Podobno posty z rodzaju MIX to blogowe zapchajdziury. Może coś w tym jest, bo faktycznie nie mam dla Was żadnego zestawu, żadnej stylizacji, jednak z drugiej strony dla mnie przygotowanie takiego posta jest znacznie bardziej pracochłonne, więc do kategorii 'byleby coś wrzucić', bym go nie zaliczyła.
Przed Wami więc miks zdjęć wszelakich.
Na początek trochę nowości, czyli co tym razem kupiłam na wyprzedaży.
W Bereshce w okresie wyprzedaży kupiłam dwa tshirty (po 15 zł), ale tylko ten pozwala mojej Córci na dostęp do bufetu, więc tamten drugi czeka na okres 'po karmieniu'.
Do tej pory rzadko kupowałam koszulki z napisami, czy nadrukami, ale tym razem odstąpiłam od reguły.
Szpilki, szpilki. I to jakie! Zdecydowanie bardziej do siedzenia niż chodzenia, ale mąż mnie namówił:). Obie kupione w deichmannie, i to za zawrotne kwoty (lakierowane 9 zł, zamszowe- z prawdziwej skóry 29 zł)
Krata w tym roku zawładnęła jesiennymi stylizacjami na blogach, ale ja kratkę lubię niezależnie od mody, więc kolejne dwa egzemplarze zasilają moją szafę.
Spódniczka- mohito (%39zł), żakiet- zara (
loompex- 32zł)
Botki. Te czarne już znacie, bo zdążyły pojawić się na blogu (elilu- 47 zł). Szare (zara- %79 zł) czekają jeszcze na swój debiut, są skórzane trochę żal mi tego delikatnego zamszu na zabłocone drogi w koło domu. Przy okazji raz jeszcze wielkie dzięki dla Pauliny z Moda i takie tam, bo to dzięki niej te buty są w mojej szafie. Dzięki Kochana!
I ostatnie łupy. Torba typu hobo marzyła mi się od dawna. Ta pochodzi z pracowni mogato i jest wieeelka, czyli dokładnie taka, jak chciałam.
Bluzka z pepco (20zł) jest idealna dla matki karmiącej.
No i kratki ciąg dalszy, czyli chusta ze stradivariusa (%10zł)
Teraz trochę kosmetycznie
Biedronkowe zakupy z walentynkowej gazetki, czyli co nie co dla twarzy i włosów.
Już Wam mogę napisać, że niestety baza pod makijaż z Ladycode to dla mnie klapa, podobnie zresztą ichniejszy tusz do rzęs- zero efektu.
Z włosowych kosmetyków użyłam na razie olejku z Timotei i zapach ma cudny, ale działanie niewielkie.
W biedronce kupiłam jeszcze zapas chusteczek do demakijażu i zdecydowanie te zielone (z płynem micelarnym) są najlepsze, niebieskie bez szału, ale ok, natomiast różowe mnie podrażniają, mimo że do wrażliwców nie należę.
Wykończyłam też kram z sorai, którym zostałyśmy obdarowane na jednym z blogerskich spotkań. Kremik świetny, dla mojej mieszanej skóry z niedoskonałościami sprawdził się bardzo dobrze. Co ważne: nie wysuszał mi skóry i świetnie nadawał się pod makijaż. Na pewno się na niego jeszcze skuszę.
I peeling cukrowy. Zachwycona byłam cukrowym peelingiem z ElfaPharm, ale nie mogłam go nigdzie dostać w stacjonarnym sklepie, wiec skusiłam się na Bielendę. Niestety nie dorósł mu do pięt, ale zużyłam w całości, bo i zapach miły i ścierak niezły.
Nie wiem, jak dziewczyny z blogów makijażowych robią zdjęcia oczu, mi to za nic nie wychodzi...
Trochę rozrywki. Książki, gazetki i robótki.
Pamiętacie moje postanowienia noworoczne? Była tam m.in.mowa o wywołaniu zdjęć z ostatnich dwóch lat. Przejrzałam, wybrałam i o to mam: 2000 odbitek:). Jak widzicie część już w ramkach.
Lunch
Ja. Koszula- Biedronka
Luzaki (jeansy- stradivarius, sweter- h&m, szalik- bershka, bluzka- pepco)
I moja Misia, pieszczotliwie zwana 'Małą Zołzą", ale tylko po nieprzespanych nocach:).