Lista blogów » Neonowa Strzała
Ojcze Wszystkich Blogerek, mało co nie zbłądziłam i nie poszłam za masą. Chciałam (nawet bardzo!) nałożyć do tego zestawu płaszcz z ostatniego wpisu, czyli ten cukrowy różowy, który sprawia, że wyglądam w nim jak mała dziewczynka i w sumie nawet się tak nieco czuję. Chciałam, ale nie było go w szafie, a mając 3 minuty do autobusu (który kursuje z mojego osiedla wystarczająco rzadko, bym nie chciała się na niego spóźnić) musiałam szybko wybierać. Chwyciłam granatowy, pobiegłam do lustra (po remoncie lustro w wiatrołapie nie wróciło na miejsce i pozostało w tym pomieszczeniu jedynie takie "pocięte" na szafie). "Dobra, pasuje." pomyślałam, po czym poleciałam sprintem na autobus.
Okazje się, że wybór okazał się trafiony. Strzałka mierząca stan samopoczucia przekroczyła limit, a uśmiech towarzyszył mi cały dzień. I choć ciemne kolory, to nie do końca moi faworyci, to granat raz na jakiś czas dostaje przepustkę do "cudownego świata Oli" i spędza ze mną cały dzień. Dzięki temu, że dokonałam takiego wyboru o poranku, nie czytacie teraz zdania, które z pewnością znacie już na pamięć, po kilkukrotnym przeczytaniu go na innych blogach. Dla jasności jednak je przypomnę: "Połączyłam pudrowy róż z szarościami. Jest to przyjemne dla oka połączenie kolorystyczne. Aby nie wyszło zbyt słodko, złamałam cały zestaw czarnymi dodatkami - torebką i butami." (dobra, wyszły 3 zdania).
Ostatnio w mojej głowie dzieją się dziwne rzeczy. Wszędobylski minimalizm, który opanował świat, zaczyna opanowywać centrum dowodzenia moimi stylizacjami, czyli moją kreatywność. Nie jest dobrze mili Państwo. Pewnie 3 grosze dorzuca jeszcze zimowa pora, ale wykręcać się pogodą nie będę, choć te zdolności pewnie i ja mam gdzieś zapisane w szafiarskim DNA. Ale spokojnie, stuprocentową minimalistką nie będę, zawsze coś się znajdzie, co zaburzy ten idealny ład. Tym razem na pomoc przyszły buty (w końcu wpierw zwraca się uwagę na buty, wiem co mówię KLIK). Oczywiście zabawa długościami wciąż trwa. Kręcą mnie zestawy, na które mało kto by się zdecydował. Nic już na to nie poradzę. Po prostu lubię bawić się modą, nawet gdy czasem w efekcie końcowym wyglądam jak pajac, profesjonalniej rzecz ujmując fashion victim.
pudło
Zobacz oryginał czw., 15/01/2015 - 22:03 sukienka SoSimply | płaszcz Reserved | torebka Mango | buty Zara | czapka H&M
zdjęcia: FLAWLESS
Ojcze Wszystkich Blogerek, mało co nie zbłądziłam i nie poszłam za masą. Chciałam (nawet bardzo!) nałożyć do tego zestawu płaszcz z ostatniego wpisu, czyli ten cukrowy różowy, który sprawia, że wyglądam w nim jak mała dziewczynka i w sumie nawet się tak nieco czuję. Chciałam, ale nie było go w szafie, a mając 3 minuty do autobusu (który kursuje z mojego osiedla wystarczająco rzadko, bym nie chciała się na niego spóźnić) musiałam szybko wybierać. Chwyciłam granatowy, pobiegłam do lustra (po remoncie lustro w wiatrołapie nie wróciło na miejsce i pozostało w tym pomieszczeniu jedynie takie "pocięte" na szafie). "Dobra, pasuje." pomyślałam, po czym poleciałam sprintem na autobus.
Okazje się, że wybór okazał się trafiony. Strzałka mierząca stan samopoczucia przekroczyła limit, a uśmiech towarzyszył mi cały dzień. I choć ciemne kolory, to nie do końca moi faworyci, to granat raz na jakiś czas dostaje przepustkę do "cudownego świata Oli" i spędza ze mną cały dzień. Dzięki temu, że dokonałam takiego wyboru o poranku, nie czytacie teraz zdania, które z pewnością znacie już na pamięć, po kilkukrotnym przeczytaniu go na innych blogach. Dla jasności jednak je przypomnę: "Połączyłam pudrowy róż z szarościami. Jest to przyjemne dla oka połączenie kolorystyczne. Aby nie wyszło zbyt słodko, złamałam cały zestaw czarnymi dodatkami - torebką i butami." (dobra, wyszły 3 zdania).
Ostatnio w mojej głowie dzieją się dziwne rzeczy. Wszędobylski minimalizm, który opanował świat, zaczyna opanowywać centrum dowodzenia moimi stylizacjami, czyli moją kreatywność. Nie jest dobrze mili Państwo. Pewnie 3 grosze dorzuca jeszcze zimowa pora, ale wykręcać się pogodą nie będę, choć te zdolności pewnie i ja mam gdzieś zapisane w szafiarskim DNA. Ale spokojnie, stuprocentową minimalistką nie będę, zawsze coś się znajdzie, co zaburzy ten idealny ład. Tym razem na pomoc przyszły buty (w końcu wpierw zwraca się uwagę na buty, wiem co mówię KLIK). Oczywiście zabawa długościami wciąż trwa. Kręcą mnie zestawy, na które mało kto by się zdecydował. Nic już na to nie poradzę. Po prostu lubię bawić się modą, nawet gdy czasem w efekcie końcowym wyglądam jak pajac, profesjonalniej rzecz ujmując fashion victim.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.










