Lista blogów » Starej Lumpeksiary internetowe wywody.

Moje na zakupy tańsze sposoby.

Zobacz oryginał
W kwestii jak najniższej ceny przy jak najwyższej jakości lumpeksy przodują bezapelacyjnie i myślę, że długo nie będą miały równego sobie konkurenta. Dobra, dobra wiem, że przynudzam ale zapewniam, że nie będzie to kolejny pochwalny pean ku czci second-hand'ów. Czasami bowiem mi się nawet zdarza, że jakaś rzecz w lookbooku czy innej reklamie zachwyci mnie tak bardzo, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wręcz krzyczą (a nawet wrzeszczą niemiłosiernie), że muszę ją posiąść. Tak, to zdecydowanie ta ciemniejsza strona internetu, im więcej czasu, tym więcej reklam, a co niektóre tak kuszące, że na skrzydłach mogłabym biec do najbliższej świątyni rozpusty (a najbliższa jest ok 35 km od mojego miejsca zamieszkania) gdzie powitałyby mnie uśmiechające się niewinnie neony Zary i H&M'u. Bo w moim przypadku właśnie taka jest prawda, galerii wszelkich rozmiarów unikam, niekoniecznie celowo, bo rzadko miewam dogodną okazję (czyli więcej niż godzinę na spokojne rozglądnięcie się po obiekcie), ale gdy czegoś potrzebuję (potrzebuję to mocno przesadzone słowo, ale niechże będzie) potrafię znaleźć czas i siły na obiegnięcie wszystkich poznańskich centrów (wszystkich dlatego, że przeważnie TEJ jedynej rzeczy, której pragnę akurat nie mają na stanie, bo wyprzedali lub w ogóle nie mieli - ot złośliwość rzeczy martwych). Gdy już udaje mi się dorwać upragnioną rzecz pozostaje ostatnie kwestia. Cena. Pojawiają się dwie opcje - albo będzie absolutnie zaporowa, albo dana rzecz tak zawróci mi w głowie, że bez względu na jej koszt wyląduje w moim koszyku. Oczywiście ten drugi przypadek  ma miejsce bardzo, ale to bardzo rzadko. Bo jako stała bywalczyni lumpeksów, nie lubię przepłacać, ale świetnie mi idzie kombinowanie, jak tu daną rzecz zdobyć nieco taniej ;).

Tanie, tańsze, najtańsze.

Nie jestem typem, który lubi czekać do wyprzedaży (no bo co zrobię, jak danej rzeczy AKURAT wyprzedaż nie obejmie, lub co gorsza wykupią mi ją?). Lubię działać od razu. Oczywiście pierwszą (i często ostatnią) deską ratunku okazuje się allegro. W czeluściach tego portalu można znaleźć nawet rzeczy z bieżącej kolekcji o połowę tańsze. Owszem, czasami trzeba się naszukać, ale dla zaoszczędzenia kasy zawsze warto poświęcić trochę czasu. Natomiast w trakcie trwania szału wyprzedażowego, na allegro można trafić na tańsze rzeczy, których w sklepach stacjonarnych próżno było szukać. Tym oto sposobem wylicytowałam spodnie z aktualnej kolekcji (149,90 zł) za 70 zł, a buty, które początkowo kosztowały 199 zł (i nie widziałam ich w żadnym H&M) udało mi się zdobyć zaraz po sezonie za 69 zł.

Generalnie H&M zyskał w moich oczach umożliwiając zakupy online (w końcu). Dzięki temu kupiłam sobie sukienkę bez konieczności biegania po całym Poznaniu (co w moim stanie jest raczej niewskazane) - tak, była to ta rzecz, która urzekła mnie tak bardzo, że nawet cena nie mogła mnie od jej zakupu skutecznie odwieść. Ale do rzeczy. Zapisując się do newslettera dostaję info o sezonowych rabatach (i z tego co się orientuję, dotyczą one tylko sklepu online). I tak spodnie na które się napaliłam (ale ciągle się waham, bo w tym sezonie już ich raczej nie założę, a nie wiem czy jest to fason, który tak samo służyłby mi w przyszłym roku) w cenie regularnej 129,90 zł, na allegro 89,90 + przesyłka, a na stronie internetowej 69,90 zł.  Poważnie, H&M pretenduje do bycia moją ulubioną sieciówką, chociaż nie raz na blogu wypowiadałam się na jego temat dosyć niepochlebnie.

Magia outletu. Nie wiem jak to się ma w większych miastach (bo oprócz outletów Vili, które są dość powszechne, nie widziałam takich pomniejszych butików), ale w tych mniejszych (jak moje) małe, kameralne sklepy oferujące markową odzież (ale np bez metek) odnalazły swoją rynkową niszę. Asortyment (jak w przypadku wspomnianej Vili) nie jest pokaźny, ale ubrania są z ubiegłorocznych bądź nawet obecnych kolekcji. I u mnie w mieścinie właśnie taki jeden jest, a rzeczy mają przeróżne, głównie H&M, ale jest i Zara, i Bershka. Sklep nie ogłasza się bynajmniej jako "outlet H&M", dlatego jeżeli widzicie nowo powstały punkt na handlowej mapie Waszego miasta, warto zajrzeć i się przekonać, bo być może odkryjecie prawdziwą perłę wśród sklepów z odzieżą z giełdy bądź najtańszych szmatek rodem z azjatyckiego kraju. 

Kody rabatowe! Uwielbiam. Można je znaleźć w kobiecych magazynach, można je zdobyć zapisując się do newslettera, w wielu sklepach internetowych pojawiają się nawet bez specjalnej okazji (chociażby Deezee). Są także portale, które specjalizują się w wyszukiwaniu kodów rabatowych, ale ja akurat średnio je ogarniam. Dobrze zaobserwować fanpage na fejsie naszych ulubionych sklepów internetowych, wtedy żadna okazja nie ucieknie nam sprzed nosa.

Butów sportowych nigdy nie kupuję w sklepach firmowych. Drożyzna uderza nas już przy samym wejściu, a i obsługa przeważnie patrzy krzywo na klientelę. Tu na pomoc ponownie przychodzi mi allegro, gdzie te same buty można kupić znacznie taniej (uwaga tylko na podróbki z Hong-Kongu). Są też sklepy internetowe, gdzie można kupić modele naszych ukochanych Nike czy Adidasków w atrakcyjnych cenach - mój ulubiony to aktive.sklep.pl. Zawsze też można poszukać butów używanych, polecam tych allegrowiczów, którzy specjalizują się w sprzedaży używanych butów - dwie pary Conversów i Adidas Original, które zamówiłam przyszły tak dopieszczone i wypucowane, że mało kto powiedziałby, że miały innego właściciela przede mną.

Nie powiem, że miliony zaoszczędziłam na tych sposobach, bo gdyby tak było pieniądze te miałabym na koncie. Jednak nie zawsze wszystko co mamy na liście rzeczy chcianych (bo przecież chyba każda z nas taką listę ma, spisaną bądź ułożoną w głowie) da się kupić w lumpku. Jestem maniakiem SH, ale zakupy w "zwykłych" sklepach cieszą mnie tak samo (przynajmniej mogę dopasować rozmiar, bo nic tak nie boli jak za mała kiecka w jednym egzemplarzu w lumpie). A jednak zapłacić za coś pierwotną cenę, a zapłacić jej połowę jest cichym sukcesem, daje ogromną satysfakcję, portfelowi sprawia nieco mniejsze cierpienie, a i męża tudzież chłopaka łatwiej udobruchać gdy przy pokazywaniu nowego nabytku dodać słówko o naszej oszczędności i przebiegłości ;)

Dzisiaj kilka zdjęć z sobotniej, nieudanej wyprawy po drzwi (markety budowlane to jedno wielkie zło, kiedy już po długich namysłach i ciężkich negocjacjach z mężem coś wybieramy, okazuje się, że albo nie mają już tego w ofercie <to po jaką cholerę mają to ciągle na wystawce> albo nie mają na stanie i trzeba czekać miesiąc). Oczywiście na szybko, bo mężuś się spieszył. I z góry wielkie przepraszam za te dziwaczne pozy, ale chciałam żeby uchwycił moje ukochane frędzelki ;).

1b.jpg


2b.jpg


3b.jpg


4b.jpg


5b.jpg


6b.jpg

Tak jakoś wyszło, że stoję blisko, bliżej i najbliżej :)
Sweter outlet Vila 18 zł
Buty (skóra) SH 3 zł
Spodnie SH+DIY 3 zł
Bluzka ala ministrant SH 10 zł
Torebka SH 24 zł
Okulary granashop 5 zł (mnie nie warto inwestować w droższe, bo psuja okularowa straszna jestem)
Całość 63 zł - dzisiaj absolutnie po taniości.

Zaloguj się, żeby dodać komentarz.