Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.

Pean pochwalny ku czci Męża mego.

Zobacz oryginał
Jak wiecie, fotograf z mojego męża marny i niecierpliwy. Co więcej, nie podziela mojej fascynacji blogami i nie może pojąć "po co baby robią sobie zdjęcia i wrzucają do internetu". Ale to tylko facet, typ nieskomplikowany, nie oczekujmy zbyt wiele ;)

A na poważnie. Jest najwspanialszym mężem na świecie i nawet gdyby Gerard Pique zostawił Shakirę dla mnie, bądź któryś z naszych wspaniałych piłkarzy ręcznych zwrócił uwagę na moją skromną osobę, dla mnie i tak był, jest i będzie tylko mój Mąż. To tak w aspekcie czysto romantycznym, ale przejdźmy do praktyki. Chłop, który umie sam sobie coś upichcić, w smażeniu kotletów przewyższa mnie co najmniej o 3 klasy, posprząta (nie tylko po sobie, ale też po mnie), nie ucieka na widok lumpeksów, a po pracy potrafi znaleźć sobie inne zajęcie niż leżenie plackiem na kanapie i zabawa pilotem - to prawdziwy skarb.

Dlaczego tak mnie natchnęło na ten wpis? Bo my kobiety, lubujemy się w narzekaniu na swoich mężczyzn. Słusznie, niesłusznie. Czasami powody tychże uszczypliwości względem płci brzydkiej są jak najbardziej uzasadnione, czasami jest to nieszkodliwe przyzwyczajenie (a dla nas Polaków coś co lubimy), że jak tematu dobrego z rozmówcą nie ma, to chociaż sobie trochę ponarzekam. A przynajmniej ja jeśli mogłabym coś Mężowi zarzucić, byłaby to bezsprzecznie tylko jakaś nic nie znacząca pierdoła (jak chociażby nie przykładanie się do moich zdjęć).

Niestety wiem też, że nie każda jest taką szczęściarą jak ja. Mimo całej miłości, wielkich uczuć aż do grobowej deski, dzieci, chłop ma takie zwyczaje (nabyte i z domu wyniesione), że bynajmniej ja na narzekaniu bym nie skończyła i kazała delikwentowi iść w pierony. Niestety większość tychże wad wychodzi dopiero po ślubie. Dlatego przygotowałam mini poradnik dla wszystkich nie mężatek, ciągle szukających swojego księcia na białym rumaku.Oparty na narzekaniach i historiach moich koleżanek, współpracownic, przyjaciółek i innych kobiet, których narzekań miałam możliwość wysłuchać.

1. Szukajcie rozważnie.

2. Jeżeli facet po trzydziestce, albo nawet dwudziestce piątce ciągle mieszka z mamusią uwierz mi, że zamiast męża do domu weźmiesz sobie dużego dzieciaka. To jest właśnie ten typ, który najprawdopodobniej przypala wodę na herbatę, pralka to dla niego magiczna maszyna, a kobieta jest po to by służyć swemu panu. Zapomnij o tym, że będziesz dla niego najważniejsza, mamusi z piedestału nigdy nie dasz rady zrzucić. Nie bez przyczyny użyłam tu słowa "najprawdopodobniej", bo nie każdy facet pozostanie wiecznym Piotrusiem Panem i maminsynkiem. Niektórym udaje się zrobić samodzielny krok w dorosłe życie i odciąć niewidzialną pępowinę. Jak to mawiają lepiej późno niż wcale, ale na takich typów uważać koniecznie trzeba.
3. Mieszkanie przed ślubem jako konieczność. Nie oszukujmy się, drugiego człowieka możemy poznać w 100 % dopiero gdy przebywamy ze sobą 24 na 24. Jestem wielką zwolenniczką takiego rozwiązania i uważam to jako metodę zapobiegania coraz większej liczbie rozwodów. W końcu kto w dzisiejszych czasach kupuje kota w worku?
4. Mamusia jest dla niego największym autorytetem, wyrocznią w każdej dziedzinie życia, a do tego wspaniale prowadzi dom, mogłaby z sukcesem zastąpić Małgorzatę Rozenek w roli Perfekcyjnej Pani Domu (nigdy nie pracowała zawodowo) - uciekaj gdzie pieprz rośnie. No chyba, że lubisz być ciągle porównywana do ideału, krytykowana i traktowana jak służąca we własnym domu oraz przynajmniej raz w tygodniu przechodzić test białej rękawiczki. Nie wierzysz? A skąd inaczej wzięłoby się tyle dowcipów o teściowych?
5. Dobre relacje, zarówno Twoje z jego znajomymi jak i jego z Twoimi znajomymi będą rzutować na Wasz związek. Wkurza Cię jego najbliższa przyjaciółka? Spotkania z jego kumplami przyprawiają Cię o mdłości? Może i facet rzuci dla Ciebie swoich znajomków, ale nie znasz dnia ani godziny kiedy będzie Ci to wypomniane. Z drugiej strony, zrezygnowałabyś z wieloletniej przyjaźni dla faceta? Albo akceptujemy się wszyscy wzajemnie, albo prędzej czy później na tym tle pojawią się zgrzyty (i powody do narzekań).

Oczywiście zdarzają się wyjątki. Ludzie się zmieniają. Czasy się zmieniają. Na wszystko znajdzie się recepta.

A teraz uciekam ogarnąć kuchnię, żeby z kolei to mój Mąż nie musiał narzekać na swoją Żonę - bałaganiarę ;)

s1.jpg

s2.jpg

s3.jpg

A dzisiaj zdjęcia tak nieaktualne, bo sprzed ponad roku, ale jakże spójnie z tekstem wypadają. Kilka fot z obszernym tekstem ze ślubu kościelnego pokazywałam już tutaj, a skoro dzisiaj spłodziłam tekściwo o mężach i ceremoniałach zaślubinowych postanowiłam, że te z cywilnego (który był dla mnie równie ważny, bo pierwszy aczkolwiek bardzo skromny) także mogą blogowe światło dzienne ujrzeć.

Cała moja ślubna "stylówa" pochodzi z SH. Sukienka Zarowa, ok 15 zł, podobne widziałam w TK Maxxie za ok 150 zł. Szpilki to moja najcenniejsza lumpowa zdobycz, za oszałamiającą kwotę 20 zł, chociaż czerwona podeszwa już nieco zdarta. Futrzaka również w SH wyszperałam, już konkretnie z myślą o tym dniu.

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.