Pani magister szuka pracy...
Zobacz oryginał czw., 17/07/2014 - 23:08No i stało się. Ukończyłam Akademię Wychowania Fizycznego broniąc pracę pod tytułem "Wpływ rewitalizacji terenów poprzemysłowych na rozwój turystyki w Górnośląskim Okręgu Przemysłowym w latach 2002-2012" na piątkę :)
Czego będzie mi brakować w studiowaniu? W sumie tego czego brakowało mi już na ostatnim semestrze. Doskonalenia swoich umiejętności. Szczególnie w zakresie języka angielskiego, który zawsze był moim atutem, a coraz więcej rzeczy zapominam :( Angielski zawsze był moim ulubionym przedmiotem. W podstawówce miałam zawsze lekką przewagę bo mama zapisała mnie na prywatne zajęcia ze studentką anglistyki, gdy miałam 8 lat :) To, że nigdy nie musiałam tego języka zakuwać zemściło się na mnie w 3 klasie gimnazjum, gdy nie umiałam zdać na piątkę i właściwie wybłagałam ją na piękne oczy bo chciałam się dostać do klasy językowej w liceum. Na szczęście mi się to udało i trafiłam na świetną wychowawczynię, z którą mieliśmy 6 lekcji angielskiego tygodniowo, czyli w sumie więcej niż dni nauki :D
Nauczycielka często wprowadzała nam ciekawostki dzięki czemu dowiedziałam się jak jest związek zawodowy, sprzęgło czy hipoteka. Recytowaliśmy wiersze (ja wybrałam ten, dosyć ponury, wiem), śpiewaliśmy piosenki i przyjmowaliśmy gości z zagranicy. Umiem wszystkie podstawowe modlitwy, sformułowania, frejzale i przysięgę na wierność fladze USA :) I nie powiem, to się w życiu przydaje :) Zawsze starałam się zrobić atut z jedynej rzeczy, która mi wychodzi i w sumie bardzo przydało mi się to w pracy - układałam wszystkie pisma do zagranicznych kontrahentów i dzwoniłam do Czechów czy Włochów (którzy oczywiście po angielsku ni w ząb). A tymczasem od roku się niczego nowego nie nauczyłam. Nowe słówka poznaję tylko dzięki siostrze, która często przychodzi do mnie z porcją mądrości typu "If Google was a guy" albo "Tweet a little tweet on Tweeter". W ogóle już nie mam talentu do uczenia się. Na szczęście te ostatnie semestry to jakiś żart. Męczyli nas na ćwiczeniach do 20:30 i trzeba było zaliczyć obecność, a tak na prawdę wszystkie przedmioty były wariacjami tych, które już zaliczyliśmy na licencjacie.
No, ale stało się. Jestem panią magister. Bezrobotną póki co. Obrona poszła gładko. Promotorka już tydzień wcześniej wystawiła w systemie recenzję i ocenę 5 z dopiskiem, że sugeruje publikację w czasopiśmie naukowym. Hmmm cokolwiek to oznacza. Recenzent natomiast ocenił na 4,5, a jego lakoniczne komentarze świadczą o tym, że przeczytał tylko wstęp i zakończenie. Albo i tylko tytuł.
Zresztą zauważyła to i promotorka, która później prywatnie już ubolewała nad odgórnym doborem recenzenta. Bardzo nas pochwaliła stwierdzając, że jest dumna z naszych prac. Wydawała się też miło zaskoczona prezentem, którym oprócz kwiatów była szkatułka wykonana przez Paulette. Następnie zaś przedstawiła ofertę publikacji mojej pracy w wersji skróconej jako rozdział książki, jaką przygotowują z innym doktorem z katedry. Wstępnie się zgodziłam choć nie mam pojęcia jak skrócić dziewięćdziesiąt stron by nie stracić sensu pracy. Zobaczymy. Póki co odkładam tę sprawę na jesień.
Na koniec zdjęcie zrobione już w domu, po wszystkim :)
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.




