Lista blogów » Domowa Kostiumologia

niech żyje bal! - krótka relacja

Zobacz oryginał

Bale mają w sobie coś magicznego. Noc, muzyka, hałas i tłum sprawiają wrażenie, jakby całość oderwana była od rzeczywistości i unosiła się gdzieś pod rozgwieżdżonym niebem. Ten pierwiastek niezwykłości towarzyszył mi już na zimowym Balu Szkockim, kwietniowym Bande Epoque i oczywiście w czwartek, na Balu Historycznym Cracovia Danza.


Bal organizowany jest w ramach Festivalu Tańców Dworskich i odbywa się co roku - dla mnie był to pierwszy raz zabawy w ogrodach Willi Decjusza. Organizacją zajmują się wspólnie balet dworski Cracovia Danza, zespół Comhlan i Szkoła Tańca Jane Austen. 

Na początek trochę o stroju. W planach początkowych była przeróbka jednej z moich sukienek na lata 1820, ale zrezygnowałam z tego pomysłu. Zamiast tego wcisnęłam się znowu w moją belle epoque'ową suknię, doprawiając ją do smaku kapeluszem, żeby nie było nudno - (Historycznie to raczej ściema - nie spotkacie takiego kapelusza na balu, w połączeniu z wieczorowym strojem.) - głównie dlatego, że w trybie przyspieszonym uszyłam kreację dla mojej koleżanki. Zdobyłyśmy materiał a la Worth, który trochę uwarunkował krój sukni - ale podobieństwo "rękawów" to już przypadek, nie pamiętałam dokładnie, jak wygląda oryginał. Żeby właścicielka sukni nie czuła się osamotniona, obie paradowałyśmy w tej samej epoce.

Klimat minionych lat poczułam już na wstępie. Każdemu przybywającemu został wręczony karnecik, na którym zapisywano partnerów do konkretnego tańca. Ponieważ tak samo było na Balu Zimowym, nie zaskoczyło mnie to tak, jak ostatnio - nie ukrywam jednak, że uwielbiam ten zwyczaj. Od razu przychodzą mi na myśl kwestie typu "May I hope for the honour of your hand for the first two dances?", których pełno w filmach kostiumowych. Gorączkowe szukanie partnera pomiędzy tańcami i przypominanie sobie, którą twarz oznacza enigmatycznie naskrobane imię na karteczce również ma sporo uroku.

Bal rozpoczął się dostojnym polonezem, w którym jedynym niedostojnym momentem były mosty (z troski o kapelusz wylądowałam z nosem przy ziemi). O dziwo jednak ta część mojej garderoby sprawiała najmniej kłopotów i tylko przy tańcach szkockich musiałam ograniczyć podskoki.

Właśnie, trochę o tańcach! Najbardziej gładko poszły mi oczywiście angielskie, ale o dziwo do gustu przypadły mi też te starsze, renesansowe. Nie lubię "pędzących figur" w tańcu, bo wolno myślę i renesansowe tańce są dla mnie idealne pod tym względem. W każdym razie te, które tańczyliśmy na balu.

Bardzo fajnie wypadły też niespodzianki-walce, które o dziwo pasowały do mojego stroju. Swoją drogą, skoro już w temacie walca jesteśmy, ostatnim tańcem był właśnie ten przepiękny utwór z 1909 roku, a więc belle epoque w pełni:

Bal uważam za bardzo udany, zarówno z tanecznego, jak i "kostiumowego" punktu widzenia. Stroje były absolutnie piękne i dokładnie wykonane, w tym znaczna część własnoręcznie. Na tańce było tym razem odrobinę więcej miejsca, i - jakkolwiek to nie zabrzmi - przyjemny plenerowy powiew sprawił, że było chłodniej, niż na balu zimowym. 
Czas na zdjęcia!
1001371_4538826647617_90438300_n.jpgPrześliczne karneciki :) fot. Ilja Van de Pavert
1098347_4538832687768_1729024710_n.jpgPolonez... fot. Ilja Van de Pavert
1005208_4538838047902_275187306_n.jpgfot. Ilja Van de Pavert
1012928_4538834047802_70231061_n.jpg...i karkołomne przedzieranie się przez mosty :D fot. Ilja Van de PavertI na koniec suknia a la Worth, która o dziwo przetrwała całą noc i prezentowała się nadzwyczaj dobrze (w przeciwieństwie do marnych zdjęć z mojego umierającego telefonu):


zdj%C4%99ciew.jpg

zdj%C4%99cie+(2)w.jpg
zdj%C4%99cie+(1)w.jpg





Zaloguj się, żeby dodać komentarz.