Lista blogów » Lilly Marlenne by Mar

Prawie jak Mondrian - ponczo w kwadraty

Zobacz oryginał

Wielu rzeczy nie wiem - niektóre z nich należą do tych, do których wstyd się przyznawać.


Nie wiem ile to jest 7 razy 8 (muszę się chwilę nad tym zastanowić, bo tabliczka mnożenia już od wczesnej podstawówki sprawiała mi duży problem), co czynić, żeby spać pięć godzin i rano wstawać rześką niczym skowronek i jak nie przypalać ryb podczas smażenia.Nie mam też pomysłu na to, jak odchudzić moją kotkę.I jak pozbyć się z Leszego balkonu gołębi, które już jakiś czas temu zdecydowały, że będą się lęgnąć właśnie na nim - na żadnym innym.
Ale jedno wiem na pewno - nie mogę, za żadne skarby tego świata nie mogę przynieść już do domu żadnego poncza.
Po przeliczeniu tych, w posiadaniu których jestem... okazało się, że mam ich ponad dwadzieścia sztuk!


ponczo%2Bw%2Bkwadraty%2B-%2BMondrian%2Bc
Nigdy specjalnie nie przeszkadzała mi ta ich wielość - poncza lubiłam nosić od zawsze, zawsze bowiem ceniłam sobie ich luźność i krój znacznie bardziej awangardowy, niż w wypadku tradycyjnych swetrów.

Zwracają uwagę, w cieplejsze dni z powodzeniem zastępują płaszcze i kurtki, poza tym jak żaden inny ciuch świetnie prezentują się w połączeniu z kapeluszami.

Tyle, że w życiu każdej baby przychodzą takie momenty, kiedy bardziej od najbardziej nawet pięknego poncza potrzebny jest jej "normalny", standardowy sweter - jednym z tych momentów jest początek sezonu zimowego.

1a.jpg

Mar w tym okresie ciepłego swetra potrzebuje bardzo, bo wozi tyłek po mieście nie klimatyzowanym autem, a komunikacją miejską - na przykład takim wyziębionym tramwajem, który ma nieszczelne okna, niedomykające się drzwi i prowadzony jest przez motorniczego odpowiadającego na pytanie odnośnie tego, dlaczego nie włączy ogrzewania zawsze w ten sam sposób: "Bo tak!".

No i dyskutuj tu z takim...

3a.jpg

Kilka ostatnich dni pozwoliło zapomnieć nam o tym, że właściwie za chwil parę zaczyna się zima, ale koniec października był naprawdę zimny.

I niektóre listopadowe dni też.

Kiedy wstawałam wtedy bladym świtem z łóżka i próbowałam znaleźć w mojej szafie coś, co nadawałoby się do tego, żeby nie zamarznąć w drodze do pracy... to myślałam, że wyjdę z siebie: pamiętałam bowiem, że jakieś grube, ciepłe swetry swego czasu kupowałam.

I że muszą, po prostu muszą gdzieś być.

Okazało się, że są - cztery na krzyż.


Jeszcze niedawno było ich więcej, ale zużyły się, poniszczyły - wyrzuciłam.

Zamiast kupić na ich miejsce jakieś inne, może nie do końca ładne, ale na pewno ciepłe - uzupełniłam szafę kilkunastoma nowymi ponczami -.-'

Frustracji było mnóstwo, na szczęście nie zdążyłam się zbyt długo pofrustrować, bo temperatury się podniosły ;)


Ale przyrzekłam sobie, że nie ma opcji - żadnego poncza więcej!


Trzymałam się dzielnie - chociaż trend boho przyjął się świetnie (a jak boho, to i ponczo - wiadomka) i nawet w jesiennych i zimowych kolekcjach rozlicznych sieciówek rozgościł się na dobre, to żadnego nowego do domu nie przyniosłam.


Owszem: kilka mierzyłam, dwa lub trzy razy bliską byłam nawet tego, żeby jakieś kupić, ale zawsze udawało mi się powstrzymać przed tym.

Myślałam więc, że niebezpieczeństwo zażegnane i że w dwudziestym siódmym roku życia udało mi się wyhodować u siebie rozum.

Dane sobie słowo trafił 
jednak szlag, kiedy któregoś dnia wysiadłam z autobusu pod moim ukochanym zgierskim butikiem Nashe i na wystawie zobaczyłam to ponczo, które dziś możecie oglądać na zdjęciach.

Urzekło mnie tym geometrycznym wzorem!

Mondrian%2Bcolorblock%2Bponcho.jpg

Pierwsze skojarzenie, jakie mi się nasunęło na myśl, kiedy na nie patrzyłam, to obraz Pieta Mondriana Kompozycja z żółtym, niebieskim i czerwonym.

O, ten.

Każdy zna tę kompozycję - choć nie każdy wie, że to dzieło sztuki ;)

10a.jpg

Wpatrywałam się, pamiętam, w wystawę i długo biłam z myślami - mierzyć, czy nie mierzyć?
Jak przymierzę, to pewnie wezmę.
A jak wezmę, to złamię obietnicę - zrobię to raz, to potem zapewne nakupię kolejnych...

Przymierzyłam.

Okazało się, że ponczo jest dwustronne - pod spodem część z tych kwadratów i prostokątów ma zupełnie inne kolory.
To jeszcze lepiej nawet, pomyślałam, bo więcej możliwości noszenia!

11.jpg

I już, już wysupływałam z portfela pieniądze, kiedy coś mi przestało pasować - gdzieś tego typu ponczo widziałam, coś jest nie tak.
Poprosiłam, by Pani Właścicielka odłożyła mi je do weekendu i wróciłam do domu.
Po szybkim przegooglowaniu Internetu okazało się, że miałam rację - nic dziwnego, że ponczo wydawało mi się znajome.
Podobny model kilka miesięcy wcześniej wypuściło Burberry.

Pamiętałam też wybuchające co jakiś czas w sieci afery, że jakaś tam celebrytka na tę lub tamtą ważną imprezę podróbkę przywdziała - zaczęłam się więc smucić i zastanawiać, czy moje ponczo też nie jest czasem zbyt łudząco podobne do tamtego burberowskiego cuda.

Zrobiłam sobie kawę i googlowałam dalej - jeśli ktoś kiedyś próbował dotrzeć do końca Internetów, to na pewno nie dogrzebał się tak daleko, jak ja.

Uwierzcie mi na słowo!

Po trwającym kilka godzin rekonesansie udało mi się ustalić kilka faktów: takie "kwadratowe" poncza miała lub ma w swojej ofercie każda chyba sieciówka, a w Polsce również kilka sklepów i firm sprzedaż lub produkcję takich okryć uskuteczniło.
Po dokładnych porównaniach doszłam także do wniosku, że "moje" ponczo różni się od tego burberowskiego i jego chamskich podróbek rodzajem wykończenia, brakiem monogramu/logowań, obszyciem, innym układem wzoru i - przede wszystkim - wcięciami na ręce.

Udało mi się więc uspokoić moje sumienie - mogłam kupować!
I już tylko złamanie osobistej przysięgi mogło mi je podgryzać ;)

Kupiłam, wróciłam po nie szybciej, niż wrócić miałam - na dodatek z siostrą Lecha, która wzięła dla siebie inną poncza wersję kolorystyczną: z szarością i różem.

2a.jpg

Wbrew temu, co przewidywałam, więcej razy na kolejne ponczo się nie skusiłam - póki co tylko to jedno mam na swojej liście zakupowych grzechów tej jesieni.
Aczkolwiek właśnie rozpoczął się szał zimowych wyprzedaży, więc muszę się mieć na baczności, bo sklepy wyprzedają teraz poncza ochoczo i za grosze ;)

Pamiętajcie, dopingujcie mnie! Nie mogę więcej zgrzeszyć!

4.jpg

To ponczo wypełnia mi w szafie lukę w niebieskich i czerwonych ubraniach - jak wiecie: nie przepadam za nimi.

Źle się w nich czuję.

Jednak w postaci takich akcentów jedynie akceptuję je w stu procentach - problem w tym, że rzadko kiedy udaje mi się gdzieś wypatrzyć taki ciuch, gdzie te właśnie barwy występują w takich śladowych ilościach ;)

8.jpg

Patrząc na zdjęcia możecie odnieść wrażenie, że było mi bardzo zimno, skoro się tak kulę i tym ponczem owijam - zdjęcia robiliśmy już jakiś czas temu, kiedy było o wiele cieplej.

Więc nie, nie tędy droga.

Ja po prostu chciałam je Wam jak najlepiej zaprezentować, a kiedy nie trzyma się go z przodu, to wywija się tym spodem, który ma inny nieco wzór i inne barwy i wtedy ogląd na nie nie jest pełen ;P

6.jpg

Kapelusz - H&M
Szalik - H&M
Ponczo - no name (Butik Nashe w Zgierzu)
Golf - no name (second-hand)
Tregginsy - H&M
Listonoszka - H&M
Wełniane rękawiczki - Reserved
Sztyblety - Buty Na Czasie

9.jpg

Coś mi się wydaje, że to ostatnie kapeluszowe zdjęcia w tym roku - teraz tak wieje, że po kilku krokach z kapeluszem na głowie wiatr porwałby mi go daleko, daleko ;)

7.jpg

Święta coraz bliżej - dopadło Was już świąteczne szaleństwo?
Ja w tym roku zabrałam się za wszystkie te konieczne do wypełnienia przed nimi obowiązki dość wcześnie - prezenty już kupiłam, wiem też, co będę przyrządzać.
I tak, jak w ubiegłych latach jakoś nie czułam świątecznego klimatu, tak w tym roku jestem już w pełni gotowa na Boże Narodzenie.

Oby mi się nie odwidziało ;)

Ściskam Was niedzielnie i pozdrawiam,

Wasza Mar!

P.S. Bardzo Wam dziękuję za wszystkie serdeczne i wspierające słowa pod poprzednim postem - były mi potrzebne.
Ogromnie odchorowałam odejście Endera - płakałam, jak nigdy.
Jak tylko dowiedziałam się, że nie żyje, to kazałam Leszkowi wieźć się do kliniki.
Stałam przy Enderze, głaskałam go (był jeszcze ciepły) i opowiadałam pielęgniarzowi ze łzami w oczach, jak razem z mamą karmiłyśmy kota strzykawką w czasach jego niemowlęctwa.
I jak zbierałam z dywanu jego mleczne zęby.

Nadal jest nam bardzo smutno. Brakuje go nam.
Tęskni za nim też nasz drugi kot - wspomniana we wstępie Majka.
Mamy nadzieję, że czas uleczy rany...

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.