Lista blogów » Bohemian Street
Miłość jest bezinteresowna. Zamiłowanie do prosty jednak się opłaca. Zwłaszcza wtedy, gdy się leci tanimi liniami do światowej stolicy mody, i cały rozumiany przez siebie szyk trzeba zmieścić w bryle o wymiarach 55x40x20 cm. Dziś przesyłam modową pocztówkę z Paryża. Własnoręcznie zaprojektowaną na podstawie tego, co wpadło mi w oko. Rok temu „wymarzyło” mi się deszczowe niebo nad Paryżem… i jeszcze w trakcie lądowania bardzo szybko tego pożałowałam… ;). Paryż przywitał nas deszczem, który towarzyszył nam przez większość czasu. Dopiero ostatniego dnia wyszło słonko, czego nie omieszkaliśmy wykorzystać. Domy mody mają swoją filozofię, a jak wiadomo ulica rządzi się własnymi prawami. A na paryskiej ulicy czuć już jesień – płaszcze, kozaki kapelusze. Po kolei. Trzy trendy (zjawiska ?), które przyciągnęły moją uwagę:
CZERŃ
Champes-Ellyse tonie w czerni, pięknej klasycznej czerni: małe czarne, golfy, spodnie, wysokie kozaki, trencze, total look. Nie jest to bynajmniej widok smutny, ani nudny! Kobiety różnych narodowości, koloru skóry, typu urody przyodziane w czerń i piękny uśmiech na twarzy. Coś fantastycznego.
TRENCZE
Tak, klasyczne beżowe trencze , chociaż spotkać można było też granatowe i czarne. W wydaniu damskim i męskim. To drugie ujęło mnie zwłaszcza, gdy zobaczyłam eleganckiego mężczyznę lat około 50, w czarnym garniturze, eleganckich półbutach i beżowym trenczu poruszającego się po ulicy… rowerem :D. Stylowym, holenderskim. Żałowałam że nie miałam aparatu pod ręką, bo widok u nas ciągle jeszcze nie spotykany.
PASKI
No właśnie – z przewagą czarno-białych. Czasami miałam wrażenie, że większość kobiet –ze mną włącznie – o paryskim stylu wie tyle, ile o piłce nożnej: „Piłka jest okrągła, a bramki są dwie”, wiecie na zasadzie: Elegancja Francja, a paski są poprzeczne. Rożne kombinacje rozstawienia, szersze, węższe, byle pasiaki. No i tu już muszę przyznać, że w przeciwieństwie do klasycznej czerni, w pasiaku nie każdy już wyglądał dobrze.
Słowem klasyka pełną parą i na topie, inwazji boho jakby mniej niż u nas – fedory głównie na głowach turystek z Azji, a jeśli wypatrzyłam na ulicy jakieś ciekawe bohemianki, często po przejściu obok nich okazywało się, że to .. Polki . Frędzle też w wersji bardzo subtelnej – jedynie na torebkach.
Niestety nie miałam ze sobą żadnego kapelusza, bo jak wiadomo chucham na nie i dmucham, i zawsze mam schiza, że zgubię go gdzieś na lotnisku, albo zostanie zdeformowany w schowku przez czyjś bagaż podręczny. Stylizacją nie zaskoczę, bo w ogóle mało rzeczy miałam. Dwie znane Wam pary spodni: beżowe chino i czarne cygaretki (nie obnoszone ze względu na pogodę), trzy pary butów: adidasy – najczęściej wykorzystywane podczas deszczu, moje wygodne mokasyny i czarne baletki (także nie ubrane z przyczyn pogodowych), oraz klika koszulek. Dobrze, że w ostatniej chwili wrzuciłam do plecaka czarny golfik i sweterek „tak na wszelki wypadek”, bo przecież i tak się nie przyda w ciepłym i słonecznym Paryżu… Mój błąd . Nowością jest mała, czarna torebka – zakupiona tuż przed wyjazdem, bo poprzednia zakończyła swój żywot, oraz lekki lokalny nabytek „I love Paris” – prezent od fotografa – służący podczas pobytu do przechowywania niezbędników na deszcz, czyli peleryny i adidasów. Jedna rzecz jest jednak w Paryżu niezawodna: jak nie wiesz w co się ubrać, ubierz się w czerwoną szminkę :)
Miłego oglądania życzę ja - kobieta o dwóch torbach ! :)
POSTCARD FROM PARIS
Zobacz oryginał pon., 05/10/2015 - 20:55Miłość jest bezinteresowna. Zamiłowanie do prosty jednak się opłaca. Zwłaszcza wtedy, gdy się leci tanimi liniami do światowej stolicy mody, i cały rozumiany przez siebie szyk trzeba zmieścić w bryle o wymiarach 55x40x20 cm. Dziś przesyłam modową pocztówkę z Paryża. Własnoręcznie zaprojektowaną na podstawie tego, co wpadło mi w oko. Rok temu „wymarzyło” mi się deszczowe niebo nad Paryżem… i jeszcze w trakcie lądowania bardzo szybko tego pożałowałam… ;). Paryż przywitał nas deszczem, który towarzyszył nam przez większość czasu. Dopiero ostatniego dnia wyszło słonko, czego nie omieszkaliśmy wykorzystać. Domy mody mają swoją filozofię, a jak wiadomo ulica rządzi się własnymi prawami. A na paryskiej ulicy czuć już jesień – płaszcze, kozaki kapelusze. Po kolei. Trzy trendy (zjawiska ?), które przyciągnęły moją uwagę:
CZERŃ
Champes-Ellyse tonie w czerni, pięknej klasycznej czerni: małe czarne, golfy, spodnie, wysokie kozaki, trencze, total look. Nie jest to bynajmniej widok smutny, ani nudny! Kobiety różnych narodowości, koloru skóry, typu urody przyodziane w czerń i piękny uśmiech na twarzy. Coś fantastycznego.
TRENCZE
Tak, klasyczne beżowe trencze , chociaż spotkać można było też granatowe i czarne. W wydaniu damskim i męskim. To drugie ujęło mnie zwłaszcza, gdy zobaczyłam eleganckiego mężczyznę lat około 50, w czarnym garniturze, eleganckich półbutach i beżowym trenczu poruszającego się po ulicy… rowerem :D. Stylowym, holenderskim. Żałowałam że nie miałam aparatu pod ręką, bo widok u nas ciągle jeszcze nie spotykany.
PASKI
No właśnie – z przewagą czarno-białych. Czasami miałam wrażenie, że większość kobiet –ze mną włącznie – o paryskim stylu wie tyle, ile o piłce nożnej: „Piłka jest okrągła, a bramki są dwie”, wiecie na zasadzie: Elegancja Francja, a paski są poprzeczne. Rożne kombinacje rozstawienia, szersze, węższe, byle pasiaki. No i tu już muszę przyznać, że w przeciwieństwie do klasycznej czerni, w pasiaku nie każdy już wyglądał dobrze.
Słowem klasyka pełną parą i na topie, inwazji boho jakby mniej niż u nas – fedory głównie na głowach turystek z Azji, a jeśli wypatrzyłam na ulicy jakieś ciekawe bohemianki, często po przejściu obok nich okazywało się, że to .. Polki . Frędzle też w wersji bardzo subtelnej – jedynie na torebkach.
Niestety nie miałam ze sobą żadnego kapelusza, bo jak wiadomo chucham na nie i dmucham, i zawsze mam schiza, że zgubię go gdzieś na lotnisku, albo zostanie zdeformowany w schowku przez czyjś bagaż podręczny. Stylizacją nie zaskoczę, bo w ogóle mało rzeczy miałam. Dwie znane Wam pary spodni: beżowe chino i czarne cygaretki (nie obnoszone ze względu na pogodę), trzy pary butów: adidasy – najczęściej wykorzystywane podczas deszczu, moje wygodne mokasyny i czarne baletki (także nie ubrane z przyczyn pogodowych), oraz klika koszulek. Dobrze, że w ostatniej chwili wrzuciłam do plecaka czarny golfik i sweterek „tak na wszelki wypadek”, bo przecież i tak się nie przyda w ciepłym i słonecznym Paryżu… Mój błąd . Nowością jest mała, czarna torebka – zakupiona tuż przed wyjazdem, bo poprzednia zakończyła swój żywot, oraz lekki lokalny nabytek „I love Paris” – prezent od fotografa – służący podczas pobytu do przechowywania niezbędników na deszcz, czyli peleryny i adidasów. Jedna rzecz jest jednak w Paryżu niezawodna: jak nie wiesz w co się ubrać, ubierz się w czerwoną szminkę :)
Miłego oglądania życzę ja - kobieta o dwóch torbach ! :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



