Moja przemiana, czyli o tym jak zrzuciłam 25 kg.
Zobacz oryginał wt., 24/06/2014 - 01:00
W końcu zebrałam się i przygotowałam specjalnie dla Was wpis na temat mojej przemiany. Wszystko zaczęło się prawie rok temu, dokładnie w lipcu 2013 roku. Postanowiłam wtedy całkowicie zmienić swoje życie i zrobić coś o czym zawsze marzyłam, czyli osiągnąć szczupłą sylwetkę. Z nadwagą zmagałam się odkąd rozpoczęłam studia. Próbowałam z tym walczyć, ale brakowało mi motywacji i powoli godziłam się z tym jak wyglądam. Zaakceptowałam siebie taką jaką byłam i stwierdziłam, że chyba tak już musi być i nie da się już tego naprawić. Wszystko zmieniło się dzięki mojej kochanej siostrze, która obudziła we mnie chęć walki o "nowe ciało" i zmotywowała mnie do codziennych ćwiczeń. Wiele zawdzięczam również mojej mamie, która jest mistrzem w dziedzinie zdrowego odżywiania. To właśnie ona skomponowała dla mnie dietę, która tak naprawdę nie jest dietą w powszechnym tego słowa znaczeniu, czyli chwilowym spożywaniem bądź też nie, określonych produktów, a właściwie całkowitą zmianą nawyków żywieniowych, które towarzyszyć będą mi na co dzień. Dzięki tej decyzji w prawie rok straciłam 25 kilogramów. Na początku drogi nie sądziłam, że aż tyle uda mi się schudnąć. Teraz już wiem, że wszystko jest możliwe dzięki ciężkiej pracy i wytrwałym dążeniu do celu. Pewnie ciekawią Was szczegóły mojego "małego sukcesu". Zacznę więc od odżywiania:
Powyżej przykład tego co jem w ciągu jednego dnia. Podstawą jest spożywanie pięciu posiłków dziennie w równych odstępach czasu i w małych porcjach. Na początku całkowicie odrzuciłam z mojego jadłospisu mięso, w celu odkwaszenia organizmu. Teraz spożywam je raz na jakieś 3 miesiące i jest to tylko i wyłącznie drób. Na co dzień zastępuję mięso produktami bogatymi w białko, czyli roślinami strączkowymi, tj. bób, ciecierzyca, soczewica, fasola, groch. Nie jem również produktów zawierających gluten, czyli pieczywa i makaronu, co nie oznacza, że muszę rezygnować z mojego ulubionego spaghetti czy też ukochanych kanapek. Wystarczy tradycyjny makaron zastąpić tym bezglutenowym, czyli zrobionym np. z mąki kukurydzanej a kromki chleba waflami ryżowymi. Całkowicie wyeliminowałam wszelkiego rodzaju słodycze. Gdy mam ochotę na coś słodkiego, jem marchewkę, 70 procentową, gorzką czekoladę lub świeże owoce. Słodzone napoje, również już dla mnie nie istnieją. Teraz piję tylko wodę z cytryną i miętą. Generalnie omijam szerokim łukiem przetworzoną żywność. Najlepiej jest przygotować wszystko samemu z jak najbardziej naturalnych produktów, czyli np. sezonowych warzyw (najlepiej prostu z grządki), owoców czy ziół. Im prostsze danie, czyli zawierające jak najmniej składników, tym lepiej. Jak już wspominałam, moje obecne odżywianie to nie jest jakaś straszna i rygorystyczna dieta. Po prostu zmieniłam nawyki żywieniowe, nie tylko po to by się odchudzić ale przede wszystkim po tym by być zdrowym.
Teraz parę słów na temat moich codziennych treningów. Najważniejsze są chęci, motywacja no i cierpliwość. Pierwsze efekty ćwiczeń mogłam zaobserwować dopiero w styczniu tego roku czyli dopiero po pół roku. To mnie jeszcze bardziej zmotywowało i zaczęłam ćwiczyć intensywniej. Co składa się na moją obecną aktywność fizyczną? Otóż składa się na nią ponadgodzinny trening na wszystkie partie mięśni, czyli na brzuch, uda, łydki, pośladki i ramiona oraz ponad godzinny, 10 kilometrowy bieg. To wszystko. Nic skomplikowanego, aczkolwiek wymagającego dużych nakładów pracy, wytrwałości i systematyczności. A efekty możecie zobaczyć poniżej. 
To oczywiście nie koniec, przede mną jeszcze wiele pracy, gdyż postawiłam sobie nowe cele. Teraz skupiam się na rzeźbie, no i oczywiście podtrzymaniu tego co udało mi się do tej pory osiągnąć. Mam nadzieję, że udało mi się zmotywować te z Was, które również chciałyby się zmienić i zrzucić parę kilogramów. Pamiętajcie, że nie można się poddawać i rezygnować ze swoich marzeń. Ja jedno ze swoich właśnie spełniłam i Wam również tego życzę.
A na koniec efekt "przed i po". Tutaj na pewno dostrzeżecie "różnicę".
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.




