto - każda w pokoju tylko spała.
Co????
Ja długie godziny przesiadywałam to nad zeszytem z cytatami, to nad pamiętnikiem, to zaś nad listem czy jakąś nowelką. Poziom tego się zmieniał wraz z wiekiem i moją ogólną dojrzałością, ale pasja pozostawała. Uwielbiałam cały ten proces, kiedy słowa wypływają spod mojej ręki, ułożone w mojej głowie. Zdarzało mi się być zaskoczoną własną inwencją;-)
W liceum dostałam pierwsze pióro wieczne. To była nobilitacja. Nagle pisanie dostało pewien rys wyjątkowości, a sam proces traktowałam ze swoistym namaszczeniem.
Były listy do chłopaków. Wstydzę się nawet przyznać, ile tego popełniłam.
Były pamiętniki.
Były listy do różnych redakcji, gdzie można było wygrać płytę czy zestaw kosmetyków.
Wciąż słowa.
Kiedy kupiliśmy z Riko mieszkanie, spakowałam różne bambetle, w tym pamiętniki, listy - te niewysłane i otrzymane jako odpowiedź od chłopaka x czy y.
Niedawno wszystko to dałam ojcu, żeby spalił w piecu.
No wiecie, co warto pamiętać, mam w głowie. Wszystkie te zapiski to była część mnie, ale już nie mam do tego sentymentu, który kazałby mi to trzymać w domu.
Przepraszam moją dawną miłość, że moja obecna jest pierwszą.
Zostawiłam tylko dzienniki, które pisałam, będąc w ciąży z Igorem. Wiele tam istotnych momentów, przemyśleń, wzruszeń.
I to było chyba ostatnie, co pisałam ręcznie.
Potem to już word, klawiatura i cały ten bezduszny komputer.
Moje pióro podarowałam synkowi.
A mnie marzy się jeszcze maszyna do pisania.
Ale pisać nadal lubię.
Zanim powstał ten blog, miałam epizod z blogiem czysto literackim. Dla dorosłych;-) Ha! Nadal jest w sieci;-)
Czasami też zdarza mi się dorabiać na pisaniu. Prócz srebrników mam z tego pewną przyjemność.
W ósmej klasie podstawówki wzięłam udział w konkursie. Opowiadania się pisało. Z języka polskiego byłam wcześniej przeciętnie dobra, ale ten konkurs dodał mi skrzydeł. Szłam jak burza, z etapu na etap coraz lepsza.
Wtedy zamarzyłam o polonistyce.
I po latach się spełniło.
Na filologii zbyt wiele się nie pisze, za to niemożliwie dużo czyta.
Pisarka już ze mnie nie będzie, ale chyba nigdy nie przestanę tego lubić... Dla siebie. Z wewnętrznej potrzeby.
No taaaa, miałam pustą głowę, a tu elaborat wyszedł. Bywa.
* słowa z piosenki Hey'a Teksański
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.














