Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.

Pułapki internetowych zakupów.

Zobacz oryginał
Moim pierwszym internetowym zakupem była książka przygotowująca do matury z historii (przy okazji życzę powodzenia wszystkim tegorocznym maturzystom). Zamówiłam ją na stronie Operonu, wpisałam imię, nazwisko, adres, wybrałam opcję za pobraniem i... zupełnie o tym zapomniałam. Szczerze, średnio wierzyłam, że internet może zastąpić sklep stacjonarny oraz, że książka faktycznie dotrze do mnie, przyniesiona przez kuriera pod same drzwi. Jakież było moje zdziwienie kiedy doręczyciel faktycznie wdrapał się na trzecie piętro i wręczył mi zamówioną przesyłkę. Dobrze, że miałam przy sobie gotówkę (w wieku maturalnym nie miałam zbyt wiele swojej kasy). Sporo czasu minęło, maturę z historii zdałam dosyć przyzwoicie, książka wypełniła swoją edukacyjną misję.


Internet, a raczej sklepy i portale trudniące się sprzedażą online, z upływem lat stały się jedną (zaraz obok SH) z moich ulubionych form zakupowych. Chyba nie będzie też niespodzianką, że towarem najczęściej przeze mnie zamawianym są ubrania, buty i torebki. Chociaż gdybym masowo kupowała książki, wpis nie miałby racji bytu, bo jednak książka to książka, co jedyne to może się treść nie spodobać, a na to wpływu sprzedający absolutnie nie ma. Za to szczególną ostrożność trzeba zachować przy kupowaniu części garderoby i używanych przedmiotów, głównie sprzętu rtv i agd, rowerów, wózków i generalnie wszystkiego czego nie możemy dotknąć i przetestować.
Chociaż ja i tak nacięłam się przy kupnie używanego roweru, przepłaciłam sporo, a miałam nawet okazję się nim przejechać (ale to już mam nauczkę, że po taki sprzęt trzeba wybrać się z kimś kto się zna).

Internet kusi, przynajmniej mnie, niemiłosiernie. Wydaje mi się, że gdyby nie sklepy online, miałabym całkiem sporo grubszy portfel (lub okazalszy wyciąg z konta). Ruszać z kanapy tyłka nie trzeba, a nowe buty same do mnie przybędą. Niestety raz na jakiś czas transakcja nie do końca mnie satysfakcjonuje, bo jak to w zwykłym świecie, tak i w internecie czyha na nas wiele pułapek.

Przede wszystkim przy zakupach kieruję się ceną, jakości nie sprawdzę bez dokładnego obmacania towaru, więc pozostaje mi bazować właśnie na niej. Trafia się jakiś rabacik, minus 30%, zamawiam buty (po standardowej cenie bym się nie skusiła), przychodzą, oczy mi błyszczą niczym gwiazdy na niebie, wkładam stopę delikatnie, ale zamiast przez chwilę być niczym Kopciuszek, czuję się raczej jak jedna z jej okropnych sióstr. But jest za mały, za ciasny, tragedia. Oczywiście wymiana jest możliwa, ALE. Przeważnie polega ona na tym, że towar muszę odesłać (na swój koszt oczywiście) i ponownie zamówić ten model w większym rozmiarze (a promocja się skończyła) i ponownie zapłacić za przesyłkę. Cena butów nagle wzrasta dwukrotnie. 

Generalnie mamy prawo do rezygnacji z zakupu, gdy towar nam nie odpowiada. Jednak zawsze musimy ponieść dodatkowe koszty. Czy jest to sprawiedliwe? Moim zdaniem nie. Koszt powinien być dzielony po połowie, bo przecież sprzedający także na wysyłce zarabia (ostatnio wysyłałam ponad 2 kg ubrań, paczką priorytetową i zapłaciłam 14,50 zł) poprzez zawyżenie jej kosztów, bądź tak często korzysta z usług poczty, kuriera czy paczkomatów, że ma z nimi podpisaną umowę, na stałą niższą kwotę.

Wszędobylskie podróbki, królujące na allegro. Łatwo się naciąć, gdy niedokładnie czytamy opis aukcji, a przesyłka jest podejrzanie droga. Nie każdy z chęcią poinformuje, że paczka będzie nadana z odległego azjatyckiego kraju.

Nieuczciwy kontrahent. Niekoniecznie mam tu na myśli kogoś kto weźmie kasę a towaru nam nie wyśle. Niejednokrotnie sprzedawcy nie chce się dokładnie zmierzyć wkładki buta (w ten sposób kupiłam buty, których wkładka ma 27 cm, ale pan twardo twierdził, że jest to jednak 26 cm, no chyba że posiadamy inne miary). O sytuacjach gdzie ktoś zamawia telefon, a dostaje w opakowaniu coś innego już nie wspomnę, szczęśliwie mnie taka sytuacja nie spotkała.

Zachłanny sprzedawca. W jednym z ostatnich postów wspominałam o tym, że w internecie możemy kupić rzeczy z aktualnych kolekcji znacznie taniej. To prawda, ale równie dobrze, z braku wiedzy, możemy przepłacić. Spodobały mi się sandały na stronie Bershki, dostępne tylko w Krakowie i Warszawie. Postanowiłam poszperać na allegro. A tam cena 60 zł wyższa... Nie jest to dla mnie zrozumiałe, gdyż Bershka prowadzi sprzedaż internetową... Podobnie rzecz ma się z sandałami z H&M, pewna pani na allegro proponuje cenę 129 zł, a w sklepie kupiłam je za 79,90 zł. Uważajmy na naciągaczy!

Zakupy w każdej postaci do przyjemność, plusem tych internetowych jest wygoda. Pamiętajmy jednak, żeby zawsze kierować się rozsądkiem i ostrożnością.

1.jpg


2s.jpg


3.jpg


4.jpg


5.jpg


6.jpg


7.jpg


8.jpg

Żakiet SH ok 10 zł
Torebka SH River Island ok 12 zł
Sukienka SH Atmosphere 8 zł
Buty SH Allegro 59 zł
Okulary SH 10 zł

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.