Lista blogów » Feel The Beauty

Przedłużanie rzęs, metoda 1:1 - zalety i wady

Zobacz oryginał
Witajcie,

Która z nas nie marzy o pięknych, długich rzęsach. Dziewczyny często decydują się na zabieg przedłużania przed wyjątkowymi okazjami, ale coraz częściej dopełniają je regularnie. Sama od jakiegoś czasu miałam ochotę na taką zmianę. Długo się wahałam, ale należę do takich osób, które jeśli nie zrobią czegoś od razu to z pewnością zrobią to później. Więc w końcu zdecydowałam się na przedłużanie rzęs metodą 1:1. Czy żałuję?

rzesy%2B2.jpg



Przedłużanie rzęs ma z pewnością zalety, ale także i wady. Ale może zacznijmy od zalet:

Przede wszystkim nie trzeba tracić czasu na ich malowanie i zmywanie, czego osobiście bardzo nie lubię. Do tego zwłaszcza zimą często chodzimy z rozmazanym tuszem pod oczami, a mając sztuczne możemy zapomnieć o tym problemie. Dużą zaletą, zwłaszcza dla dziewczyn z rzęsami prostymi jak drut jest to, że rzęsy są cały dzień podkręcone i żadna zalotka nie jest już potrzebna. Rzęsy z mocniejszym skrętem są dobrym rozwiązaniem także dla osób z opadającymi powiekami. Ja niestety takie posiadam, a rzęsy pozwoliły mi je trochę zakryć.

Ale jak mówiłam, takie rzęsy to nie tylko same plusy. Jakiś tydzień po zabiegu mimo codziennego przeczesywania rzęs, stały się one niesforne, nie zawsze chciały się układać, a po wstaniu były powyginane na różne strony. Jeśli chodzi o wypadanie to nie zawsze rzęsa wypadała ''normalnie''. Często odklejała się w połowie i wisiała w poprzek na innych, a kiedy chciałam ją wyciągnąć nie było to możliwe. Nie muszę mówić, że nie wyglądało to zbyt ładnie. Jest jeszcze jedna sprawa, o której muszę wspomnieć. A mianowicie kilka razy górna powieka była mocno zaczerwieniona, boląca przy dotyku. Nie mam pewności, ale wydaje mi się że miało to związek z rzęsami. Odkąd zostały tylko moje naturalne taka sytuacja się nie powtórzyła. 

rzesy.jpg

Sam zabieg nie był bolesny. Jedynie kilka razy kiedy rzęsy się skleiły i trzeba było je oddzielić czułam nieprzyjemne szarpnięcie. Po zabiegu ciężko było otworzyć oczy, okropnie szczypały i łzawiły, co w sumie widać na zdjęciu. Jednak po kilku minutach się przyzwyczaiłam.

Natomiast jeśli chodzi o efekt to przyznam, że na początku kiedy zobaczyłam się w lustrze pomyślałam: ''co ja najlepszego zrobiłam, chce moje naturalne rzęsy!''. Przez jakieś dwa dni nie mogłam się do nich przyzwyczaić. Jak widzicie na zdjęciu efekt jest dość mocny. Przyznam, że chodziło mi o bardziej naturalny, ale wyszedł jaki wyszedł. Lecz z czasem zaczęłam zauważać plusy, o których wcześniej pisałam. Wiedziałam jednak, że nie zdecyduję się na dopełnienie i chcę wrócić do swoich, więc cierpliwie czekałam aż same z siebie wypadną. Ogólnie trzymały się ok. 1,5 miesiąca. Choć wiadomo, że pod koniec było ich już bardzo mało, co wyglądało trochę śmiesznie. Gdy wypadły już wszystkie moje naturalne były krótsze, niż przed zabiegiem. Teraz smaruję je różnymi olejkami. Mam nadzieję, że szybko wrócą do poprzedniej długości.


Jak widzicie są plusy jak i minusy. Czy żałuję? Nie. Uważam, że lepiej żałować czegoś co się zrobiło, niż czegoś, czego się nie zrobiło, ale na razie nie planuję kolejnego zabiegu. Być może kiedyś w przyszłości z naturalniejszym efektem.

Co myślicie o przedłużaniu rzęs? 


Na koniec chciałabym Wam życzyć Wesołych Świąt! :)

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.