Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.
Naga prawda o porodzie - czyli obalamy mity.
Zobacz oryginał sob., 22/08/2015 - 18:59O tym jak wygląda poród mówi się albo niewiele albo w sposób przesadzony. Zastanawiam się dlaczego? Po to żeby wszystkie pierworódki hasały przez 9 miesięcy nieświadome tego co je czeka (choć w dobie internetu w którym aż roi się od drastycznych opisów akcji porodowych to średnio możliwe)? Po to żeby co bardziej lękliwe dziewczyny nie rezygnowały z macierzyństwa ze strachu przed bólem? Czy z kolei chce się zniechęcić kobietę przywołując najczarniejsze scenariusze, koloryzując rzeczywistość, dodając niepotrzebne szczegóły.
Lepiej walić prosto z mostu czy pomijać co bardziej bolesne fakty?
Przeżyła, to teraz będzie nawijać. Bo po prostu porób trzeba przeżyć, doświadczyć samemu - a wiedzieć przed tyle ile się powinno.
Dlaczego dziecko nigdy wcześniej nie było moim priorytetem? Bo się po prostu bałam bólu. Gdybym miała planować zajście w ciążę, mogłabym się nie doczekać. Takim tchórzem byłam. Szczęśliwie dla nas, jakoś tak wyszło, że Piotruś jednak zamieszkał u mnie w brzuchu. 9 miesięcy minęło i co się okazało? Że nie taki diabeł straszny jak go malują.
Z lęku przeczytałam tysiące opisów porodów (co zamiast choć minimalnie ukoić moje nerwy tylko potęgowało mój strach). Niepotrzebnie. Bałam się wszystkich zabiegów "towarzyszących" typu nacinanie i szycie krocza, lewatywa. Bałam się, bo każdy je wyolbrzymiał, a w rzeczywistości ich nie odczułam w żaden bolesny sposób (no ok, samo nacięcie czułam, ale to dlatego, że akurat ja miałam zbyt krótkie skurcze parte).
Każdy poród rządzi się swoimi prawami. Każda z nas jest inna, ma inne ciało, które w różny sposób będzie reagować. To, że ktoś rodził 12 godzin nie znaczy, że Ty będziesz leżeć na sali równie długo. Ja szykowałam się na skurcze, sprawdzałam co ile minut powinny się pojawiać żeby ruszać w drogę do szpitala, a tu mi odeszły wody. I to w iście hollywoodzkim stylu. Jednak w tych wszystkich komediach romantycznych kryje się ziarenko prawdy ;)
Ból - jest, był i będzie. Skurcze bolą. I to cholernie. Musiałam je znosić około 2 godzin. Nie jest to jednak ból nie do wytrzymania. Skurcze parte mnie nie bolały. Były raczej męczące. Po prostu traciłam siły. Okazało się, że są za krótkie, dlatego przyszło mi się tak męczyć (druga sprawa, że Piotruś miał ponad 4 kg). Uwierzcie, że naprawdę nie wiedziałam, że nadszedł już TEN moment, kiedy dziecko wychodzi na świat. To było nagłe, aż byłam zdziwiona (tak, wiem jak kretyńsko musi to brzmieć).
Paraliżujący wstyd - był moim wielkim problemem. W zasadzie do tej pory jestem szczęśliwa, że jedynym mężczyzną asystującym mi przy porodzie był mój mąż. Jednak i lekarze i położne widzieli już tyle porodów, że kolejny przypadek to dla nich rutyna. Lepiej zrozumieć to późno niż wcale.
Lewatywa nie jest obowiązkowa. Mnie akurat nie zapytano o zdanie, ale cieszę się, że się jej poddałam. Szczególnie dlatego, że parę godzin wcześniej obżarłam się jak prosiak w Mc Donaldzie. A przede wszystkim jest całkowicie bezbolesna i nikt nie zaaplikuje Ci półmetrowej rury w pupę (tak kiedyś myślałam).
Szycie - kompletnie mnie nie ruszało. Byłam tak padnięta, a jednocześnie szczęśliwa, że mało interesowało mnie co lekarka mi tam majstruje. Oczywiście jest to zabieg w znieczuleniu, o czym mało osób pamięta żeby wspomnieć (chyba celowo nakręcając spiralę strachu).
Nie chciałam mieć cesarskiego cięcia, oczywiście z próżnych pobudek (trudniej wtedy zrzucić brzuch). Uważam, że nie jest ono dobrym rozwiązaniem i powinno się je stosować tylko w ramach konieczności. Jednak co ja mogę wiedzieć. Jeżeli ktoś chce zaczerpnąć opinii w różnicach proponuję porozmawiać z lekarzem/położną. A jeżeli ma to być medyczny laik, niech koniecznie będzie to kobieta, która miała poród i taki i taki. Tylko taka osoba może szczerze wypowiedzieć się na temat różnic w bólu, połogu itd.
Teraz wiem, że do wszelkich informacji trzeba podejść z dystansem. Czasami z naprawdę sporym. Także do tego co ja tu napisałam ;)
W końcu mam zdjęcia, tak oto wyglądam 24 dni po porodzie. Dodam, że są to JEDYNE spodnie, w które się mieszczę (łup z SH, pod koniec ciąży). Koszula Zarowa z outletu, a sandały Clarks (SH).
P.S. Pewnie nikt się nie spodziewał posta drugi dzień z rzędu. Ha. Powoli ogarniam rzeczywistość. Także zapraszam również na poprzedniego.
W końcu mam zdjęcia, tak oto wyglądam 24 dni po porodzie. Dodam, że są to JEDYNE spodnie, w które się mieszczę (łup z SH, pod koniec ciąży). Koszula Zarowa z outletu, a sandały Clarks (SH).
P.S. Pewnie nikt się nie spodziewał posta drugi dzień z rzędu. Ha. Powoli ogarniam rzeczywistość. Także zapraszam również na poprzedniego.
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.



