Lista blogów » BlackAndWhiteFashion

Polak - Słowak, dwa Bratanki

Zobacz oryginał
_DSC3679.JPG

rl9cmv.pngb5qozm.png23h1sp3.png

Ostatni weekend spędziliśmy z mężem na Słowacji.
Zaplanowałam ten wypad wcześniej, jednak na pogodę nie miałam wpływu, niestety.
To była moja pierwsza sesja w deszczu.
Jadąc samochodem wyczekiwałam choćby jednego suchego miejsca. Lało i lało a ja traciłam nadzieję. Gdy widoki zaczęły się robić coraz ładniejsze i już przestałam dostrzegać deszcz. Tatry w oddali, lasy i jezioro nawet w deszczu były piękne. W pewnym momencie przy drodze zobaczyliśmy dwa okazałe drewniane domki.  Przed nimi duży podjazd, więc pomyślałam, że to jakaś knajpka. Domki stały nad jeziorem; świetne miejsce na sesję ! Przed jednym z nich bawiły się dzieci.  Wysłałam męża, który  biegle mówi po czesku i słowacku, żeby zapytał, czy to restauracja, jak przypuszczaliśmy, czy domy prywatne. Za chwilę z domku wyszedł właściciel, młody wesoły chłopak. To były prywatne dacze. Skoro już się zatrzymaliśmy, to mówię do męża: " Zapytaj, czy możemy zrobić zdjęcia ? " Jak się zapewne domyślacie, dostaliśmy zgodę. Po chwili chłopak wyszedł i zaproponował nam "jednego". Mąż robił mi fotki i zaliczał "drugiego" i "trzeciego". Robiło się coraz weselej. Robiliśmy sobie razem zdjęcia, po czym  zostaliśmy zaproszeni do domu. Docelowo wybieraliśmy się na baseny termalne i już myślałam, że tam nie dojedziemy. Impreza, pomimo, że dopiero minęło południe, się rozkręcała. Pomimo, że byłam  "szoferem" i nie jadłam słodyczy, nie siedziałam bez niczego, bo gospodarze znaleźli sery, owoce i napoje bez alkoholu. 
Choć było bardzo miło i zniknęła bariera językowa, w końcu udało nam się wyjść i  wyjechać dalej. Musieliśmy jednak obiecać, że przyjedziemy do nich latem; zapraszali na pływanie po jeziorze i pyszne jedzonko. Ostatecznie dojechaliśmy na baseny. Pogoda pozostała bez zmian, a nawet rozpadało się jeszcze bardziej i tak się później zastanawialiśmy, czy nie lepiej było pozostać w tym ciepłym i suchym domu.  Nie, żartuję; na basenach termalnych jest świetnie nawet jak pada. Ciepła woda i objęcia kochanego faceta są lepsze od każdej imprezy.

Stylizacja

Sporo było u mnie czerni ostatnio. Po tych szaleństwach czerwono - szarościowych, dobrze czułam się w czarnych total lookach.  Już myślałam, że w tych czerniach doczekam spokojnie do wiosny. Jednak, gdy zobaczyłam tę kurtkę, to nie dopuszczałam żadnych racjonalnych tłumaczeń; że to koniec zimy, że może już jutro będzie ciepło, że miałam nie kupować już nic zimowego. Spodobała mi się i już.  Kupiłam. Mea culpa.
Bardzo spodobał mi się jej kaptur. Nawet nie podejrzewałam, że przyda mi się tak szybko. Chociaż bardziej podoba mi się jako szalowy kołnierz. Reszta, klasycznie, czarna.  Trochę wzoru i  hit sezonu, czyli hafty w torebce od Lidii Kality.
Na uwagę zasługują botki. Kupione na mega przecenie, z 139,90 na 24,90. Kupiłam bez przekonania, a ostatnio chodzę tylko w nich; to najwygodniejsze  botki, jakie miałam. Nie do wiary, że botki z sieciówki mogą być tak dobrze wyprofilowane.


_DSC3643.JPG


_DSC3650.JPG


_DSC3652.JPG


_DSC3658.JPG


_DSC3666.JPG

_DSC3682.JPG


_DSC3684.JPG


_DSC3693.JPG


_DSC3699.JPG


_DSC3712.JPG


_DSC3716.JPG


_DSC3638.JPG


_DSC3722.JPG


_DSC3735.JPG


_DSC3739.JPG


_DSC3752.JPG

_DSC3763.JPG

_DSC3799.JPG


_DSC3806.JPG


_DSC3793.JPG


_DSC3782.JPG

SPODNIE - F&F / BOTKI - NEW YORKER / KURTKA - STRADIVARIUS / TOREBKA - LIDIA KALITA / FOTO - SENIOR

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.