Noc Muzeów w Wedlu i przepis na lekką gorącą czekoladę
Zobacz oryginał wt., 27/05/2014 - 17:00Nie znam osoby, która nie lubiłaby czekolady. Rozpływająca się w ustach mleczna, krzepiąca orzechowa czy mocna i aromatyczna gorzka, której smak docenia się tak naprawdę z wiekiem…
Zapach czekolady zawsze towarzyszył mi w okolicach ulicy Ząbkowskiej, gdy pokonywałam jedenasty kilometr swojej drogi do szkoły, jako słodka nagroda na pokrzepienie na kolejne pięć kilometrów pedałowania. Myślałam, że to magia, bo skąd ten zapach nagle tam się brał, i do tego tylko o tej godzinie i w wybrane dni tygodnia? O istnieniu Fabryki Wedla dowiedziałam się potem, i od tego czasu marzyłam, by kiedyś zanurzyć się w samym źródle tego cudownego zapachu.
Na Noc Muzeów w fabryce Wedla wybierałam się już rok temu, jednak widząc długą kolejkę wymiękłam. W tym roku uparłam się, ze muszę ją zwiedzić – planowałam być jeszcze przed otwarciem i chociaż na miejsce dotarłam 20 minut przed otwarciem bram, przede mną czekała już całkiem poważna kolejka. Na szczęście byłam przygotowana na długie czekanie, więc tak źle nie było i w sumie koło godziny 16:00 udało nam się w końcu wejść :)
Już na samym wstępie niespodzianka: czekoladowy poczęstunek. Spodziewałam się, że każdy dostanie po jednej czekoladce (w końcu przez fabrykę przewinęło się tego dnia coś koło 2 000 ludzi), a tymczasem ugoszczono nas czym chata bogata. Mnie już po czterech kostkach było za słodko, skupiłam się wiec na robieniu zdjęć i wdychaniu tego cudownego aromatu :).
Czy warto? Cóż, cztery godziny czekania + tylko czterdzieści minut zwiedzania – sama byłam trochę zawiedziona, że tak krótko. Brakowało mi widoku czekolady lejącej się strumieniami, mieszanej w wielkich garnkach, rozlewanej do foremek, gorącej i pachnącej. Oglądaliśmy taśmę produkcyjną, na której pakowane są tabliczki czekolady, następnie podglądaliśmy pracownię artystyczną, w której tworzy się czekoladowe cuda (figurki, a także…. manekiny z czekoladowymi sukienkami – czad!), galerię czekoladowych rzeźb, czekoladową kolejkę (która jeździ!) a także gabinet Jana Wedla.
Żałuję strasznie, że nie zdążyłam obfotografować wszystkiego, ale grupy wpuszczane są co dziesięć minut, a już nas goniła następna. No i że zwiedzać fabrykę można tylko raz w roku! Chciałam jeszcze obejrzeć warszawskie Filtry, ale tam niestety już nie było szans – w przeciwieństwie do Wedla, nikt nie pilnował kolejki, przez co rosła wszerz tuż przed wejściem (w momencie kiedy – według wcześniejszych obliczeń – mieliśmy wejść, przed nami było wciąż ponad 200 osób). Miałam za to bardzo sympatyczną lekturę, którą kupiłam zamiast łakoci przy wyjściu z Fabryki – niesamowitą historię czekolady i samej Fabryki Wedla, która niestety, kończy się w mało słodki sposób.
W domu wypróbowałam przepisu na gorącą czekoladę – w wersji, która nie jest bombą kaloryczną. Może to siła sugestii, ale żadne próbowane wcześniej nie smakowało mi tak jak te z kakao Wedla. Wyszło przepysznie :).
2 łyżeczki sypkiego kakao (lub więcej, kto jak lubi) utrzeć ze słodzikiem w proszku i rozdrobić z odrobiną mleka na pastę. Tylko w ten sposób unikniemy grudek, a czekolada będzie miała aksamitną, jednolitą konsystencję. Dopełnić kubek gorącym mlekiem ze słodzikiem (lub czymś innym słodkim :)). Mleko skondensowane light (4%) wymieszać z kroplą słodziku w płynie i ubić na gęstą piankę, ozdobić nim kakao.
Smakowicie wygląda, prawda? Koniecznie spróbujcie!
Post Noc Muzeów w Wedlu i przepis na lekką gorącą czekoladę pojawił się poraz pierwszy w Blogomodzie.com.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.









































