Lista blogów » Brzydki Ptak
Miłość i nienawiść z Sylveco – moje zdanie o produktach polskiej marki
Zobacz oryginał czw., 11/02/2016 - 19:34 Mam pięć produktów Sylveco – jeden z nich uwielbiam, a pozostałych trzech po prostu nienawidzę. Jednak zamierzam nadal ich używać, a kiedy się skończą, kupię je znowu.
Zapraszam do przeczytania recenzji :)
Po raz pierwszy trafiłam na kosmetyki Sylveco na pewnym blogu. Zdjęcia były bardzo kuszące, a kremy opisane jako idealne. Nie miałam żadnych wątpliwości odnośnie tego, że był to post sponsorowany. Później jeszcze kilka razy widziałam podobną reklamę.
Reklama ma wpływ i na mnie, więc kiedy zauważyłam na Targach Urody i Fryzjerstwa w Gdańsku stoisko Sylveco, musiałam coś kupić. Kupiłam krem pod oczy Sylveco, a w prezencie dostałam pomadkę ochronną.
Łagodzący krem pod oczy to mój ulubieniec. Nigdy wcześniej nie miałam tego typu produktów i myślałam, że osobny krem pod oczy to już przesada. Tak, skóra w tym miejscu jest bardzo delikatna i potrzebuje nawilżania, ale jeżeli krem pod oczy jest super nawilżający, co w takim razie stosuję na całą twarz? Myślałam, że to samo!
Jednak już po pierwszym użycia krem rozjaśnił 70% moich sińców pod oczami. Nie pachnie, ma przyjemną konsystencję, jest bardzo lekki, kilka razy trafił mi do oczu i nic się nie stało. Aktywne komponenty – chaber, bławatek, świetlik łąkowy i brzoza biała. Stosuję ten kremik codziennie już od pięciu miesięcy i zauważyłam, że używam pod oczy coraz mniej korektora :)
Rokitnikowa pomadka ochronna Sylveco o zapachu cynamonu trafiła do mnie w prezencie. Hm... po pierwsze w ogóle nie pachnie cynamonem. Trudno opisać, jaki dokładnie ma zapach, ale śmierdzi okropnie. Do tego ma takie opakowanie, jakbym zrobiła je sama – już popękowało w dwóch miejscach.
Czego można oczekiwać od produktu o takich charakterystykach? Pomadka idealnie nawilża usta! Stosuję ją codziennie nawet na skórę wokół ust jako krem. Żaden Carmex nie pomoże ustom tak, jak pomadka Sylveco. Chociaż nienawidzę jej zapachu i irytuje mnie opakowanie, jest to mój
must-have, bo lubię matowe szminki, które bardzo suszą usta.
must-have, bo lubię matowe szminki, które bardzo suszą usta.
Koniecznie musiałam przetestować coś jeszcze z Sylveco i zamówiłam od Mikołaja zestaw podarunkowy – krem, lekki krem i mleczko oczyszczające. Rokitnikowe! Co ze mną nie tak?! Przecież już miałam rokitnikową pomadkę, której nienawidzę!
Krem i lekki krem też śmierdzą, a mleczko nie pachnie. Btw, jesteście ciekawi, dlaczego Silveco ma „lekki krem” i „krem”? Bo ten, którego nazwa brzmi po prostu „krem” jest naprawdę ciężki! Jest bardzo gęsty, ma pomarańczowy kolor i w ogóle wygląda tak, jakby ktoś po prostu ścisnął rokitnik i wpakował go to pudełeczka.
Skład: woda, olej sojowy, olej jojoba, wosk paszczeli, olej z pestek winogron, olej rokitnikowy, betulina, stearynian sodu, kwas cytrynowy (to wszystko?!)
Długo się wchłania. Prawie nigdy do końca. Kiedy stosuję go na noc, z rana oczyszczam twarz tonikiem i cały płatek jest pomarańczowy.
To wszystko nie sprawia żadnej przyjemności, której oczekujemy od użycia kosmetyków. Mogłabym powiedzieć, że „ciężki krem” to największe rozczarowanie, gdyby nie prawdziwe mrozy, które mogliśmy obserwować i poczuć w Gdańsku na początku stycznia. Powietrze zrobiło się suche, wiał lodowaty wiatr, do tego musiałam przez kilka dni pracować na dworze. Moja skóra była po prostu zniszczona. Wtedy wspomniałam, że „ciężki krem” okropnie pachnie, ale jest bardzo tłusty, idealny do przesuszonej skóry. Ten krem mnie uratował. Używałam go kilka (!) razy dziennie!
Jadnak kiedy pogoda wróciła do normy, musiałam o nim zapomnieć, bo moja skóra już nie była na tyle sucha i krem znów nie pasował. Mam nadzieję, że prawdziwa zima już się skończyła i w tym roku już nie będę go używała.
Lekki krem Sylveco to prawie to samo, ale w wersji light – kolor już nie tak soczysty, mniej śmierdzi i pasuje do suchej skóry, ale „normalnie suchej” (takiej jak moja). Aktywne komponenty – rokitnik zwyczajny, mydlnica i brzoza biała. Ten krem ma bardziej skomplikowany skład. Nadaje się do codziennego stosowania. Jest polecany do każdego rodzaju cery.
Tego kremu używam prawie codziennie i swierdzić mogę, że to dobra regeneracja do skóry zmęczonej. Jednak akurat tego produktu nie kupię ponownie – jest zbyt zwykły.
Arnikowe mleczko oczyszczające przeznaczone jest do skóry suchej. Uważam, że sama taką posiadam i dlatego je wybrałam. To mleczko brało udział w moim pielęgnacujnym eksperymencie „Tydzień bez wody”, o którym napiszę później
Produkt nie pachnie, ma lekką konsystencję. Aktywne komponenty – brzoza biała i arnika górska. Po pierwsze powiem, że nie zmywa wodoodpornego makijażu, jak obiecuje producent, dla tego musiałam użyć dwufazowego płynu Ziaja. Mleczko pozostawia lekką warstewkę, jakby do końca się nie zmywa. Chyba właśnie w taki sposób ma chronić suchą cerę.
Największy plus jest taki, że produkt nie pozostawia poczucia „ściągniętej” skóry, przynosi ukojenie, jest idealny do bardzo przesuszonej skóry. W sumie uważam, że arnikowe mleczko jest warte uwagi, polecam go osobom posiadającym wrażliwą cerę.
Podsumowanie.
Lubię i jedenocześnie nienawidzę kosmetyki Sylveco. Szczerze mówiąc opakowanie, konsystencja, kolor i zapach nie mają znaczenia, jeżeli kosmetyk naprawdę działa. Koniecznie muszę kupić coś jeszcze :D
Jeżeli moja recenzja Was nie przestraszyła, zapraszam na stronę producenta www.sylveco.pl
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.


















