Lista blogów » Neonowa Strzała
parka z cekinami
Zobacz oryginał czw., 18/12/2014 - 19:20 sweter, czapka H&M | spódnica Preska | kurtka Pull&Bear | buty Pimkie | torba Stradivarius
Postawiłam sobie cel, aby udowodnić Wam, a chyba też w ogromnej mierze sobie, że parkę można nosić na inne sposoby niż te, najczęściej spotykane w mieście prezentowane przez nastolatki (czarne rurki/skórka/legginsy + Vansy/Conversy/ Timberlandy), bądź często spotykane w gazetach boyfriendy + sweter + trampki/botki.
Osobiście, co możecie zauważyć na blogu, w parce chodzę bardzo rzadko. Z reguły gdy pada, a ja jestem zbyt leniwa na noszenie parasola (nie mówię o ulewie), idę do Biedry po zakupy, jadę na Orlen na hot-doga, bo jestem zbyt leniwa, by sobie coś zrobić do jedzenia, czy po prostu jak jest ogromny mróz, a jedynie w parkę jestem w stanie zmieścić się ze swoimi grubymi swetrami. Jak widzicie, nie jest to zbyt wiele okazji i głównie dlatego, że gdy ją nakładam nie czuję się sobą, nie czuję się "glamourous" jakby to powiedziała Dżoana Krupa. Dlatego też zaplanowałam dwa posty, z parką w roli głównej, udowadniające mi, że nawet i ja mogę czuć się w niej olśniewająco, wybierając do tego rozwiązania w moim stylu (czarne rurki i zwykły sweter nie są w moim stylu). Zanim jednak zacznę lanie wody o tym, co de facto jest widoczne na obrazkach, wspomnę o kilku rzeczach. I tak, po pierwsze, nie dajcie sobie wmówić, że PARKA to MUST HAVE na jesień/zimę, a i wiosną się pochodzi, a lato wiemy jakie mamy w Polsce, więc może okazać się całoroczną kurtką. Jasne, może, dla osób, które się w niej świetnie czują. To jest jedyny warunek. Normalnie, parka to NIE must have. Dwa lata temu jednak uważałam inaczej, zanim trochę zmądrzałam (bądź po prostu odnalazłam swój styl), dlatego teraz bardzo często większość czasu spędza w szafie. Nie jest to kurtka numer jeden, w której czuję się doskonale i pięknie, dlatego jeśli Wy również tego nie czujecie, nawet nie zabierajcie się za kupno, bo tak radzą magazyny modowe, czy blogerki które uwielbiacie śledzić (bądź, o zgrozo, doszłyście do wniosku, że dana blogerka wygląda super, to i Wy będziecie; domyślacie się, że chodzi mi o przypadku, w których efekt końcowy nie jest zadowalający). Po drugie, nie jest to praktyczna rzecz, oczywiście moim zdaniem. Dlaczego nie jest? Bo praktyczna rzecz to taka, którą nałożycie do wszystkiego bez względu na to, gdzie idziecie. Jasne, niewiele jest takich rzeczy. I jasne, uznacie że przecież do lasu nie pójdziecie w płaszczu, ale jest wiele innych rozwiązań i wyjście do lasu nie powinno zmuszać Was do zakupu parki. Zaraz powiecie, że jest inaczej, że przecież jest praktyczna, bo sama pisałam, że i na deszcz spoko i w mroźne dni też najlepiej daje radę. Jasne, jednak na wiele innych okazji, wybiorę inne kurtki, czy płaszcze i z pewnością nie tylko ja mam taki tok rozumowania.
Osobiście, co możecie zauważyć na blogu, w parce chodzę bardzo rzadko. Z reguły gdy pada, a ja jestem zbyt leniwa na noszenie parasola (nie mówię o ulewie), idę do Biedry po zakupy, jadę na Orlen na hot-doga, bo jestem zbyt leniwa, by sobie coś zrobić do jedzenia, czy po prostu jak jest ogromny mróz, a jedynie w parkę jestem w stanie zmieścić się ze swoimi grubymi swetrami. Jak widzicie, nie jest to zbyt wiele okazji i głównie dlatego, że gdy ją nakładam nie czuję się sobą, nie czuję się "glamourous" jakby to powiedziała Dżoana Krupa. Dlatego też zaplanowałam dwa posty, z parką w roli głównej, udowadniające mi, że nawet i ja mogę czuć się w niej olśniewająco, wybierając do tego rozwiązania w moim stylu (czarne rurki i zwykły sweter nie są w moim stylu). Zanim jednak zacznę lanie wody o tym, co de facto jest widoczne na obrazkach, wspomnę o kilku rzeczach. I tak, po pierwsze, nie dajcie sobie wmówić, że PARKA to MUST HAVE na jesień/zimę, a i wiosną się pochodzi, a lato wiemy jakie mamy w Polsce, więc może okazać się całoroczną kurtką. Jasne, może, dla osób, które się w niej świetnie czują. To jest jedyny warunek. Normalnie, parka to NIE must have. Dwa lata temu jednak uważałam inaczej, zanim trochę zmądrzałam (bądź po prostu odnalazłam swój styl), dlatego teraz bardzo często większość czasu spędza w szafie. Nie jest to kurtka numer jeden, w której czuję się doskonale i pięknie, dlatego jeśli Wy również tego nie czujecie, nawet nie zabierajcie się za kupno, bo tak radzą magazyny modowe, czy blogerki które uwielbiacie śledzić (bądź, o zgrozo, doszłyście do wniosku, że dana blogerka wygląda super, to i Wy będziecie; domyślacie się, że chodzi mi o przypadku, w których efekt końcowy nie jest zadowalający). Po drugie, nie jest to praktyczna rzecz, oczywiście moim zdaniem. Dlaczego nie jest? Bo praktyczna rzecz to taka, którą nałożycie do wszystkiego bez względu na to, gdzie idziecie. Jasne, niewiele jest takich rzeczy. I jasne, uznacie że przecież do lasu nie pójdziecie w płaszczu, ale jest wiele innych rozwiązań i wyjście do lasu nie powinno zmuszać Was do zakupu parki. Zaraz powiecie, że jest inaczej, że przecież jest praktyczna, bo sama pisałam, że i na deszcz spoko i w mroźne dni też najlepiej daje radę. Jasne, jednak na wiele innych okazji, wybiorę inne kurtki, czy płaszcze i z pewnością nie tylko ja mam taki tok rozumowania.
Część z Was, czyli miłośniczki parki, powiedzą, że gadam głupoty. Ok, przyjmę to spokojnie do wiadomości. Część z Was, za to przyzna, że choć mają parkę, albo chcą ją kupić, to się wahają nad tym, bo ciężko jest im dopasować ją do zawartości swojej szafy. Można wyglądać jak klon i w 100% wtedy parka jest praktyczna, ale moje myślenie jest bardziej pokroju myślenia Macadamin Girl. Wyobrażacie sobie Tamarę w parce? Ja nie. Chyba, że w jakiejś turkusowej z różowym futrem, czy żółtej z pomarańczowym futrzakiem. To już bliższe klimaty. Mojej jednak do nich daleko. Dobra, nie oszukujmy się, jest totalnie zwyczajna. Jednak nie zniechęcam się i starałam się podejść do niej inaczej. W stylizacji powyżej dużą rolę odgrywa zestaw pod spodem (różne faktury, kolorystyka), ale największą robotę odwala cekinowa torba, dzięki której zestaw jest bardziej efektowny i jednak w jakimś stopniu wyróżniający się i skupiający uwagę innych.
Na koniec dodam, że nie mówię Wam "tak macie się nosić". A skądże. To ma być inspiracja (to jest wersja lżejsza, że tak powiem, kolejna stylizacja będzie bardziej krejzi), dzięki której, mam nadzieję, że dziewczyny znudzone już powtarzalnymi zestawami, nabiorą odwagi do eksperymentowania i pozostawienia czarnych rurek w szafie. A mnie już korci do jakiegoś połączenia z cekinowymi legginsami :D
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.




