Lista blogów » Brzydki Ptak

Najgorszy festiwalowy look ever...

Zobacz oryginał
… lub jak pozytywne myślenie może pomóc wyjść z grobu. 


Tyle przeczytałam na temat festiwalowych stylizacji, tyle widziałam zdjęć z Coachella, tyle miałam pomysłow na własny look i za każdym razem żalowałam, że nie idę tego lata na żaden festiwal. 


Ale drugiego sierpnia przypadkowo trafiłam na jeden z moich ulubionych festiwali - City Jazz. Wokół mnie kręcili się stylowi ludzie w niesamowitych ubraniach, pili koktajle i robili zdjęcia dla fotorelacji w blogach. A ja leżałam na trawie w byle jakich ciuchach, bez makijażu, słuchałam Zaz i myślałam :
 "Jakie szczęście, że udało mi się tutaj doczołgać!" 

sierpien-1.jpg



mamik-1-26.JPG
Piszę ten post w pociągu relacji Gdańsk - Wrocław. Nie planowałam żadnych postów na temat "podsumowanie sieprnia/wakacji", bo kosmetyki stoją w kolejce, czekają, kiedy ktoś o nich napisze, a ja nadal piszę o życiu i znów o życiu :) Ale nie mogłam nie wspomnieć, jak akurat miesiąc temu, 31 lipca jechałam tym samym pociągem z Wroclawia do Gdańska i nie byłam pewna, że w ogóle wytrzymam. 

sierpien-1-2.jpg

Obudziłam się o piatej rano 31 lipca i zrozumiałam, że muszę wracać do domu i iść do lekarza. Wszystko mnie bolalo (o tej kontuzji pisałam tutaj) i było całkowicie oczywiste, że samo nie przejdzie. Zapadkowałam do walizki album „Marylin Monroe” i zieloną koronkową sukienkę (z tego posta) i tak zaczęło się moja długa i męcząca podróż z Wrocławia do Kaliningradu. 

20150802_215040.jpg

Przeżywszy 6 godzin bólu w pociągu, 4 godziny mąk w autobusie i klasyczne perturbacje na granicy, znalazłam się u drzwi swojego mieszkania, gdzie spotkałam... mamę! 
„Daria! Jak dobrze, że wróciłaś!” - ucieszyła się mama. - „Zostaniesz na moje urodziny, prawda? Jak dobrze! Akurat z koleżanką kupiłyśmy bilety na festiwal, będziemy nocować u Ciebie, żeby nie jeździć do domu taksówką. Musimy już lecieć, poradzisz sobie tu sama”. 

20150802_215011.jpg

Nie miałam sumienia, żeby powiedzieć jej, że choruję. Ona tak cieszyła się z powodu festiwalu, urodzin i mojego przyjazdu, że po prostu nie mogłam zburzyć jej nastroju wieścią o mojej poważnej chorobie. Dlatego właśnie rozpakowałam rzeczy, zrobiłam sobie jajecznicę z jajek, które były w lodówce jeszcze przed moim wyjazdem (wiedzieliście, że data ważności jajek to 90 dób?!), zjadłam i poszłam spać.

20150802_214745.jpg

Następnego dnia mama z entuzjazmem wzięła się na moje leczenie i przygotowanie swoich urodzin. „Idziemy do najlepszej restauracji” - oznajmiła. 

20150802_215717.jpg

Oczywiście, że nie zapomniałam o jej święcie. Całą drogę uspokajała mnie myśl, że moje wszystkie męki zrekompensuje mamina radość w związku z obecnością jej córki na przyjęciu urodzinowym. To właśnie myśląc o niej zabrałam album Marylin Monroe, który, szczerze mówiąc, kupiłam sobie, ale mamie przecież nie pożałuję.

20150802_221007.jpg

Z myślą o uroczystym wieczorze, wzięłam ze sobą sukienkę (klick). Nie wiem po co, przecież wszystko jedno przez ból w nogach nie mogłabym go założyć z pasującym obuwiem. 
„No i co, że nie możesz założyć obcasów?” - nieoczekiwanie powiedziała mama. - „Te trampki, w których przyjechałaś są całkiem-całkiem! Widziałam, że ostatnio dużo osób tak chodzi. Zakładaj je i idziemy, bo inaczej się spóźnimy!”. 

IMG_20150802_191839.jpgSelfie w „najlepszej restauracji”

W taki sposób moja elegancka mama dała pozwolenie na wyjście w kapciach i wyruszyliśmy do restauracji. Wieczorem miał odbyć się także końcowy etap festiwalu i wystąpienie mojej ulubienicy Zaz. W sekrecie wyznałam mamie, że jeżeli wieczorem nie będę się zbyt źle czuć, pójdę posiedzieć i posłuchać koncertu przy płocie, jak robią to wszyscy, którzy nie mają biletu.

IMG_20150819_180217.jpg Gdańsk. Mąż zaprosił mnie do najsłodszej kawiarni na świecie

Po paru godzinach zadzwoniła do mnie mama i powiedziała: „Wszystko załatwione. Szykuj się, znalazłam dla Ciebie bilet.” 
I oto ja, w biegu łykając dodatkowe tabletki przeciwbólowe, pokuśtykałam na festiwal. Co było dalej – już doskonale wiecie :)

IMG_20150829_133416.jpg

Za to na następny dzień zaczęli się niestety lekarze, lekarstwa i ... tomograf.
Tomograf to taka rura rozmiarów człowieka, gdzie trzeba wjechać na specjalnych noszach i leżeć bez ruchu. Nie był dla mnie niczym nowym fakt, że panicznie boję się zamkniętych przestrzeni, ale mimo wszystko miałam nadzieję, że zdrowy rozsądek zwycięży. Myliłam się.

20150902_090122.jpg

„No i co? Tam jest przecież jasno i dużo powietrza! I ta rura zupełnie nie jest podobna do trumny.” - odpowiadała bez empatii mama, kiedy wyszłam z gabinetu i nie reagowałam na żadne bodźce. 



IMG_20150825_140906.jpg

To właśnie dlatego nazywane jest fobią, że nie ma żadnego logicznego usprawiedliwienia! Mogę zatrzymać się na sekundę i powiedzieć sobie: „Chwila, przecież nic strasznego się nie dzieje!”. I w tym czasie robi się jeszcze gorzej. Dlatego, że właśnie wtedy zaczynam rozumieć, że zaczął się u mnie atak niekontrolowanej i nieuzasadnionej paniki.


IMG_20150818_151258.jpg


Może i w tym tomografie jest jasno i jest dużo powietrza, ale kiedy sufit 10 cm nad Tobą to bardziej to przypomina grobowiec, o których czytałam u E.A. Poe. I jeszcze trochę koszmarny piec w Oświęcimiu (kto widział, ten zrozumie).

IMG_20150831_131022.jpgSzykuję się do drogi

Każdy wdech był dla mnie wyzwaniem, nie mogłam przestać myśleć o tym, co się stani, jeśli nagle zacznę się dusić, jeżeli stracę nad sobą kontrolę i zacznę bić w ścianki i sufit i ile będzie im potrzebne czasu, żeby mnie wyciągnąć.

20150829_165758.jpg

Leżałam tam z zamkniętymi oczami i wyobrażałam sobie twarz męża. W najdrobniejszych szczegółach widziałam, zmuszałam się, żeby widzieć, jak spacerujemy po uliczkach Gdańska, a nad nami wysokie – wysokie niebo, świeci słońce i poskrzykują mewy. 

IMG_20150809_150755.jpg Rok później – w tej samej restauracji, gdzie świętowaliśmy wesele 


Musiałam przejść te badania dla Niego. Żeby poznać diagnozę, otrzymać porady lekarza i pojechać do męża do Gdańska, gdzie zawsze jest tak dobrze. 

20150804_164717.jpg

Badanie nie dało jednak żadnych określonych odpowiedzi, pozwoliło jednak stwierdzić, że mimo wszystko daleko mi jeszcze na tamten świat.

20150804_172112.jpg

20150804_200150.jpg

20150804_175303.jpg

 Patrzać teraz na zdjęcia z Kaliningradu, nie mogę znaleźć ani odrobiny smutku, który powinien był mi towarzyszyć. W końcu rodzice ciągle wozili mnie nad morze („nic nie szkodzi, że nie możesz chodzić. Położymy się od razu, gdy wyjdziemy z samochodu”)!

20150831_154538.jpgJedziemy do Wrocławia


W końcu wróciłam do męża! Razem z mamą, oczywiście. Pojechała ze mną, żeby pomóc mi z bagażami. Moje szczęścię znów bylo ze mną. 

20150828_162114.jpg

  

IMG_20150829_223253.jpgNa wystawie bursztynu. Mąż ćwiczy chiński, a ja wgapiam się w biżuterię


20150825_153926.jpgTypowy Gdańsk 

 Po dwóch tygodniach odbyło się jeszcze jedno szczęśliwe wydarzenie – mama i tata przyjechali odwiedzić nas w Gdańsku. Tata, którego nigdy nie mogłam wyciągnąć z domu! Byłam naprawdę w siódmym niebie!



20150821_160258.jpg

Zaplanowałam dla rodziców wyjazd nad morze i tata był bardzo zadowolony... 

kollage%2Blook.jpg


a mama, jak zwykle, zażądała by zaprowadzić ją do najlepszej restauracji ;)

20150821_162156.jpg

P.S. Mama mówi, że boję się zamkniętych przestrzeni przez to, że w dzieciństwie tata wsadził mnie do pudełka od telewizora, żeby sprawdzić czy boję się ciemności. Ja tego nie pamiętam, ale to bardzo podobne do mojego taty...

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.