Lista blogów » aschaaa
marzec w Londynie - dzień 2
Zobacz oryginał pt., 10/04/2015 - 20:30Drugi dzień w Londynie rozpoczynam dość wcześnie. Budzik dzwoni o godzinie 4:45. Przestawiam na 4:50. A o 4:55 ruszam zwłoki z hotelowego lóżka. Ubieram na siebie wszystkie ciuchy jakie ze sobą przywiozłam – skoro wczoraj w ciągu dnia było tak zimno, teraz nie będzie lepiej. Wyciągam baterie z ładowarki i wkładam do aparatu. Montuje statyw na plecaku, nakładam trochę fluidu na twarz, żeby nie straszyć ludzi na ulicy. Wychodzę z pokoju. Peta podnosi lekko głowę, mówi żebym uważała na siebie i wracała szybko. Wychodzę z hotelu i szybkim krokiem kieruje się w stronę metra. Na ulicach pusto. Trochę mnie to dziwi, bo w Wiedniu jakoś więcej ludzi chodzi czy biega o tej porze. Stacja Victoria jest puściutka. Zero ludzi. Szybko biorę kawę na wynos i śmigam do metra. Dwie stacje i będę pod Big Benem. Metro jeździ rzadko o tej godzinie. 15 minut mijają mi szybko. Z uśmiechem na ustach wychodzę na górę. Przechodzę mostem westminsterskim na druga stronę Tamizy i ustawiam się ze statywem. Wyciągam pilot, montuje aparat, czekam na lepsze warunki. Hmm nic się wiele nie dzieje… no tak… mleko na niebie utrzymuje się od wczoraj. Żadnego wschodu słońca. Żadnego spektakularnego światła i pięknych zdjęć. No trudno. Mimo wszystko warto było wstać. Przeżyć Londyn o świcie z garstką ludzi na ulicach. Pakuję aparat i wracam do hotelu.
Mój kochany mąż jeszcze sobie smacznie śpi. W końcu jest na urlopie, prawda? Niech sobie jeszcze śpi, wzięłam tableta i poszłam na dol do recepcji, bo tylko tam jest Internet. Po śniadanku (jesteśmy dalej na diecie, a w hotelu serwowali tylko crossaint i muffinki, wiec zdecydowaliśmy się na jabłko) ruszamy w stronę metra. Naszą dzisiejszą wycieczkę zaczynamy tam, gdzie wczoraj skończyliśmy, czyli przy Tower Bridge. Pogoda nie powala, dalej zimno i dalej mleko na niebie. Spacerkiem przechodzimy mostem na drugą stronę, mijamy Tower of London i zastanawiamy się czy ogromna kolejka do wejścia jest pełna ludzi, którzy tak się interesują historia i chcą zobaczyć jeden z głównych zabytków Londynu, czy chcą odhaczyć i moc powiedzie znajomym „byłem, weszłam do środka – hmm nic specjalnego”. My omijamy takie atrakcje. Generalnie omijamy muzea, duże galerie. Wolimy wmieszać się z ludźmi na targu i troszkę poczuć się jak tutejszy. Nie spieszymy się, dochodzimy do Monumentu, z którego można zrobić ponoć ładne zdjęcia miasta – pisze „ponoć” bo straszny wiatr odstraszał i nie zdecydowaliśmy się wejść na górę.
Pod katedrą Pawła wsiadamy w metro i jedziemy do Camden Town. Czytałam wiele zachwytów w Internecie co do tej części Londynu. Mnie tam nie ciągło, ale Peta chciał, wiec pojechaliśmy. Jak zapamiętałam Camden Town? Dobre jedzenie – to jest to, co mi sie nasuwa pierwsze. Dużo ludzi, kolorowe wystawy sklepów i budy z jedzeniem, na których myśl robię się głodna. Peta zdecydował się na obiad w budce serwującej jedzenie z Peru (czyli już przygotowujesię na to, co czeka go za niedługo), a ja ustawiłam się w kolejce po indyjskie jedzonko. Palce lizać. Porce były niewielkie, tzn. spokojnie wsunęlibyśmy jeszcze jedną, przynajmniej na spółkę. Ceny da się przeżyć – 6,90 - 9,90funtow. Fajny klimat miejsca. W każdej budce było inne jedzonko, a co najważniejsze tak różnorodne. Szkoda ze tak mało miejsca do jedzenia bądź tak dużo ludzi , bo chętnie zabawilibyśmy tam dłużej :D
Z Caden Town jedziemy pod muzeum brytyjskie. Kolejne miejsce w Londynie, które na zewnątrz nie zachwyca w ogóle. Mówi się ze to jedno z tych muzeów w Europie, do którego trzeba wejść. Chętnie uśmiechamy się na takie stwierdzenia. Każdy turysta jest inny i każdy spędza swój urlop jak mu się podoba. Może jestem ignorantka, ale ja swojego nie spędzam w muzeach.
Spacerkiem idziemy dalej, mijamy China Town i ku mojemu szczęściu rozjaśniło się i na niebie jest słonce. Juhu :D Od razu zrobiło się jakby cieplej i przyjemniej. Zmierzając do Picadilly Circus przeszliśmy kawałek Oxford Street, przechodząc obok ponoc jednego z największych Primakrow w Europie. Nie w głowie ale mi zakupy na wakacjach, zresztą takich krótkich wakacjach :D Tłum ludzi potrafi męczyć, wiec szybko skręciliśmy w jedna z bocznych uliczek i kierowaliśmy się w stronę Trafalgar Square. Ogromna ilość turystów i szkolnej młodzieży która w tych godzinach wypełzła na ulice była zatrważająca. Możecie to chyba dobrze zobaczyć na zdjęciach. Żeby zrobić fotki National Bibliotek musiałam wejść na pomnik. Spokojnie, masa ludzi na nim siedziała, stała i chodziła z aparatem podobnie jak ja.
Jak świeci słonko to marsz pod pałac Westminsterski zrobić fotkę Big Benowi na tle niebieskiego nieba.
Uf! To co chyba skończyliśmy plan naszej wycieczki na dziś według mapki, która sobie rozplanowałam jeszcze przed wyjazdem. Teraz został nam czas na kawkę i czekanie na zachód słońca. No i jest i zachód słońca i fotki nocne.
Uf! To co chyba skończyliśmy plan naszej wycieczki na dziś według mapki, która sobie rozplanowałam jeszcze przed wyjazdem. Teraz został nam czas na kawkę i czekanie na zachód słońca. No i jest i zachód słońca i fotki nocne.
To chyba tyle, bo jutro nad ranem wylatujemy z powrotem do domu. Dobrze jest czasem się urwać choćby na chwile. To taki mały motywacyjny kop :)
Zaplanowałam jeszcze jeden post z praktycznymi wskazówkami – jak zorganizować wypad do Londynu. Do następnego!
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.













































