Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

Róż i już!

Zobacz oryginał

Chyba się pospieszyłam, pisząc tydzień temu, że lato przyszło. 

Owszem, było sobie.
A potem odeszło.
Od mniej więcej tygodnia pogoda znowu jest nijaka, częściej pada, niż jest słonecznie.
Ale jest dość ciepło, co - szczerze mówiąc - do szczęścia mi wystarcza.

Od czasu do czasu jednak niebo się "przeciera" i znowu jest w miarę ładnie.
Słonecznie było chociażby w ubiegłą sobotę, kiedy to postanowiliśmy z Lechem ponowić próbę wypadu do domu jego rodziców - tym razem już nie na grilla co prawda, ale w celu miłego spędzenia popołudnia.

Jednak nie byłaby to "nasza" wyprawa, gdyby coś się nie przydarzyło :P
Ponieważ od początku byliśmy pewni, że jedziemy tam też po to, żeby zrobić jakieś zdjęcia, to Leszek postanowił, że tym razem będziemy robić je inaczej - bo z zewnętrzną lampą błyskową.
Efekty tej zabawy, jak możecie zobaczyć poniżej, wyszły świetne, ale co się działo w trakcie - ludzie, ludziska!
Nie zabraliśmy niczego do obciążania statywu z tą lampą nieszczęsną i rozpraszającą światło parasolką.
No i przewracało się nam to dziadostwo co i rusz, w efekcie czego parasolka... umarła :(

Szkoda, że w trakcie któregoś z upadków nie rąbnęła mnie w łeb.
Może wtedy bym zmądrzała....

*
Co zaś się tyczy ciuchów, które na sobie miałam, to w kwestii modeli i fasonów poszłam za zeszłopostowym ciosem ;)

Ten zestaw upatrzyłam sobie już jakiś czas temu, kiedy przypomniałam sobie, że w lutym kupiłam różową tunikę.
Albo i sukienkę, raczej.
Otóż tak - to różowe giezło, w które jestem okutana na zdjęciach jest w rzeczywistości długie, sięga mi kolan.
Ponieważ w sklepie wyglądało to fajnie, to brałam bez zastanowienia, bo kosztowało złotych dwadzieścia. Kiedy dotarłam do domu okazało się, że właściwie nie mam pomysłu jak to nosić, bo jako sukienkę trochę dziwnie (że biustonosz widać przez cienki materiał, to pal licho, ale że gacie?), a jako tunikę, to chyba tylko w spodnie wpuszczoną.
No i upchnęłam gdzieś w szafie, a potem o zakupie zapomniałam.

Całe szczęście, że odkopałam ;)

W dniu, kiedy dokonałam tych wiekopomnych wykopalisk miałam na sobie także te spodnie, które możecie "podziwiać" w tym poście. Szukałam w szafie czegoś, co mogłoby do nich pasować i wtedy wpadł mi w ręce wieszak z tą oto tuniką.
Jak zdjęłam tunikę z wieszaka i na grzbiet ją zarzuciłam, to coś mnie podkusiło, żeby spróbować zrobić z niej krótką bluzkę - odpinając dolne guziki i wiążąc.

No i udało się - wyglądało fajnie :)
 
*
Wylazłam tak na podbój Łodzi, a że nikt widząc mnie w głowę się nie pukał, to doszłam do wniosku, że chyba jest nieźle.
A potem postanowiłam i Wam się w tym pokazać ;)

*

Kiedy kupowałam "tunikę" bardzo spodobał mi się jej kolor - lubię pudrowe odcienie różu, bo ładnie kontrastują mi z kolorem włosów i skóry.

*
Druga rzecz, która mnie w niej urzekła, to szyfonowaty materiał - jak już dobrze wiecie: szyfon i wszelkie pokrewne mu materiały uwielbiam do szaleństwa :)

*

"Tunika" ma okrągły kołnierzyk, ale że ja i tak nie zapinam go pod szyją, to na zdjęciach tego raczej nie dojrzycie ;)
Spodnie są starsze od węgla - mają chyba cztery lata, nabyłam je na wyprzedaży w Bershce.
Spodobał mi się ich podwyższony stan.
Są wykonane z dżinsu solidnej jakości - pomimo kilku lat noszenia i wielu prań nie zmieniły kształtu ani koloru.
Wszelkie przetarcia i jaśniejsze plamy, jakie można (gdyby ktoś chciał) dojrzeć na nich, powstały z mojej winy - kilka razy wylądował na nich lakier do paznokci, więc musiałam potem trzeć je rozpuszczalnikami i acetonem ;P
Nie pytajcie, jak mi się udaje wylać lakier do paznokci na spodnie - po prostu, u mnie w domu na takie zaburzenia mówi się "graślatość" ;P

*

Lubię w tym modelu to, że ma krótszą niż w większości posiadanych przeze mnie spodni nogawkę. Taką za kostkę.
To chyba jedyne spodnie, jakie mam, którym nie muszę podwijać nogawek, żeby nie zabić się na ulicy ;P

Na dzień dzisiejszy spodnie, które fabrycznie mają rozmiar 32, czyli XXS (tak, udało mi się dostać spodnie w takim rozmiarze! pamiętam, że dumna byłam z siebie z tego powodu ^^) są na mnie za duże, co niestety widać trochę na zdjęciach.
Ale że nie do wszystkiego - jak do tej "tuniki" - pasuje mi zakładanie do nich paska, a poza tym większość pasków, jakie mam w szafie i tak ma za mało dziurek, to będziecie musieli jakoś to przeboleć ;P

Jeszcze w Sylwestra spodnie cisnęły mnie wierutnie!

Czyli - po raz kolejny jestem dumna z tego, że tak dużo schudłam ;)

*

W dzisiejszym poście chwalę się Wam też kilkoma nowościami, jakie ostatnio do mojej szafy trafiły.

*

Jedną z nich jest mała, czarna torebka z frędzlami.
Docelowo kupiłam ją do kapelusza z dużym rondem, który dobrze już znacie i czarnej sukienki maksi, jaką też ostatnimi czasy nabyłam.
Jednak okazało się, że i w innych zestawach wygląda dobrze ;).
Torebkę dorwałam na Allegro, dałam za nią 40 złotych.

*

Oprócz frędzli oczarowała mnie długim paskiem - uwielbiam długie paski przy torbach, torba bez paska to dla mnie nie torba ;P

Inna nowość to jeden z prezentów urodzinowych, jakie otrzymałam od moich towarzyszy studenckiej niedoli.
Niby drobiazg, a cieszy - mała, drobniutka bransoletka łańcuszkowa.
Z uroczą, czarną gwiazdką.
Dostałam ją od Kingi, którą serdecznie pozdrawiam.

*
Lubię takie pierdółki :)

Oczywiście - żeby bransoletka nie spadła mi z ręki musiałam trochę pokombinować z jej oczkami, ale sytuacja opanowana - można już nosić ;)

Ach, byłabym zapomniała o zegarkowym naszyjniku!
Kupiłam go w czasach, kiedy moda na zegarkowe naszyjniki była w pełni rozkwitu, po czym wrzuciłam go do szuflady, bo drażnił mnie jego długi łańcuszek.

*
Jakiś czas temu jednak przeprosiłam się z nim i próbuję od czasu do czasu pokazywać go światu, ale i na tych zdjęciach widać, że idzie mi to mozolnie - w połowie "sesji" zdjęłam dziada z szyi, bo to jego dyndanie drażniło mnie wielce ;P

*
Tunika - VILA (outlet)
Top - C&A
Spodnie - Bershka
Torebka - no name (Allegro)
Bransoletki - Sinsay/H&M
Naszyjnik - no name
Baleriny - H&M
Okulary - C&A

*
Jak widać - z okularami z poprzedniego posta ciągle nie mogę się rozstać ;P
Zakochaliśmy się z nimi w sobie ;P

*
Przepraszam Was bardzo, że tak długo czekaliście na tego posta.

Byłam zajęta uczeniem się wielce przydatnych logopedzie informacji, czyli.... tego, czym są obwiednie i co to jest częstotliwość fazowa.

Kolokwium z tej cholernej akustyki najprawdopodobniej położyłam, co bardzo komplikuje mi moje plany na czerwiec, bo istnieje spore prawdopodobieństwo, że w dniu, kiedy planowany jest termin poprawy tego dziadostwa będę w zupełnie innym mieście - i to na sali operacyjnej.

Coraz częściej żałuję, że póki byłam na polonistyce nie wzięłam kredytu studenckiego (z moją średnią ocen umorzono by mi ten kredyt, ale wtedy nie miałam o tym pojęcia) na zrobienie logopedii podyplomowo.

Dzienne studiowanie w tym kraju zakrawa z roku na rok coraz bardziej na kpinę.

Przedmiotów typowo logopedycznych mam pięć na krzyż, durności, które nic nie wnoszą - piętnaście.

*Ale... już nie narzekam! Przechodzę do rzeczy radosnych, a więc...

Dziękuję Wam serdecznie za wszystkie życzenia urodzinowe, jakie złożyliście mi pod poprzednim postem! Oby się spełniły!
Dziękuję Wam także za to, że jest Was już ze mną 101 - dokładnie tylu obserwatorów ma mój blog!
W najbliższym czasie postaram się wcielić w życie kiełkujący już we mnie od jakiegoś czasu pomysł założenia fanpejdża na fejsbuku - trzymajcie za mnie kciuki, żebym się nie rozmyśliła ;P

P.S. Prosto z bloga Jointy&Croissanty przywędrowała do mnie nominacja w/do (nie wiem, która forma jest poprawna ;P) Liebster award. Ja nikogo nominować nie zamierzam, ale odpowiedzieć, to chętnie odpowiem ;P

alt1.jpg

Dostałam takie pytania:

1) Dwie największe fobie i z którą z nich wolałabyś się zmierzyć?

Odp.: Boję się... muchomorów! Jeden się boi żaby, drugi szczura, ja - muchomorów. Oprócz muchomorów boję się wysokości. Zdecydowanie bardziej wolałabym wleźć na dach drapacza chmur, niż spotkać jesienią muchomora pod brzozą. Nie żartuję.

2) Ulubiona książka?

Odp.: Zbyt wiele mam ulubionych, by wybrać jedną. Te najbardziej lubiane - "Zasypie wszystko, zawieje" Odojewskiego, "Sól ziemi" Wittlina, "Początek" Szczypiorskiego i "Kronika wypadków miłosnych" Konwickiego. 

3) Największe faux pas w modzie, według Ciebie?

Odp.: Założenie ubrań podkreślających figurę, kiedy się jej nie ma...

4) Ulubione danie?

Odp.: Hot - dog ze Statoila ;P

5) Najzabawniejsza historia, jaka Ci się przydarzyła?

Odp.: Pomyliłam butik, do którego miałam iść na rozmowę kwalifikacyjną z innym, i to w tym innym mnie zatrudnili ;P 

6) Ulubiony kawałek muzyczny?

Odp.: "Whole Lotta Love" Led Zeppelin, "Fugazi" Marillion i "Learning To Fly" Pink Floyd

7) Co najbardziej drażni Cię w innych ludziach?

Odp.: Chamstwo i niesprawiedliwość

8) Ulubiona część garderoby?

Odp.: Spodnie - rurki

9) Trampki czy szpilki?

Odp.: Szpilki

10) Twoim zdaniem najpiękniejsze miasto świata?

Odp.: Petersburg

11) Ulubiony sport?

Odp.: Nie mam takiego, wcale a wcale nie interesuje mnie sport ;P


Pozdrawiam Was serdecznie,


Wasza Mar!


*

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.