Lista blogów » Kasia Skalska
Moja nowa, "przedślubna" dieta - początki.
Zobacz oryginał pon., 10/02/2014 - 09:24Większej tajemnicy nie ma - kiedy mam lepszy czas i jazdę na jakąś nową dietę cud - ważę 53 kilo, jeśli natomiast mam smaki na ulubioną pizzę z Adamo - bez problemu umiem osiągnąć 65 kilo. I to jest takie stałe moje wahanie, jak zwany efekt jojo, efekt wiecznych diet cudów, na których jestem od 6 lat, przy wzroście 165 cm . Okrutna sprawa, ale prawdziwa ;-)
Przygotowania do ślubu sprawiły, że postanowiłam coś zmienić w tych moich złych nawykach, jednak tym razem postanowiłam poradzić się eksperta. Po rozmowie i analizie zawartości mojej lodówki, dowiedziałam się, że jedną z nielicznych zdrowych rzeczy u mnie jest... woda mineralna ;-) (okrutny, prawdziwy cios numer 2). Moją dietę, a właściwie słowo "przedślubna" łapię w cudzysłów dlatego, ponieważ nie ma mi tylko służyć, żebym dobrze wyglądała w sukni ślubnej, ale żebym nabrała dobrych nawyków żywieniowych i z żadnymi wahaniami nie miała więcej problemu.
Moje złe przyzwyczajenia:
- nieregularne posiłki: potrafię zjeść śniadanie, pójść do pracy i zjeść następny posiłek o 20, i co gorsze - bardzo często mi się to zdarza.
- zbyt duża ilość węglowodanów w jadłospisie: uwielbiam pieczywo, pieczywo i jeszcze raz pieczywo. do tego makarony pod każdą postacią i wspólne posiłki z narzeczonym, który jest wielki, dużo czasu spędza na siłowni, bawi się w kulturystę - posiłki z ogromną ilością ryżu i kurczaka. właściwie to taki pomysł na kurczaka z ryżem na 365 dni w roku.
- słabość do jedzenia na mieście: po części mogłabym zamówić sałatkę, zupę czy inne zdrowe danie, ale... jak dotąd chyba nie zamówiłam.
- mała ilość warzyw w jadłospisie.
- mała ilość warzyw w jadłospisie.
(właściwie, to złych przyzwyczajeń była cała lista, ale te akurat zakodowały mi się w pamięci.)
Moje dobre przyzwyczajenia:
- piję bardzo dużo wody mineralnej.
- moja praca zmusza mnie do ciągłego ruchu.
- nie lubię słodkich rzeczy, z wyjątkiem jakiegoś dobrego ciasta raz na ruski rok.
(lista moich dobrych przyzwyczajeń oczywiście była o wiele uboższa od tej ze złymi, dlatego nie pamiętam, żeby coś dobrego jeszcze w niej było.)
Po analizie, płaczu i zgrzytaniu zębów, na lodówce zawisł plan działania, a w mojej kuchni pojawił się asortyment z poniższego zdjęcia - pamiętam, że stwierdziłam wtedy, że wesela nie będzie, bo umrę wcześniej z głodu :D Wtedy też nie byłam do końca uprzedzona do warzyw, jednak nie miałam konkretnych pomysłów na żadne danie z nich, prócz sałatek, które zawsze kojarzyły mi się z dietami.
Kiedy zaczynałam pracę z nowym jadłospisem, nie byłam zachwycona perspektywą tworzenia czegokolwiek dobrego z praktycznie samych warzyw. Teraz mogę śmiało powiedzieć, że tego było mi trzeba - nauczyłam się gotować zdrowo, smacznie i sycąco, na produktach, których wcześniej próżno było szukać w mojej kuchni. Jak tylko znajdę chwilę wolnego czasu, podeślę Wam tu kilka naprawdę fajnych przepisów - pierwszy, z moją ulubioną w całym jadłospisie sałatką z brokułów i łososia lub grillowanego kurczaka, zaserwuję Wam już w kolejnym poście. Enjoy!
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.







